http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ta straszna Kora i jej wybory

Mateusz Labuda, menedżer Kory i zespołu Maanam
2010-07-23, ostatnia aktualizacja 2010-07-22 14:42

W dodatku do "Rzeczpospolitej" "Plus Minus" z dnia 17-18 lipca ukazał się artykuł pani Agnieszki Rybak pt. "Wybory Kory" będący przykładem propagandowej nagonki jak z czasów PRL.

Kora w czasie koncertu w Jarocinie.
Fot. Toamasz Kaminski / Agencja Gazeta
Kora w czasie koncertu w Jarocinie.
Już w pierwszym akapicie czytelnik dowiaduje się, że to zemsta ze strony autorki za poparcie udzielone przez słynną piosenkarkę, członkinię komitetu, wsparcia ówczesnemu kandydatowi Bronisławowi Komorowskiemu oraz Januszowi Palikotowi jako osobie, która ośmiela się stawiać pytania dotyczące przyczyn wypadku w Smoleńsku, pytania, które czterech doświadczonych adwokatów uznaje za podstawne i istotne dla przebiegu śledztwa ("Gazeta" z 17.07.2010 "Kilka pytań posła Palikota").

Tekst redaktor Agnieszki Rybak zawiera wiele kłamstw, przekłamań, naciąganych interpretacji faktów, a także pomówień, których intencją jest próba oczernienia wybitnej artystki.

Podobnie jak tydzień wcześniej w internecie włożono w usta Kory wstrętne słowa wypowiedziane przez Rydzyka o Marii Kaczyńskiej, tak wczoraj w "Rzeczpospolitej" dokonano następnej medialnej machinacji, pisząc tekst z krzywdzącą tezą.

Artykuł zilustrowano zdjęciem Kory z przedwyborczego spotkania z Bronisławem Komorowskim w Łazienkach, na fotografii widoczne są też inne osoby, które przybyły, by wyrazić poparcie kandydatowi PO. Pytanie, kto następny ze zdjęcia, kogo w drugiej kolejności w bezczelny, kłamliwy sposób zaatakuje "Rzeczpospolita". Hołowczyca? Sipowicza?

Największym przekłamaniem redaktor Rybak jest przez cały artykuł nadaremnie udowadniana teza, że po 1989 r. Kora próbuje wyjść poza ramy bycia wyłącznie artystką. Pragnie rządu dusz. Nie będę wdawać się w spekulacje, które miałyby odpowiedzieć na odwieczne pytania: co to jest sztuka i kim jest artysta. Wystarczy spojrzeć na drogę artystyczną Kory, ale także własną, ludzką, prywatną. Posłuchać muzyki, przeczytać teksty. Kora pisze o miłości. Ale nie tylko - zawsze w jej utworach, w jej tekstach można znaleźć bunt i sprzeciw wobec niesprawiedliwości, przeciwko władzy totalitarnej, przeciwko poniżeniu człowieka, przeciwko krzywdzie.

Nagrywane w stanie wojennym płyty "O!" i "Nocny patrol" były muzyczno-poetyckim komentarzem do rzeczywistości na polskich ulicach. Lirycznym i brutalnym zarazem, wspaniałym w swej punkowej formie, o - jak się okazało - międzynarodowej sile przekazu (światowe kontrakty fonograficzno-koncertowe Maanamu z RCA i Fuego). Tej muzyki słuchały miliony, między innymi ja, wówczas kilkunastolatek, a także mój ojciec podczas internowania i moja matka w więzieniu. Słuchano jej w radiu, słuchano w "internatach", nie mogła też nie docierać od zomowców, ubeków i partyjniaków. To była żywa muzyka w żywym społeczeństwie, które po raz kolejny walczyło o wolność. Stąd tłumy na koncertach i zomowskie obstawy przed salami koncertowymi.

Jako zespół Maanam, a jako osoba Kora odnieśli gigantyczny sukces. Nie chodziło jednak o sprzedaż płyt i miejsce na listach przebojów, lecz o miejsce w życiu i młodych, i dorosłych ludzi. O rockową rewolucję zapoczątkowaną na opolskim festiwalu. Za Maanamem ruszyła fala polskiego rocka: Perfect, Republika i setki innych. To fenomen.

Jednocześnie ani Kora, ani zespół nie stali się beneficjentami swej popularności, nie poszli na współpracę z żadnym Systemem. To jedyny z najpopularniejszych polskich zespołów, który nigdy nie koncertował na "objazdówkach" po demoludach, po ZSRR, miał też odwagę odmówić występu na komunistycznym spędzie organizowanym w Pałacu Kultury, za co dotknęła ich cenzura, przez półtora roku blokowano emitowanie utworów Maanamu w radiu i telewizji i wydano zakaz koncertów organizowanych przecież przez państwowe agencje.

Wedle redaktor Rybak artysta to ktoś taki, kto powinien śpiewać o błahych sprawach. Kto nie odnosi się do rzeczywistości, także politycznej. Czyli - albo żyje w próżni społecznej, albo jest bezideowym oportunistą.

Redaktor Rybak zarzuca Korze nieudane, choć uporczywe próby wejścia do polityki. Między innymi w towarzystwie niejakiego Bryczkowskiego, nacjonalisty, politycznego hochsztaplera, który - czego byłem świadkiem - na początku lat 90. namawiał Korę do kandydowania do Sejmu z ramienia stworzonej przez niego Partii Zielonych, która, jak się szybko okazało, z ekologią nie miała nic wspólnego. Kora szybko zorientowała się, co to za człowiek i jaka to partia, natychmiast zerwała z nim kontakty. Rybak uparcie jednak twierdzi, że "nie udało jej się dostać do polityki". Kłamstwo.

Pani Rybak komentuje teledysk i piosenkę Kory "Zabawa w chowanego", w której piosenkarka opowiada o molestowaniu jej przez księdza w rodzinnym Krakowie. Pisze: "Do dziś jednak nie doszło do zidentyfikowania owego księdza". Piękny tryb bezosobowy. Kto miał go identyfikować? Kora? A może powinna to zrobić jego parafia? Przecież skrucha, pokuta, prośba o wybaczenie. Jak dotąd, nic z tego. Metoda crimen sollicitationis mimo apelów papieża jest w Polsce metodą postępowania wobec przestępców seksualnych w sutannach.

Dlaczego więc artysta, a w tym wypadku również ofiara, ma milczeć, szczególnie w kraju, gdzie dzieje się coś złego, na co politycy, urzędnicy, prokuratura, wymiar sprawiedliwości nie reagują. Stosują politykę strusia: schowali głowę piasek. I to ci z prawa, i ci z lewa. I dlatego napisała piosenkę o księdzu pedofilu, bo tacy księża są w Polsce i nadal krzywdzą dzieci. Rodzice nie reagują ze strachu i wstydu, zbyt często milczą, a księża z solidarności zawodowej. Rodzina i sąsiedzi krzywdzonych dzieci dlatego, że trudno im zaakceptować taką sytuację, szczególnie w małych miasteczkach, podważyć autorytet przedstawiciela Kościoła.

Redaktor Rybak porusza w swoim artykule temat pobytu Kory w domu Caritasu w Jordanowie prowadzonym przez zakonnice. „Siostry prezentki tym opowieściom bardzo się dziwiły i skomentowały moje wspomnienia z książki »Podwójna linia życia «: »Może była chora? Tak już jest, że dobroć bywa niedoceniana, ale Pan Bóg wszystko widzi «”.

Z tego, co wiem, dziennikarka nie dotarła do żadnej z sióstr z okresu przerażającego dzieciństwa Kory w Jordanowie ani do żadnej z jej współtowarzyszek w cierpieniu. Oparła swoją wiedzę na wypowiedziach zupełnie innych sióstr, które w tej chwili zajmują się w Jordanowie dziećmi niedorozwiniętymi. Autorka w ten sposób przemyca swoją solidarność z prześladowcą, a nie z ofiarą. Obserwując losy ofiar przemocy fizycznej, psychicznej czy seksualnej ze strony duchownych katolickich w Polsce, zauważam, że prawie nikt się za nimi nie wstawia. Gdy w 2008 r. we wsi Hłudno powiesił się 13-letni ministrant Bartek Obłój, zostawiwszy list oskarżający proboszcza, nikt nie zareagował! Ani księża, ani biskupi, ani kardynałowie. Takich wypadków w Polsce jest więcej. I są zamiatane pod dywan. Mam wrażenie, że hierarchowie wolą się zajmować polityką niż praktykowaniem tego, co sam Kościół głosi: ten, kto skrzywdzi najmniejszego z nas, nie zazna spokoju w czeluściach piekielnych.

Redaktor Rybak pisze również, że Kora atakowała Kościół katolicki, w czasie gdy był uciskany przez władzę. Czym go władza uciskała - konkordatem? Zwolnieniem Kościoła z ceł na import samochodów, czekolady, które wykorzystywane bywały do handlu tymi artykułami?

Kilka słów o szczególnie perfidnym zniesławieniu osoby Kory jako artystki i człowieka. Rzecz dotyczy koncertu dla powodzian w Olkuszu 12 czerwca 2010 r.

Redaktor Rybak twierdzi mianowicie, że Kora "zgarnęła większą cześć pieniędzy przeznaczonych dla artystów", które ponoć miano przekazać powodzianom, zamiast płacić artystom. Otóż to burmistrz Olkusza mnie, menedżerowi, na kilka dni przed koncertem w rozmowie telefonicznej zaproponował, żebyśmy zrezygnowali z występu, a wówczas on przekaże nasze pieniądze na powodzian. Należy pamiętać, że mój zespół to kilkanaście osób: muzycy, akustycy, oświetleniowcy, techniczni, kierowcy itd. Oni wszyscy mają rodziny i to jest ich praca. Mimo to podjąłem rozmowę, stawiając warunek, że zrzekniemy się naszego zarobku, odwołując koncert, jeżeli burmistrz Olkusza oraz jego radni zrobią to w takim samym stopniu jak my! Moja propozycja nie spotkała się z przychylnym przyjęciem, burmistrz nie próbował też zorganizować akcji wymagającej odrobiny inicjatywy z jego strony, na przykład przygotowania wolontariatu do zbierania datków podczas koncertu, wspólnego przekazania przez miasto i zespół określonej sumy etc. Możliwości jest wiele. Organizatorzy koncertu sumitowali się i przepraszali za swego burmistrza, czuli się zażenowani. O tym wszystkim jednak dziennikarka nie chciała się dowiedzieć. Nie wykonała ani jednego telefonu i nie wysłała maila do mnie, choć mój adres jest zamieszczony na naszych stronach internetowych.

Podczas mojej dwudziestoletniej pracy z Korą oraz ostatnich siedemnastu lat Maanamu zdarzyło się nam grać koncerty charytatywne, a także bezinteresownie brać udział w charytatywnych przedsięwzięciach. Dysponuję podziękowaniami i nadsyłanymi listami wdzięczności.

W Polsce, niestety zresztą, istnieje zjawisko tak zwanych koncertów charytatywnych, które jednak w rzeczywistości takimi nie są. Po przestudiowaniu budżetu takiego przedsięwzięcia okazuje się, że na określony cel przeznacza się na ogół 10-30 proc. wpływów! Dlatego bardzo często odmawiam udziału w takich pseudocharytatywnych imprezach i nawet nie informuję o tym ani Kory, ani muzyków.

Dwadzieścia lat temu, jako młody chłopak, zetknąłem się przez przypadek z Korą, na której muzyce się wychowywałem i która była dla mnie oczywiście nieosiągalną gwiazdą.

Okazało się, że to bezpośrednia, serdeczna, wspaniała osoba, której status największej gwiazdy nie oderwał od rzeczywistości. Szybko się zaprzyjaźniliśmy, a wkrótce miałem zaszczyt zacząć współpracę z tą niezwykłą osobą. Na początku naszej przyjaźni, w 1990 r., zabrała mnie do Konstancina, do bodaj pierwszego w Polsce ośrodka dla chorych na AIDS i nosicieli wirusa HIV. Nie było tam wówczas łatwo, a Kora wspierała chorych finansowo i moralnie. Nigdy się tym nie chełpi. Innym razem poprosiła mnie, bym pomógł przewieźć jej coś ciężkiego - okazało się, że to karma dla psów przeznaczona dla jednego ze schronisk. Wiem, że wielokrotnie wspierała, bez rozgłosu, potrzebujących, w tym tegorocznych powodzian, wpłacając pieniądze na konta pomocowe.

Korą bardzo często kierują altruistyczne odruchy. Kiedy mieszkała jeszcze pod Warszawą, zatrzymała się w drodze do domu, bo zauważyła zziębniętego, czarnoskórego mężczyznę, który szedł poboczem. Święta Bożego Narodzenia Kofi, ghański emigrant, spędził z rodziną Kory, u niej w domu, gdzie bywał częstym gościem przez wiele miesięcy, dopóki nie udało nam się pomóc mu w uzyskaniu dokumentów niezbędnych do wyjazdu do Niemiec, gdzie połączył się ze swoją żoną i dziećmi.

Kora jest bezkompromisowa, bywa kontrowersyjna, ale przede wszystkim jest sprawiedliwa, lojalna, współczująca i zawsze ma serce pośrodku - dlatego takie insynuacje, jakie wysuwa redaktor Rybak, są szczególnie ohydne.

Redaktor tworzy obraz kumoterskich układów: "Kora przyjaźni się z Barbarą Labudą, której syn jest zresztą jej menedżerem". Jasne, że Kora przyjaźni się z moją matką, przyjaźni się też z innymi nieprzeciętnymi kobietami, które mają odmienne od prezentowanych przez redaktor Rybak i jej gazetę poglądy polityczne, na przykład z Henryką Bochniarz, Magdaleną Środą. Łączy je pewna cecha wspólna - są to kobiety wybitne, wielkie Polki. Redaktor Rybak pewnie zmartwi to, że Kora ma przyjaźnie pozaartystyczne i nie interesuje jej przebywanie wyłącznie we właściwym jej świecie show-biznesu.

Tak więc wystarczyło opowiedzieć się co do swoich preferencji wyborczych, wesprzeć trzeźwo myślącego polityka, by stać się ofiarą paszkwilanckiej napaści ze strony "Rzeczpospolitej".

Pytam więc powtórnie, kto za swoje poglądy zostanie zaatakowany w następnej kolejności?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 114 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    367 głosów