http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tajemnica Carla Dreyera

Tadeusz Sobolewski
2010-07-31, ostatnia aktualizacja 2010-07-30 17:53

Rewelacją festiwalu "Dwa brzegi" w Kazimierzu i Janowcu (31.07-8.08) będzie retrospektywa Carla Theodora Dreyera, największego duńskiego reżysera, który wciąż wywiera wpływ na światowe kino

ZOBACZ TAKŻE
- Po co robić o mnie film? - pytał Carl Theodor Dreyer, twórca legendarnego "Męczeństwa Joanny d'Arc" (1924), kiedy w 1964, podczas paryskiej premiery "Gertrudy", jego ostatniego dzieła, indagowali go reporterzy. "Moja osoba nie jest interesująca. Moje filmy są interesujące".

Był jednym z klasyków, których francuska Nowa Fala - Truffaut, Godard - uznawała za swoich mistrzów, prekursorów kina autorskiego, naznaczonego osobistym stylem. Kiedy się czyta nieliczne wywiady z Dreyerem, najczęściej powraca w nich słowo "styl" - to było to, na czym mu zależało w kinie. Styl oszczędny, wizja doprowadzona do maksymalnej prostoty. Białe tło, na którym odbywa się przesłuchanie Joanny d'Arc, zbliżenia jej twarzy i indagujących ją mężczyzn następujące po sobie "jak ciosy w szermierce" - wszystko to miało dać widzowi poczucie, że sam uczestniczy w przesłuchaniu. Wrażenie naoczności pozostaje dziś równie silne jak w 1924, kiedy powstało "Męczeństwo". Dreyer osiągnął w nim szczyt nierealistycznej prawdy: "Realizm sam w sobie nie jest sztuką - mówił - To, co dzieje się na ekranie, nie jest rzeczywistością. Sztuką jest inny realizm, psychologiczny, uwolniony od zbędnych detali. Prawda przefiltrowana przez duszę artysty".

W duńskim dokumencie Torbena Jensena o Dreyerze córka Falconetti, aktorki teatralnej, która grała Joannę d'Arc, opowiada, jak doszło do tego, że jej matka przyjęła tę rolę - jedyną, jaką zagrała w kinie. Dreyer miał już wtedy za sobą "Kartki z księgi szatana" - film o roli zła w historii, skomponowany podobnie jak "Nietolerancja" Griffitha. Szatan kusił Judasza, był Wielkim Inkwizytorem, jakobinem w rewolucji francuskiej, czerwonogwardzistą w wojnie rosyjsko-fińskiej. Producent zamówił u Dreyera film o wybitnych kobietach w historii. Reżyser wybrał Joannę. Film miał powstać we Francji, ale najsłynniejsze paryskie aktorki odmawiały. Może zrażała je postawa reżysera mającego wygląd i maniery "oficjalisty"? Skromny, grzeczny, był zarazem nieprzejednany, jeśli chodzi o swoją wizję. Po dwumiesięcznych poszukiwaniach Dreyer zobaczył afisz bulwarowego teatru: "Falconetti gra chłopczycę". W feministycznej komedii zobaczył swoją Joannę. Aktorka stworzyła postać całkowicie współczesną, która pozostała taką do dziś. Raz wykreowana przez Dreyera, nie chciała później grać w filmie, wolała pozostać Joanną. Słuch o niej zaginął. Wyjechała do Argentyny, przegrała majątek w kasynie, popadła w mistycyzm i została buddystką.

Jednym z admiratorów Dreyera jest Lars von Trier, który uważa się za jego "wcielenie". W latach 80. zrealizował późny scenariusz Dreyera - "Medeę". W filmie "Przełamując fale" von Triera krytycy znajdowali cechy dreyerowskie - wyzywającą formę, purytańskie środowisko, kobietę ponoszącą ofiarę, cud. Jednak u reżysera "Antychrysta" współczucie dla poniżonej kobiety przechodzi jakby we własne przeciwieństwo, jest podszyte sadyzmem i mizogynią. Kino Dreyera również cechuje okrucieństwo, ale bez domieszki sadomasochizmu. Jego bohaterkami są prześladowane lub zdradzone kobiety - Joanna d'Arc, torturowane czarownice w XVII-wiecznej Danii ("Dies Irae"), tragiczna "Gertruda". W filmie z 1932 roku tytułowy wampir jest wprawdzie kobietą, ale kobieta jest też jedną z jej ofiar. Rys współczucia dla kobiety przenikający twórczość Dreyera biografowie wiążą z postacią matki, szwedzkiej służącej, która zmarła wkrótce po jego urodzeniu. Dreyer nosi nazwisko duńskiej rodziny, która go adoptowała. Nigdy o tym nie opowiadał. W przeciwieństwie do von Triera nie lubił wyznań. Nie wiadomo, kiedy dowiedział się o swojej prawdziwej matce - rana musiała pozostać.

W najgłośniejszym, obok "Joanny d'Arc", filmie Dreyera - "Słowie" z 1955 roku - bohaterka, która umiera, przedstawia ideał kobiety, zarazem praktycznej i uduchowionej. Umiera, ale zostaje wskrzeszona. Scena zmartwychwstania - dosłownego, fizycznego - należy do tych zuchwałych momentów kina, kiedy swoją prawdą przekracza ono rzeczywistość. Do "Słowa" nawiązał ostatnio Meksykanin Reygadas, ukazując w "Cichym świetle" moment wskrzeszenia zmarłej żony bohatera, którą ożywia gest miłości ze strony rywalki. U Dreyera nad otwartą trumną żony stoi jej kochający mąż ateista, dziecko i brat męża, chory psychicznie student teologii, który uważa się za wcielenie Jezusa. Miłość bliskich i słowa człowieka uchodzącego za szaleńca powodują cud - splecione dłonie zmarłej poruszają się, kobieta otwiera oczy. Niewiarygodne staje się faktem.

"Słowo" było przybliżeniem się do projektu, z którym Dreyer nosił się od młodości i którego nigdy nie zdołał zrealizować - filmu o życiu Jezusa. Byłby z pewnością, tak jak ten film, jak wszystkie filmy Dreyera, aktem niebywałej artystycznej odwagi, przejawem czystej duchowości, tajemniczym triumfem wiary, której nie towarzyszy żadna ideologia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos