http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Głośne nieme kino

Jacek Szczerba
2010-07-28, ostatnia aktualizacja 2010-07-27 17:06

Dziś, w ramach Festiwalu Era Nowe Horyzonty, na wrocławskim Rynku pokaz dwóch niemych polskich filmów opowiadających o wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. - "Cudu nad Wisłą" i "Dla Ciebie, Polsko". Równocześnie na DVD ukazuje się trzeci - "Mogiła nieznanego żołnierza".

Logo Festiwalu Era Nowe Horyzonty
Logo Festiwalu Era Nowe Horyzonty
Patriotyczne filmy pokazywane we Wrocławiu (o godz. 22), zachowały się tylko częściowo, ale te ocalałe fragmenty są dramaturgicznie czytelne. Wymowy doda im jeszcze muzyka na żywo w wykonaniu tria Horny Trees grającego na instrumentach wykonanych z drewna (klon, orzech i heban).

41 minut „Cudu nad Wisłą” (1921) Ryszarda Bolesławskiego (później w Hollywood kręcił z Garbo i Dietrich) to mniej więcej połowa pierwotnej długości filmu. Mamy tu dwór Gronowskich na Kresach zaatakowany przez bolszewików i dwie pary kochanków: syn dziedzica Jerzy (Jerzy Leszczyński) kocha się w chłopskiej córce Kryście (Jadwiga Smosarska, nasza największa przedwojenna gwiazda), a lekarz Powada (Władysław Grabowski) w laborantce Ewie (Anna Belina). Szczęśliwie zachowała się scena ataku wojsk polskich prowadzonych przez księdza Skorupkę. Jako agent bolszewicki pojawia się Kazimierz Junosza-Stępowski, przyszły ekranowy prof. Wilczur.

34 minuty „Dla Ciebie, Polsko” (1920) Antoniego Bednarczyka pokazują natomiast, jak wojna zakłóca życie zakochanej pary - Hanki i Franka. Zostają rozdzieleni - ona pracuje w szpitalu polowym, on zdobywa uznanie, łapiąc rosyjskiego szpiega: dokumenty znalezione przy szpiegu pomagają Polakom zdobyć Wilno. Film kończy zresztą dokumentalna relacja z uroczystości ponownego włączenia Wilna do Polski, w której uczestniczył marszałek Piłsudski.

Filmy polskie były nieme do roku 1929. Są dziś rarytasem, bo zachowała się ledwie ich dziesiąta część. Tym cenniejsza jest więc inicjatywa Filmoteki Narodowej, by wydawać je na DVD.

Na pierwszy ogień idzie „Mogiła nieznanego żołnierza” (1927) Ryszarda Ordyńskiego według powieści Andrzeja Struga, wzbogacona o muzykę na orkiestrę napisaną przez Rafała Rozmusa. Tu na wojnę z bolszewikami wyrusza z Krakowa kapitan Michał Łazowski (Jerzy Leszczyński). Po bitwie trafia do niewoli, z której ucieka. Żona Wanda (Nina Olida), sądząc, że zginął, romansuje ze znajomym, prof. Głowińskim (Jerzy Marr zwany polskim Rudolfem Valentino). Tylko 16-letnia córka Nelly (Maria Malicka) mająca telepatyczną łączność z ojcem czuje, że ten żyje. A Łazowski przeżywa niezwykłe przygody: ściga go rosyjski komisarz Simonow (Kazimierz Justian) wyglądający jak wampir w skórzanej kurtce, ratuje inżynier Kiryłow, zostawiając swoje dokumenty, nim sam pójdzie na rozstrzelanie. Po drodze Łazowski zapała afektem do ciemiężonej przez czerwonych księżnej Turchanowej (Maria Gorczyńska).

Swoją drogą filmowe piękności są tu cokolwiek kontrowersyjne. Oglądając np. tancerkę gruzińską wykonującą na Krymie taniec brzucha, można się nabawić koszmarów sennych. Odprężająco działają za to na widza facecje Ożoga (Władysław Walter), ordynansa Łazowskiego.

Ocalały materiał ma 77 minut. Został nakręcony statyczną kamerą, ruch jest tylko wewnątrz kadrów. Tam, gdzie kadrów brakuje, wstawiono pocztówki reklamujące ten film. Poza tym napisy informują nas np., że ktoś zginął, a my nie widzieliśmy tego na ekranie. Najlepiej zresztą przed projekcją posłuchać wstępu prof. Małgorzaty Hendrykowskiej, która objaśnia co trzeba.

Film jest oczywiście po rekonstrukcji: połączono tu fragmenty z oczyszczonej polskiej kopii nitro i kopii sprowadzonej z Francji, po czym całość zdigitalizowano. Tablice z napisami opracowano na podstawie ich oryginalnego spisu odnalezionego w archiwum w USA.

Co ciekawe, "Mogiły..." nie można kupić, ale... dostać ją w prezencie na imprezach filmotecznych. Filmoteka, nie mając do niej praw (brak tu temu podstawy legislacyjnej, a prawo autorskie już tego dzieła nie chroni), nie może bowiem na niej zarabiać.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':