Polskie znaki
Wojciech Bonowicz
Biuro Literackie, Wrocław
Przesadnie erudycyjny albo przeładowany metaforami wiersz można porównać do krzykliwej sukienki - im bardziej ma się podobać, tym bardziej staje się niezamierzoną karykaturą samej siebie. Elegancja to przecież funkcja rezygnacji, zaprzeczenie wszelkiego nadmiaru. A wiersz to eksplozja kreatywności, nie zawsze chce być od razu grzeczny, dobrze ułożony. To dlatego praca nad wierszem jest procesem trudnym, a jego finalna redakcja ma coś z chirurgii plastycznej - pacjent ma się podobać, ale przesadzić "nie nada".
Tym bardziej cenne są naturalne przejawy lapidarności wiersza, niemal surowej zwięzłości i chłodnego skupienia. A taki właśnie efekt osiągnął w swojej nowej książce Wojciech Bonowicz, poeta i autor biografii ks. Tischnera. Daje nam w "Polskich znakach" zbiór wierszy klarownych, szlachetnych, czysto brzmiących.
Zaczyna się od serii (od)autorskich olśnień. To wiersze mocne, zwarte, z wyrazistym merytorycznym przekazem. Za każdym z nich stoi jakaś myśl, także autodiagnoza, jak w rozpoczynającym książkę wierszu "Nagroda": "Być może nigdy nie napiszę już nic/ lepszego. Nie wolno tak myśleć" lub konstatacja dotycząca losu twórcy z wiersza "Poeta": "Poeta gdy inni śpią/ nie śpi. Czuwa. Nad wielkim okiem/ które nie należy do niego".
Obce oko, ciała, zmarli, zniszczone drzewa - to nie są sielankowe slajdy. Ale owe ponure dekoracje zostają tylko delikatnie zaznaczone. Nie epatować, nie zajmować czasu, ucinać zdania w połowie (znaczenia). Niech wiersz aż huczy od domysłów - oto polityka niedopowiedzeń, która się w tych wierszach spełnia, stymulując niepokój czytelnika, wywołując otwarte, enigmatyczne obrazy. Czym jest "mniejsze zło", które rośnie i staje się "ciężarem nie do udźwignięcia"? O czym "ksiądz nie chce rozmawiać"? Czemu - po przesunięciu granic - jesteśmy winni? Bo "Teraz także my jesteśmy winni"?
Mniej więcej w połowie książki tom się rozszczelnia, wiersze bardziej się rozgadują, autor jest swobodniejszy, wiersze mniej sentencjonalne. To interesujący zabieg, jakby ich bohater się z nami w toku
lektury zaprzyjaźniał, znosił dystans. Dzięki temu osiągnął Bonowicz efekt zmiany tempa, jakby mówił: "Halo, pomedytowaliście dzielnie, a teraz możecie wyluzować". Po wierszach mrocznych przychodzą także dowcipne, o lżejszym tonie - jak przewrotny "Sposób", który zaczyna się od zdania: "Wypadł mi Byron z Lowella". To wiersz o bezradności wobec mechanizmów pamięci. Bo wszystkie wiersze Bonowicza są o czymś, bo autor tu i tam "coś" zrozumiał, gdzieś wyłonił jakiś wzór i ładnie nas podprowadza do tych swoich częściowo rozwiązanych równań, miejscowo prześwietlonych tajemnic.