http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kultura >  Kultura

A A A

"Nocnik" zakazany

Roman Pawłowski
2010-07-17, ostatnia aktualizacja 2010-07-16 23:07

Jeden z najbardziej skandalicznych związków w dzisiejszym show-biznesie. Zdjęcia, na których Żuławski całuje młodą Rosati, wywołały w mediach burzę. Później matka aktorki na łamach
Jeden z najbardziej skandalicznych związków w dzisiejszym show-biznesie. Zdjęcia, na których Żuławski całuje młodą Rosati, wywołały w mediach burzę. Później matka aktorki na łamach "Faktu" mówiła, że reżyser napastuje jej córkę. Sprawa była bardzo dziwna, ale nie aż tak zaskakująca. W końcu Żuławski znany jest z zamiłowania do młodszych kobiet. Dużo młodszych.

Po raz pierwszy od 1989 roku polski sąd zakazał rozpowszechniania fikcji literackiej. Aktorka Weronika Rosati uważa, że została oczerniona w autobiograficznej książce "Nocnik" reżysera Andrzeja Żuławskiego

Andrzej Żuławski
Fot.Dariusz Kulesza / AG
Andrzej Żuławski
"Nocnik" Żuławskiego, autora wielu prowokacyjnych filmów i książek, wydała w lutym "Krytyka Polityczna". To na poły fabularyzowana opowieść w formie dziennika o 67-letnim pisarzu i filmowcu, który w samotności tworzy filmowe i literackie fikcje, komentuje bieżące wydarzenia i opisuje swoje prywatne życie. Jednym z wątków jest jego związek z Esterką, 23-letnią aktorką, zakończony burzliwym rozstaniem.

Mec. Maciej Lach, adwokat specjalizujący się w ochronie dóbr osobistych celebrytów, reprezentował m.in. Dodę, Joannę Brodzik i Cezarego Pazurę, twierdzi, że Esterka ma wiele cech aktorki serialowej Weroniki Rosati. - Żuławski pisze o niej. Jest to powieść o charakterze autobiograficznym, wiadomo, że między tymi osobami były relacje. Ale obok informacji opartych na faktach autor włożył w tę postać szereg zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca - mówi.

Esterka jest rówieśniczką Rosati, również występuje w telewizyjnych talk-show i jest o niej mowa na plotkarskich portalach. Jej romans ze starszym filmowcem jest odbiciem zakończonego w 2008 r. romansu Rosati i Żuławskiego. Narrator książki jest aktorką zafascynowany, ale też pisze, że Esterka ma "rozumowanie i język ladacznicy". Rodzicom Esterki zarzuca, że wysłali córkę do Hollywoodu, "pakując ją w ramiona producentów", wspomina o jej poprzednich partnerach, "z którymi się kotłowała w Hollywoodzie". "Esterka nigdy nie dopnie kariery, o której marzy (...), stając się śmietniczkiem tych ludzi i spraw skleconych z łajna, wulgarności i kurewstwa. I czuję zmieszany z gniewem wstręt, gdy tam jest za pieniądze głupich rodziców, spychając się do najdoskonalszego ssania ch..." - mówi narrator. W książce jest wiele akapitów w tym stylu.

Mec. Lach: - To wyjątkowo rażący przykład naruszenia dóbr osobistych, skoro sąd zdecydował się na tak drastyczne środki.

Agata Szczęśniak z "Krytyki Politycznej": - Esterka nie jest portretem realnej osoby, to raczej typ młodej kobiety, która robi karierę w show-biznesie.

Autor w nocie na końcu książki pisze: „Jakiekolwiek podobieństwa w wątkach fabularnych »Nocnika « do osób żyjących mogłyby być tylko dziełem przypadku”.

Rosati zabiegała o zakaz publikacji wcześniej, w ramach tzw. zabezpieczenia powództwa, ale Sąd Okręgowy w Warszawie wniosek odrzucił. W tym tygodniu Sąd Apelacyjny uznał jednak, że twierdzenie o zagrożeniu jej dóbr osobistych jest wiarygodne, i zakazał dalszego rozpowszechniania powieści. To precedens - do tej pory w polskich sprawach o zabezpieczenie powództwa chodziło o książki i filmy dokumentalne (najgłośniejszy był zakaz rozpowszechniania filmu o korporacji Amway "Witajcie w życiu").

Rosati będzie się też domagać zadośćuczynienia i przeprosin w mediach. Terminu procesu w tej sprawie jeszcze nie ustalono. Tymczasem prawie cały nakład książki już się rozszedł, więc zakaz dotyczy tylko planowanego dodruku. Wydawca nie ujawnia liczby sprzedanych egzemplarzy. Od tego m.in. zależy wysokość ewentualnego zadośćuczynienia.

Ja tego nie wymyśliłem

W tej książce fikcja nakłada się na rzeczywistość, choć nie ma w niej słowa nieprawdy - mówi Andrzej Żuławski, reżyser, autor "Nocnika"

Roman Pawłowski: Jak pan zareagował na zakaz rozpowszechniania pańskiej książki?

Andrzej Żuławski: Proces sądowy w tej sprawie jest pozbawiony sensu, bo aby dowieść, że w książce jest mowa o pannie Rosati i jej rodzinie, trzeba udowodnić, że to, co o nich napisałem, to wszystko prawda. A jeżeli sąd uznałby to za prawdę, to powinni chodzić w workach na głowie i chować się ze wstydu.

Esterka to nie jest Weronika Rosati?

- W "Nocniku" fikcja nakłada się na rzeczywistość, przemieszane są tam scenariusze filmowe, wydarzenia polityczne, opinie. Opisani są ludzie, częściowo z życia, częściowo z fikcji. Budując 650-stronicową książkę, nie można jej puścić bez zamysłu, jak wodę z kranu. Książka musi mieć konstrukcję, a polega ona na tym, że starszy pan zatrzaśnięty w domu pod Warszawą wpada w sidła młodej, bardzo zepsutej osóbki. Podobną konstrukcję możemy znaleźć w wielu innych książkach, np. w "Lolicie" Nabokova. Ja tego nie wymyśliłem.

W "Lolicie" nie ma tylu autentycznych szczegółów. W "Nocniku" pisze pan pod datą o wywiadach, których Esterka udziela "Faktowi", opisuje pan konkretne programy telewizyjne z jej udziałem. Dla czytelników jest oczywiste, że chodzi o Weronikę Rosati.

- W książce nie ma słowa nieprawdy. Jeżeli ktokolwiek dopatruje się w jej fabularnych postaciach zbieżności z własnym życiem, to tylko potwierdza wiarygodność książki. Chciałbym, by ta dyskusja przeniosła się ze sfery tabloidów w sferę dyskusji o wolności słowa, swobodzie pisania, wartości niekłamania. A są to dla mnie wartości nadrzędne absolutnie.

Czy równie ważną wartością nie jest cudza prywatność? Nie dopuszcza pan myśli, że mógł pan podeptać czyjąś godność?

- Dla mnie nie jest ważne, czy ktoś się obraża. Ważne za co. Jeżeli obraża się za prawdę, jeżeli odczytuje siebie w literaturze, to jego sprawa. Nie chcę "Nocnika" wkładać do szuflady z wybitnymi powieściami, ale nie znam dobrej książki, po której ktoś by się śmiertelnie nie obraził. Za "Dublińczyków" pół Dublina obraziło się na Joyce'a. Czechow nie mógł zrozumieć, dlaczego jego przyjaciele obrażają się, kiedy coś napisze, bo się w tym odnajdują. Tomasz Mann jakiś czas nie mógł wjechać do Lubeki, bo by go pewnie powiesili na latarni za "Buddenbrooków". Emocje przemijają, a książki zostają.

Rozmawiał Roman Pawłowski

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

2 głosy

Podręczniki drogie, droższe...

Będzie VAT na książki, podrożeją też podręczniki - ostrzegają wydawcy. A kolejne roczniki uczniów muszą kupować nowe