http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sepleniący kolega Fandorina

Jacek Szczerba
2010-07-27, ostatnia aktualizacja 2010-07-26 19:07

Zręcznie spreparowany kryminał historyczny Antona Cziża przypomina nieco twórczość Borisa Akunina



Boska trucizna

Anton Cziż

przeł. Agnieszka Pukowska

Wydawnictwo Otwarte, Kraków



Jesteśmy w Sankt Petersburgu, na przełomie lat 1904-05. W śniegu zostaje znalezione ciało młodej kobiety owinięte w obrus. Wkrótce coś złego dzieje się z prof. Sieriebriakowem, o którym powiadają, że znalazł recepturę somy - mitycznego napoju dającego władzę nad ludźmi i poczucie wiecznego szczęścia. A taki napój to rzecz niebezpieczna, zwłaszcza gdy, jak w Rosji, która właśnie przegrała wojnę z Japonią, atmosfera wokół jest rewolucyjna...

Śledztwo prowadzi radca kolegialny Rodion Gieorgijewicz Wanzarow. Ten zdolny policjant właśnie zbliża się do trzydziestki, jest grubawy i sepleni (Fandorin - pochodzący z tej samej epoki bohater Akunina - jąka się). Wspiera go lekarz Apollon Grigorjewicz Lebiediew, i to skuteczniej niż dr Watson wspierał Sherlocka Holmesa.

Wanzarow ma w gabinecie popiersie swego mistrza - Sokratesa. Stosując się do zaleceń jego majeutyki, stara się doprowadzić - na drodze pytań i odpowiedzi - do "urodzenia prawdy". Bo majeutyka znaczy przecież "sztuka położnicza". Odkrywanie prawdy uważa zresztą Wanzarow za sens swej służby, w której nie chodzi, jego zdaniem, ani o karanie przestępców, ani o powszechny porządek. Z tym odkrywaniem ma jednak pod górkę, gdyż do śledztwa wtrącają mu się i Ochrana, i Oddział Specjalny, dwie rywalizujące ze sobą służby bezpieczeństwa.

Dlaczego warto przeczytać książkę Cziża, w której efektowną akcję uzupełniają zapisy protokołów przesłuchań? Bo przeciwniczkami Wanzarowa są piękne kobiety. Bo Cziż ma poczucie humoru - o jednym ze stróżów prawa pisze, że „w jego systemie kar były tylko dwa punkty: »rozstrzelać « i »natychmiast rozstrzelać «”. Bo widać, że autor rozeznał się w przedstawianej epoce - dowiadujemy się, że Wanzarow ma „skromne pięciopokojowe mieszkanie”, które „wynajmował za pięćset rubli dodatku mieszkaniowego, doliczanego do głównego wynagrodzenia” - a do tego lubi ciekawostki (w związku z somą dostajemy tu kilka zajmujących wykładów o dopalaczach i cudownych eliksirach z różnych kręgów kulturowych). W „Boskiej truciźnie” wdzięk mają nawet postmodernistyczne mrugnięcia do czytelnika - oto bowiem pojawia się w niej dziwnie znajomy młody Gruzin rewolucjonista, z jedną rączką jakby suchą.

Ale najważniejsze jest u Cziża to, że pomimo młodego wieku Wanzarow posiadł już gorzką wiedzę, która każe mu pogodzić się z pewnymi składnikami życia. Zgadza się więc z tym, że jego żona, której skądinąd ciągle ulega, jednak nie jest zbyt bystra. Ma jednocześnie nadzieję, że gdy ich dwie córki nieco dorosną, złapie z nimi lepszy kontakt, no chyba że wrodzą się w mamusię. I zgadza się też z tym, że zło jest silniejsze od dobra, więc zawsze z nim zwycięża. Pytany - po cóż więc policja? - odpowiada: "Jesteśmy potrzebni do tego, żeby to zwycięstwo było okupione wysoką ceną".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos