A opowiada dzieje dońskiego Kozaka Grigorija Mielechowa (Brytyjczyk Ruppert Everett), który zakochuje się w pięknej Aksinii (Francuzka Delphine Forest, wcześniej Maryna Mniszchówna w "Borysie Godunowie" Andrzeja Żuławskiego), sąsiadce z chutoru, której mąż akurat wyjechał na ćwiczenia wojskowe. Ojciec Grigorija - Pantalij (F. Murray Abraham, Salieri w "Amadeuszu" Milosza Formana) zmusza go jednak do małżeństwa z pokorną Natalią (Alona Bondarczuk, córka reżysera). Grigorij ucieka z Aksinią, pracuje jako woźnica u arystokraty, ale gdy idzie na I wojnę światową, kochanka go zdradza. Mielechow wraca więc do Natalii. Potem nastaje w Rosji wojna domowa - Grigorij znów jest na froncie: i tak jak nie wie, czy być z Natalią, czy z Aksinią, bo i z jedną, i z drugą ma dzieci, tak nie wie, czy być wśród białych, czy wśród czerwonych...
Włoch siedzi, film też
Siergiej Bondarczuk (1920-94), pojawiający się tu w epizodzie białego generała Krasnowa, scenariusz "Cichego Donu", wg powieści Michaiła Szołochowa, pisał pod koniec lat 80. dla rosyjskiej telewizji (myślał o 20 serialowych odcinkach, potem o 10). Gdy wycofała się ona z braku funduszy, z odsieczą przyszedł włoski producent Enzo Rispoli.
Bondarczuk pracował już dla Zachodu. Po otrzymaniu Oscara za "Wojnę i pokój" (1967) dla słynnego Dino de Laurentisa nakręcił "Waterloo" (1970). Z sypiącym pieniędzmi Rispolim początkowo, w roku 1991, szło świetnie - nad Donem stanęły dekoracje chutoru: 38 zagród kozackich, młyn z wiatrakiem i cerkiew. Bondarczuk uwinął się z robotą w 11 miesięcy (poza 10-odcinkowym serialem zmontował też trzygodzinną wersję kinową, którą mamy właśnie na DVD). Gdy pod koniec 1993 r. zostało mu tylko udźwiękowienie, okazało się, że firma Rispoliego - International Cinema Company - zbankrutowała, Włoch siedzi za długi, a materiał przejął bank Nazionale del Lavoro, który wszystko kredytował. Taśma z filmem wylądowała w londyńskim sejfie bankowym.
Załamany Bondarczuk umarł w październiku 1994 r. Dopiero w 2005 r. pierwszy kanał rosyjskiej telewizji dogadał się w kwestii wykupu "Cichego Donu". Ceny nigdy nie podano. Film dokończył syn Bondarczuka Fiodor (reżyser kasowej "9. kompanii"). Skrócił serial do siedmiu części, które rok później pokazano w Rosji. Przyjęcie nie było, delikatnie mówiąc, najlepsze.
Zły, ale dobry
Bo też jest się za co na "Cichy Don" Bondarczuka zżymać. Kozacy dońscy mówią tu po angielsku - gorzej brzmią chyba tylko Indianie mówiący w "Winnetou" po niemiecku. Dekoracje wyglądają jak skansen odwiedzany przez wycieczki szkolne. Szyte we Włoszech stroje są jakoś dziwnie czyściutkie, a filmowe wieśniaczki ciągle mają świetny makijaż. Everett robi grymasy godne Rudolfa Valentino z czasów kina niemego. Grać przyzwoicie zaczyna dopiero pod koniec, gdy wróciwszy z frontu, pije wódkę u swej młodszej siostry.
Wady filmu rażą zwłaszcza w jego trzygodzinnej wersji (wydanej w Polsce przez Epelpol). Z książki Szołochowa ostał się tu głównie romans. Cała warstwa społeczno-polityczna jest słabo czytelna - na dobrą sprawę nie wiadomo, z jakiego powodu Mielechow z białego zrobił się nagle czerwony.
Mimo to fabułę Bondarczuka dobrze się ogląda. Dlaczego? Bo siła dramaturgiczna tkwiąca w tym materiale pozostaje ogromna. Czuje się ją choćby w scenie zabijania brata bohatera - Piotra Mielechowa - przez niedawnych miłych sąsiadów, teraz ideowych wrogów, albo w rozmowie popa z komunistycznym fanatykiem Miszką Koszewojem (Michaił Waśkow): - Rok temu spaliłeś mi dom, a teraz daję ci ślub. - Szkoda, że rok temu nie było cię w domu, spaliłbym cię żywcem.
Przejmujący jest także biologiczny wymiar "Cichego Donu". Oto atrakcyjna młoda kobieta (świetna Natalia Andriejczenko) spragniona mężczyzny (prawie wszyscy są na wojnie), rzuca się na starego teścia. Oto kobieta zarażona syfilisem zanurza się w Donie, by się utopić. Inna pozbywa się ciąży, bo sprawca tejże ją porzucił. Tu w ogóle rządzą kobiety. - Mamy dziewięć żywotów, jak koty - mówi jedna z nich, i wzmocniona wychodzi z kolejnej opresji.
Kupuję nawet prostą, ale skuteczną symbolikę tego filmu - gdy matka Grigorija (Irina Skobcewa, żona reżysera) zabiera się do umierania, przykrywa twarz chustą. Lubię też powtarzający się motyw rozkładania płaszcza na ziemi: to na nim para będzie się kochać.
No i dobra jest tu batalistyka, od zawsze specjalność Bondarczuka - masowe konne przebieżki na śniegu.
Autor chce powtórki
Czterotomowy "Cichy Don" Michaiła Szołochowa (1905-84) powstawał w latach 1926-40. Dwoma pierwszymi tomami zachwycił się Maksym Gorki, ale pretensje o niekorzystne przedstawienie komunistów miał do pisarza Józef Stalin. Więc Szołochow książkę przerabiał. W 1965 r. dostał za nią Nobla, co nie uwolniło go jednak w ZSRR od oskarżeń, wciąż do końca nierozstrzygniętych, o plagiat.
Pierwszej ekranizacji (ale tylko pierwszego tomu) dokonali w 1931 r. Iwan Prawow i Olga Prieobrażenskaja. Film niezbyt się udał. To były dopiero początki kina dźwiękowego w ZSRR. W 1957 r. całość sfilmował (w trzech częściach, w sumie pięć i pół godziny) Siergiej Gierasimow (1906-85). Prasa radziecka go chwaliła: "Zachwyca nas subtelne wniknięcie w psychologię człowieka, wyczucie odcieni jego charakteru. Nie tylko obserwujemy działanie osoby, lecz także wyczuwamy, dlaczego postępuje ona tak, a nie inaczej". Co najwyżej zarzucano grającemu Mielechowa Piotrowi Glebowowi "zbytnią ponurość" w części pierwszej. W polskich źródłach lista zarzutów jest dłuższa: film "nie wychodzi poza dynamiczną ilustrację tekstu", przesada w naturalistycznym geście aktorów, nadmierna ilość słów, "symbolizowanie wzburzonych uczuć pejzażami przyrody".
Bondarczuk, pytany dlaczego chce robić "Cichy Don", tłumaczył, że o nową adaptację prosił sam Szołochow, niezadowolony z dzieła Gierasimowa. Ale Bondarczuk musiał być względem Gierasimowa delikatny - to on uczynił go w ZSRR gwiazdą, obsadzając w roli komunisty Walka, w "Młodej Gwardii" (1948), wg Aleksandra Fadiejewa. Obaj byli zresztą wysoko postawionymi reżyserami partyjnymi. Gierasimow, wiedząc, że Bondarczuk szykuje "Cichy Don", powiedział mu tylko: - Proszę, poczekaj z tym, aż zostanę pochowany.
Źródło: Gazeta Wyborcza