http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nostalgia za latami 90.

Robert Sankowski
2010-07-21, ostatnia aktualizacja 2010-07-20 16:41

Lady Gaga zrzyna z Ace of Base. Kultura masowa nieustannie karmi się tym, co było. Przyszedł czas na nostalgię za dekadą lat 90., w której popkultura programowo zżerała swój ogon?

ZOBACZ TAKŻE


Lady Gaga nieustannie jest bohaterką plotkarskich portali. Wokalistka chce podobno na swych przyszłorocznych koncertach uczynić elementem scenografii zwłoki preparowane przez kontrowersyjnego lekarza Gunthera von Hagensa. Ważniejszy jest inny news: ta najbardziej wyrazista i chyba najpopularniejsza teraz na świecie wokalistka pop stała się pierwszym wykonawcą w historii internetu, którego trzy najbardziej znane klipy obejrzał w sieci ponad miliard ludzi. W tym klip "Alejandro" - kolejny singel wykrojony z albumu "Fame Monster".

Utwór ukazał się jeszcze w kwietniu. Jednak dopiero premiera towarzyszącego mu teledysku sprawiła, że o piosence zrobiło się głośno.

I tak miało być. Bo każdy klip Lady Gagi to komentowane wydarzenie. Teledysk jak teledysk - po tym jak Gaga ostatnio nieustannie szokowała barokowym przepychem i ekstrawagancką choreografią, "Alejandro" okazał się dziełkiem konwencjonalnym. Gaga składa w nim hołd Madonnie, więc teledysk jest pełen nawiązań do dwóch słynnych klipów - "Express Yourself" oraz "Vogue".

Ale mnie bardziej zainteresowała sama muzyka. Najnowszy singel Lady Gagi niebezpiecznie przypomina piosenkę szwedzkiej grupy Ace Of Base "Don't Turn Around". Plagiat? Być może. Ale jakie wrażenie w dzisiejszych czasach nieustannego recyklingu robi jeszcze kolejny ewentualny spór o kradzież piosenki?

O wiele bardziej szokujące jest to, od kogo pożyczyła kompozycję. Ace Of Base to przecież wielka gwiazda eurodance'u. Lady Gaga, która budowała swój image, głównie czerpiąc pełnymi garściami z estetycznego przerysowania charakterystycznego dla lat 80., nagle odwołuje się do jednego z najbardziej popularnych zespołów lat 90.! I nie wypiera się tej inspiracji. "Chcę eksperymentować z superpopowymi melodiami. Dlatego na tej płycie jest wiele wpływów z lat 90. Ace Of Base jest jednym z nich" - przyznała pod koniec zeszłego roku w rozmowie z magazynem "Billboard", zapowiadając niewydany jeszcze wtedy album "Fame Monster".

Gdy coś takiego deklaruje gwiazda pop warto się nad tym zastanowić. Czyżby Lady Gaga oficjalnie oznajmiła powrót lat 90.?

O tym, że nostalgia za tą dekadą czai się gdzieś za rogiem, widać było w modzie, w której od paru sezonów wracają elementy czy całe trendy charakterystyczne dla tamtej dekady. Brytyjski "The Guardian" donosił, że rehabilitacji doczekał się nawet najbardziej upiorny gadżet kojarzący się kulturą klubową lat 90. - gwizdek, kiedyś nieodłączny element imprez rave, potem symbol obciachu i degeneracji muzyki tanecznej.

Widać to było w telewizyjnych produkcjach. To nie przypadek, że dwa lata temu stacja CBS zaczęła produkować serial "90210" nawiązujący do emitowanej przez całe lata 90. słynnej serii "Beverly Hills 90210" (w nowym serialu pojawiły się nawet postaci znane z pierwowzoru).

Widać to też w muzyce, wracają wykonawcy z tamtej dekady. Nawet tak wówczas odsądzani od czci i wiary, jak boysbandy Take That czy New Kids On The Block (ci drudzy działali od połowy lat 80., ale największe sukcesy to początek następnej dekady).

Jednak artyści kojarzący się swego czasu z awangardą po latach poszukiwań i eksperymentów sięgają po brzmienia, które dekadę temu zapewniły im pierwsze miejsca na listach przebojów. Chemical Brothers - legendarny duet muzyki klubowej współodpowiedzialny w połowie lat 90. za wylansowanie nurtu zwanego bigbitem - wrócił do korzeni i wydał właśnie płytę "Further", która brzmi jak jakiś didżejski set z czasów, gdy fani muzyki tanecznej spotykali się na półlegalnych imprezach tanecznych w opuszczonych fabrycznych magazynach. Czasy imprez rave przypomina też wydany w ubiegłym roku nowy album The Prodigy "Invaders Must Die".

Nie trzeba zresztą szukać tak daleko. Aby przekonać się o powrocie muzycznych lat 90., wystarczy rzut oka na program tegorocznego Open'era. Pearl Jam, Pavement, Tricky, Massive Attack, Fatboy Slim - na największym polskim festiwalu aż roi się od artystów, którzy stanowili o sile sceny muzycznej 15-20 lat temu.

Chodzi jednak przede wszystkim nie o powroty dawnych gwiazd, ale o to, jak ich dawna muzyka inspiruje dzisiejszych wykonawców. Na współczesne muzyczne podziemie gitarowa muzyka niezależna lub klubowa z lat 90. wpływa już od kilku sezonów. To jednak, co było widoczne w undergroundzie, teraz coraz wyraźniej staje się także elementem mainstreamu. Objawienie ubiegłego roku duet La Roux czy najnowszy album zespołu Goldfrapp "Head First" to wciąż jeszcze celebracja estetyki lat 80. Ale już na przykład taki gwiazdor stylu grime Dizzee Rascal w swoich najnowszych produkcjach - choć swobodnie miesza elementy muzyki klubowej z różnych dekad - stawia w dużej mierze na brzmienia, które za nowatorskie uchodziły dokładnie ponad dekadę temu. Znamienne, że inna postać brytyjskiej sceny klubowej - producent i didżej Calvin Harris - swoją karierę rozpoczął od ironicznego utworu o wiele mówiącym tytule "Acceptable In The 80s". Jednak już jego drugi album to praktycznie w całości "Ready For The Weekend" hołd złożony klubowej kulturze lat 90.

Przykładów jest coraz więcej. "One Life Stand", ostatni album gwiazd alternatywnej sceny tanecznej Brytyjczyków z Hot Chip, przywołuje brzmienia i aranżacje znane z produkcji popularnych w latach 90. formacji związanych z nurtem eurodance. Siłę eurodance'u i tkwiącej korzeniami w latach 90. europejskiej muzyki klubowej dostrzegli też amerykańscy wykonawcy r'n'b, którzy porzucili charakterystyczne dla czarnej muzyki bity i nagrywają nowe przeboje oparte na tanecznych brzmieniach, które po tej stronie oceanu znamy już od dwóch dekad. Tak brzmią dziś nagrywające pod okiem francuskiego producenta Davida Guetty Kelis (album "Flesh Tone") czy znana z zespołu Black Eyed Peas Fergie.

Odwołania do takiej estetyki można znaleźć na najnowszym albumie Christiny Aguilery "Bi-On-Ic", słychać je też w nowym singlu Katy Perry (nagranym z raperem Snoop Doggiem!) "California Gurls". Słychać je na całej nowej płycie Kylie Minogue "Aphrodite". Także u wspomnianej już Gagi - i to w jej największych hitach w rodzaju "Poker Face" - doszukać się można pokrewieństwa na przykład z przebojami gwiazdy eurodance'u grupy Snap.

Takie napady nostalgii za minioną dekadą są w popkulturze nieuniknione. Po części rządzi nimi demografia. Gdy współczesnych 40-latków dopada tęsknota za coraz bardziej mglistą młodością, a na scenę wchodzi kolejne pokolenie, którego pierwszymi muzycznymi doświadczeniami są najpierw piosenki puszczane przez starsze rodzeństwo czy rodziców, potem numery ze szkolnych dyskotek, często do łask wracają nawet najbardziej obciachowe muzyczne style i gatunki.

Na tej zasadzie swego czasu wróciło disco, potem - muzyczny kicz lat 80.

Dokładnie ten sam mechanizm teraz pozwala na rehabilitację eurodance'u. To nie przypadek, że na sklepowych półkach pojawiła się właśnie składanka "90's Dance Retrospective" wypełniona przez hity takich wykonawców, jak: Haddaway, Capella, Ice Mc czy Alexia. Kiedyś wydawały się muzyką skrajnie użytkową. Swoistą gumą do żucia dla uszu bywalców wyjątkowo mało wyrafinowanych wakacyjnych dyskotek. Anglosasi używali nawet na ich określenie wiele mówiącego terminu "eurotrash". Dziś wracają - okazuje się, że nie tylko można je jeszcze raz sprzedać, ale i traktować jako inspirację.

Popkultura nieustannie ogląda się za siebie. Tyle tylko, że w tym wypadku sięga do dekady, która sama w sobie słynęła z recyklingu tego, co było wcześniej. Większość najważniejszych nurtów muzyki gitarowej z lat 90. - od grunge'u po brit pop - była przecież odwołaniem do konkretnych stylów i gatunków z poprzednich epok. W hip-hopie czy muzyce klubowej ten recykling odbywał się w sposób jeszcze bardziej dosłowny i bezpośredni - przez nagminne samplowanie dawnych hitów. Lata 90. wzięły historię muzyki pop w jeden wielki postmodernistyczny cudzysłów. Mimo to okazują się równie dobrym źródłem inspiracji i obiektem nostalgii, jak wcześniej poprzedzające ją dekady. W popkulturze najwyraźniej wszystko jest możliwe. Pozostaje usiąść wygodnie i spokojnie poczekać na nostalgie za latami "zerowymi". To tylko kwestia czasu.

Robert Sankowski

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy