http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wrocław jak Jarocin

Paweł T. Felis
2010-07-30, ostatnia aktualizacja 2010-07-29 18:58

Felieton z Ery Nowych Horyzontów

Otwarcie festiwalu Era Nowe Horyzonty
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Otwarcie festiwalu Era Nowe Horyzonty


"Na szczęście rock pozostał w rękach dzieciaków, a nie facetów z korporacji" - mówi w "All Tomorrow's Parties" Patti Smith. To dokument Jonathana Caouette (twórcy głośnego "Tarnation") o festiwalu muzycznym w Anglii, na którym kuratorzy - wśród nich Jim Jarmusch, Portishead, Sonic Youth - zapraszają ulubionych wykonawców. Festiwalowe życie toczy się nie tylko na scenie. Fani mieszkają razem z gwiazdami, a spontaniczne minikoncerty odbywają się tu wszędzie - na plaży, na trawnikach, w ciasnych pokojach.

Tak zabawowej atmosfery we Wrocławiu nie ma, chociaż redaktorzy specjalnego wydania Ha!artu „Generacja ENH” nie bez racji twierdzą, że znaczenie festiwalu Gutka porównać można jedynie ze znaczeniem, jakie miał w Polsce festiwal w Jarocinie. Nie chodzi jednak tylko o „wychowywanie” polskiego widza i oswajanie z kinem spoza mainstreamu. „Żyjemy w świecie nieustannych »nowych horyzontów «, które kino musi dziś oswajać lub analizować” - mówił podczas spotkania w Gazeta Café Peter Mettler, reżyser hipnotycznego „Petropolis”. Ten dokumentalny esej o dokonywanym przez przemysł zniszczeniu przyrody udowadnia, jak wynaturzona, ścieśniona jest nasza perspektywa (stąd imponujące ujęcia z helikoptera, które układają się w malarskie obrazy). „Wszystko dziś buzuje, niemal kipi - zmienia się funkcja kamery, zmienia się język - dodawał Mettler. - Próbuję opowiedzieć o samym procesie obserwowania, o tym, jak dzisiaj odbieramy rzeczywistość”.

Nie przyjechał zapowiadany Jean-Luc Godard, ale publiczność i tak ma swoje gwiazdy. Caouette, który nie miał pojęcia o popularności "Tarnation" w Polsce (parę lat temu dostał na ENH główną nagrodę), opowiadał o planach, m.in. o nietypowym sequelu "Tarnation", w którym chce sięgnąć po niewykorzystane dotąd materiały o sobie i matce kręcone na przestrzeni 20 lat, a także o projekcie, w którym na nowo zmontuje dziesięć filmów z lat 70. z udziałem tego samego aktora.

Węgier Kornel Mundruczo, którego znakomitą "Joannę" festiwal pokazywał kilka lat przed tym, zanim reżyser stał się pupilem Cannes, przyznał m.in., że ma teatralne plany związane z TR Warszawa, a jego aktorski występ w nowym filmie Miklósa Jancsó "Szlag trafił sprawiedliwość" (u boku Daniela Olbrychskiego) był tylko gestem grzeczności wobec ikony węgierskiego kina. W nowym obrazie "Łagodny potwór - projekt Frankenstein" (sekcja Panorama) Mundruczo wraca zresztą do swojego obsesyjnego tematu; już w "Joannie" i "Delcie" symboliczne historie opowiadane były z perspektywy demiurga, którego nie interesuje realizm, ale kino kreowane na gorąco, na oczach widza. "Zawód reżysera bywa niebezpieczny: pracujesz na żywym materiale, wykorzystujesz pokręcone idee, a potem to żyje własnym życiem" - mówił Mundruczo w Gazeta Café. "Czy jako twórca jestem niewinny? Czy ze szlachetnych intencji może powstać potwór? Zrobiłem ten film, żeby sam sobie te pytania zadać".

ENH dobiega końca, ale Wrocław już ostrzy sobie apetyty na październik. Wtedy odbędzie się pierwsza edycja American Film Festival. Podczas pięciodniowej imprezy organizowanej przez ekipę Romana Gutka pojawią się przedpremiery amerykańskich hitów (sekcja Highlights) i filmowe eksperymenty (sekcja On The Edge), retrospektywy (m.in. Johna Cassavetesa), ale też dokumenty i filmy offowe. Będzie m.in. tegoroczny zwycięzca Sundance "Winter's Bone" Debry Granik. Są duże szanse na "The Social Network" Davida Finchera i "Scott Pilgrim vs. the World" Edgara Wrighta z Michaelem Cero ("Juno").

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów