Zbyszek ukończył filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim, w czasach gdy był to elitarny kierunek - ok. 10 osób na roku - ściśle związany z polonistyką. Imponował tam wiedzą o literaturze, malarstwie, a przede wszystkim o muzyce znacznie wykraczająca poza program. Początek jego studiów zbiegł się ze stanem wojennym. Zbyszek, chociaż nie angażował się w konspiracyjne struktury, prowadził swoją prywatną wojnę z władzą. Gdy zajęcia z historii muzyki odebrano lubianemu przez studentów asystentowi związanemu z "Solidarnością" i w jego miejsce zatrudniono naukowca z partyjnym poparciem, Zbyszek na każdych zajęciach wykazywał mu niekompetencję. A kiedy przyszło do zaliczenia powiedział, że nie życzy sobie w indeksie jego podpisu.
Wyemigrował krótko po tym, jak w Polsce upadł komunizm. Uważał, że bycie Polakiem nie musi oznaczać obowiązku
mieszkania w Polsce.
Dzięki Zbyszkowi czytelnicy "Gazety" mogli przeczytać doskonałe teksty o Ameryce. Doskonałe, czyli takie których nie znajdą i nie przeczytają gdzie indziej. Jego teksty napisane są z pasją, z dbałością o szczegóły, z bogactwem opinii.
Sylwetki Marthy Steward, czy Anne Leibowitz; opowieść jak zamieszkać na Manhattanie; zawczasu opisać nieznane w Polsce filmy, które dostaną Oskary; o sukcesach naszych artystów (np. śpiewaka Piotka Beczały); jak
Ameryka oszczędza w kryzysie na kulturze... Zanim zatrzymano Romana Polańskiego w Szwajcarii, Zbyszek zrobił rozmowę z reżyserką filmu dokumentalnego, który zamieszał na festiwalu Sundance. No i jeden z ostatnich tekstów Zbyszka - "5 lat z YouTube", w którym uchwycił fenomen tego zjawiska.
Dziękujemy, Zbyszku