W prestiżowej galerii na Manhattanie otwarto wystawę Jakuba Juliana Ziółkowskiego, 30-letniego malarza z Krakowa.
Pokaz 28 obrazów i gwaszy zatytułowany "Timothy Galoty & Dead Brains" można oglądać do końca lipca w otwartym rok temu nowojorskim oddziale Hauser & Wirth, międzynarodowej galerii sztuki współczesnej z siedzibami w Zurychu i Londynie (to właśnie londyński oddział reprezentuje Ziółkowskiego poza Polską).
Ziółkowski maluje bajecznie kolorowe i precyzyjnie odwzorowane fantasmagorie z roślinno-zwierzęcymi mutantami, ruchliwymi gałkami ocznymi na łodygach i postaciami ludzkimi uwikłanymi w sceny przemocy. Jak zauważył autor wstępu do katalogu wystawy, "w przeciwieństwie do starszych artystów, jak Wilhelm Sasnal, Paweł Althamer czy Monika Sosnowska, którzy dokonują w swej sztuce dekonstrukcji i krytyki polskiej tożsamości, Ziółkowski zainteresowany jest raczej ucieczką od ponurego dziedzictwa osobistego i kulturalnego".
Wystawa zebrała dobre recenzje w nowojorskiej prasie. Christopher Bagley, krytyk poświęconego sztuce i projektowaniu magazynu "W", przytacza opinie kilku kuratorów, których zdaniem cechą wyróżniającą prace Ziółkowskiego jest obsesyjność połączona z wyrafinowaną techniką.
„Obrazy Ziółkowskiego pokazane na wystawie »Generacja: Młodsi od Jezusa « w New Museum wywołały szum w Nowym Jorku i od tego czasu tutejszy rynek śledzi jego poczynania, a najwięksi kolekcjonerzy ubiegają się o jego nowe prace” - napisała recenzentka „New York Timesa” w artykule otwierającym wtorkowy dodatek kulturalny dziennika. Jej zdaniem prace sprzed roku były bardziej dojrzałe od prezentowanych dzisiaj. „Może Ziółkowski chciał wprowadzić dzikość do eleganckiego wnętrza galerii i powiedzieć nam, że dobrze jest odnieść sukces, ale on nie ma zamiaru się uładzić ani ułatwić nam odbioru” - stwierdziła.