Kuszenie świętego Antoniego
Gustave Flaubert
przeł. Piotr Śniedziewski
sic!, Warszawa
Urodził się w Egipcie w bogatej rodzinie chrześcijan koptyjskich w III wieku n.e. Majątek rozdał ubogim, siostrę oddał do klasztoru. Został ascetą i pustelnikiem - mieszkał w pogańskich grobowcach, w opuszczonej starej fortecy na pustyni, w małej oazie u podnóża gór. Jak to się stało, że św. Antoni, uznawany za pierwszego zakonnika w dziejach, stał się bohaterem książki Flauberta, konsekwentnego agnostyka i okazjonalnego rozpustnika, szargającego mieszczańskie świętości?
Do powstania "Kuszenia świętego Antoniego" - najdziwniejszego utworu Flauberta (i jednego z dziwniejszych utworów literatury europejskiej) - przyczyniła się fascynacja obrazem Breugla Młodszego, odkrytym na nowo przez romantyków Wschodem, właściwa epoce moda na tematy historyczne, do których Flaubert sięgał w innych utworach (w "Salambo", "Legendzie o św. Julianie Szpitalniku", "Herodiadzie"). Przede wszystkim jednak - osobiste doświadczenie pisarza, "samotnika z Croisset" zafascynowanego od młodości śmiercią i rozkładem, dążącego przez całe życie do zobiektywizowania tej fascynacji tak, by nie przekształciła się w egzaltację, także epileptyka, "idioty w rodzinie".
Utwór został poświęcony Alfredowi le Poittevin, jednemu z najbliższych przyjaciół, który umarł w wieku trzydziestu kilku lat, pożarty przez alkohol i syfilis. Gdy Flaubert osobiście wkładał (w 1848 r.) jego ciało do trumny, pierwsza wersja "Kuszenia" była niemal gotowa, ale utwór został opublikowany ponad ćwierć wieku później, przechodząc radykalne przeróbki, które stępiły jego pierwotną, nihilistyczną wymowę. W ten sposób powstał wizyjny dramat bez fabuły, który sam pisarz nazywał "spektaklem w fotelu", od początku zdając sobie sprawę, że ten utwór, stanowiący skrzyżowanie dzieła teatralnego, poematu, historycznego studium z dziejów religii - nie nadaje się do wystawienia na scenie.
Przed oczami wyobraźni starego pustelnika w ciągu jednej niekończącej się nocy przewijają się setki postaci: manichejczycy, gnostycy i inni wczesnochrześcijańscy herezjarchowie, ojcowie Kościoła, papieże, postacie biblijne i legendarne, bogowie frygijscy, chaldejscy, irańscy, egipscy, greccy, rzymscy, mityczni bohaterowie i zwierzęta, Budda, Szatan i Pan Bóg we własnej osobie. A wszyscy przedstawieni niezwykle realistycznie, tak by wizje "przemieszały się z rzeczami codziennego życia", co prowadzi czasem do efektów znanych nam z kina gore. Wielka Diana z Efezu np. "naciska, jeden za drugim, swoje sutki. Wszystkie są puste! Z powodu pozbawionego nadziei wysiłku pęka jej pochwa. Przygarnia ją ramieniem, jak kawałek sukni, i wrzuca do niej swoje zwierzęta i kwiaty".
Jaki jest sens tego panoptikum? "Kuszenie świętego Antoniego" to dziecko XIX wieku. Rozwój nowoczesnych nauk historycznych uświadomił historyczny, relatywny charakter wszystkich religii (Ernest Renan, autor odzierającego Chrystusa z boskości "Życia Jezusa", był przyjacielem Flauberta), rodząca się psychologia pochyliła się nad religijnymi ekstazami i ich chorobowym podłożem, Nietzsche ogłosił śmierć Boga i ujawniał perwersyjne podłoże chrześcijańskiej ascezy, nauka obiecywała nieograniczony postęp, a zarazem okazywała się autonomicznym mechanizmem, którego odkrycia mogły przynieść niechciane skutki. XIX wiek, jak możemy wnosić z "Kuszenia", to nie tyle epoka optymizmu, ile nadmiaru, relatywizmu podkopującego u źródeł każdy wysiłek poznawczy, dezorientacji. Wielkie wysypisko umarłych bóstw, idei, poglądów, które, zamiast przynosić człowiekowi wyzwolenie, przytłaczają go i nie pozwalają mu oddychać.
Kim jest święty Antoni? Miotający się między czystością a pokusą rozpusty, absurdalnie dogmatyczny, nieprzystający do swojego czasu, zostaje przez Flauberta potraktowany ironicznie, ale też śmiertelnie poważnie. To ktoś, komu nie wystarczy pierwsza lepsza wiara, religia, ideologia, kto chce wiedzieć na pewno. Św. Antoni staje przed kluczowym wyzwaniem intelektualnym nowoczesności: jak żyć i działać w świecie historycznym, w którym każdy pogląd ma jedynie względny charakter, w którym czas ośmiesza i obala każdą ideę, wiarę, przeżycie, w którym nie ma niczego wiecznego. Odpowiedzią Flauberta jest końcowa wizja życia, dynamicznego, nieuchwytnego, nieopisywalnego, łączącego wszystkie przeciwieństwa w kołowrocie śmierci i narodzin.
Czy taka była filozoficzna wiara Flauberta? Być może to tu biło źródło jego stosunku do własnych bohaterów, owego połączenia empatii i dystansu, zrozumienia bez czułostkowego nadskakiwania. Jeśli Flaubert jest pisarzem, któremu chcielibyśmy ofiarować własne życie, jego niespełnienie i śmieszność, to dlatego, że tak dobrze rozumiał, że cząstkowość i porażka są tego życia synonimami.
Źródło: Gazeta Wyborcza