http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ogr nie może być milusi

Wojciech Orliński
2010-07-10, ostatnia aktualizacja 2010-07-09 18:29

To Shrek jest negatywnym bohaterem "Shreka Forever". Ale przecież za to właśnie go polubiliśmy - że jest taki nieokrzesany, gburowaty, chwilami niesympatyczny. I - czwarta część mówi to wreszcie jasno - przygłupiasty

ZOBACZ TAKŻE
W internetowych zakątkach, w których spotykają się miłośnicy popkultury, wywiązuje się czasem dyskusja o tym, który "Obcy" był najlepszy. Opinie potrafią być rozstrzelone, bo każda część filmowej sagi jest inna i każda ma zagorzałych entuzjastów i przeciwników.

Te opinie wyrażane są często szyfrem przypominającym kod PIN - mój kod to na przykład 2134 (bo najbardziej podoba mi się film Camerona, potem Scotta, potem Finchera, a na końcu Jeuneta). Myślę, że podobnym pinkodem mogą się posługiwać fani filmów o zielonym ogrze, bo wbrew popularnemu przekonaniu, że sequele są coraz gorsze, czwarty film o Shreku też będzie miał swoich wielbicieli.

Twórcy wyciągnęli chyba wnioski z nadprodukcji filmów "shrekopodobnych", które zdominowały kino familijne w ostatniej dekadzie - wszelakich "prawdziwych historii sierotki Marysi". Poprzednie części przynosiły jakąś nową postać z bajki ("Kopciuszek", "Kot w Butach", "Królewna Śnieżka"), która w "shrekopodobnym" stylu zawsze okazywała się kimś innym, niż błędnie to opisali bajkopisarze. Tym razem nie ma nowych postaci - głównym przeciwnikiem Shreka jest Rumpelstiltskin, drugoplanowa postać z poprzedniej części.

Rumpelstiltskin jest mniej więcej taki sam jak w bajkach - to podstępny karzeł proponujący ludziom magiczne kontrakty, w których wprawdzie spełniają się ich marzenia, ale potem okazuje się, że muszą za to zapłacić straszliwą cenę, jak ten nieszczęsny młynarz u braci Grimm, który za bogactwo musi zapłacić życiem ukochanej córki. I tak jak u braci Grimm kontrakt z Rumpelstiltskinem można unieważnić, ale wymaga to spełnienia warunków na pierwszy rzut oka nierealnych. Shrek, tak jak w bajce, musi dokonać niemożliwego.

Ciekawe, że w tym filmie nasz ukochany zielony antybohater jest jeszcze mniej bohaterski, a jeszcze bardziej anty. W gruncie rzeczy to Shrek jest główną negatywną postacią filmu - to on przez swoją głupotę i porywczość zawarł kontrakt z Rumpenstilskinem, krzywdząc wszystkich swoich przyjaciół, ukochaną Fionę i ich dzieci.

Zaczęło się od frustracji, którą niektórzy krytycy identyfikują jako kryzys wieku średniego. Moim zdaniem błędnie, bo kryzys wieku średniego atakuje wtedy, gdy dzieci są już duże, opuszczają dom rodzinny i rodzice mają za dużo wolnego czasu (i przychodzą im do głowy szalone, depresyjno-maniakalne myśli o tym, co zrobić z odzyskaną wolnością). Shreka dopada raczej kryzys taki jak Tatusia Muminka w "Lecie Muminków" - nudzi go rutyna rodzinnego życia i marzy o tym, żeby znów przeżywać przygody jak za kawalerskich czasów. Frustrację Tatusia Muminka leczą w końcu - jak pamiętamy - wybuch wulkanu i powódź. Frustrację Shreka - zwodniczy kontrakt.

Za jego sprawą Rumpelstilstkin unieważnia akcję pierwszego filmu, a więc także drugiego i trzeciego. To wszystko nigdy się nie wydarzyło - Shrek nie zaprzyjaźnił się z osłem, nie uratował królewny Fiony z wieży pilnowanej przez smoka, nie poznał jej rodziców, nie przyczynił się do zmienienia Kota w Butach z tępego zarozumialca w sympatycznego kompana.

Nigdy nie przyszły też na świat ogrze trojaczki, a więc Shrek nie musi zmieniać pieluch i karmić butelką, może po staremu spędzać czas na taplaniu się w bagnie i straszeniu wieśniaków. Wprawdzie umawiał się z Rumpelstilstkinem tylko na jeden dzień słodkiego kawalerskiego życia - ale oczywiście kontrakt miał dopisek małym druczkiem.

Przez cały film Shrek usiłuje odkręcić to, co sam spowodował. To zaskakujące, ale przecież za to właśnie tę postać lubiliśmy - za to, że jest taki nieokrzesany, gburowaty, chwilami niesympatyczny. I - czwarta część mówi to wreszcie jasno - przygłupiasty.

Podoba mi się brawura, z jaką twórcy potraktowali tego bohatera. Po ogromnym sukcesie całego cyklu ("Shrek" to nie tylko filmy, to także tematyczne parki rozrywki, gry komputerowe i musical na Broadwayu) na pewno nasuwała im się pokusa zrobienia jakiegoś Shreka milusiego, sympatycznego, wykąpanego i uczesanego. Takiej zielonej przytulanki z uszami jak trąbki (która zresztą pojawia się w tym filmie).

Ale Shrek to przecież ogr - a ogr nie może być zbyt sympatyczny. Nawet dla tych, którzy go uwielbiają, jak widzowie w sali kinowej albo przyjaciele Shreka na ekranie. Twórcy czwartej części to rozumieli chyba nawet lepiej niż dwóch poprzednich - dlatego mój shrekowy pinkod to na pewno nie jest proste 1234.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos