http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kapsuła czasu w YouTube

Rozmawiał Paweł T. Felis
2010-07-11, ostatnia aktualizacja 2010-07-23 19:13

Kevin MacDonald
Kevin MacDonald
YouTube.com

YouTube jest trochę jak sklep typu second-hand albo targ staroci. Nigdy nie wiesz, co tam znajdziesz. Ale jeśli poświęcisz trochę czasu i zaczniesz przedzierać się przez mnóstwo śmieci, nagle znajdujesz prawdziwy skarb

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Paweł T. Felis: Reżyserowany przez Ciebie i produkowany przez Ridleya Scotta film "Life in a Day" ma być montażem głównie amatorskich filmów zrealizowanych 24 lipca przez ludzi z całego świata. To będzie eksperyment, zbiór amatorskich etiud, kapsuła czasu dla przyszłych pokoleń?

Kevin Macdonald*: Sam jeszcze nie wiem, ale kapsuła czasu brzmi romantycznie, prawda? Wyobraziłem sobie po prostu, że wszyscy ludzie, którzy trzymają w domu swoje pamiętniki, nagle zaczynają się nimi dzielić. I obrazami opowiadać o tym, jak wygląda ich życie, jaki jest ich świat, kim są oni sami.

To ludzie z YouTube'a przyszli do mnie z propozycją: "chcemy sponsorować film, ale nie mamy pojęcia, jak powinien on wyglądać". Pomyślałem wtedy, że to niezwykła szansa na coś, czego do tej pory nie było. Bo taki "społecznościowy" film może powstać dopiero teraz - dziesięć, dwadzieścia lat temu było to nie do pomyślenia.

Tak naprawdę nie będę reżyserem "Life in a Day", ale kimś w rodzaju organizatora, dyrygenta, może kompozytora. To ludzie opowiedzą w nim swoje historie - ja czuję się raczej jak montażysta zbiorowego pamiętnika, dzięki któremu za kilka, może kilkadziesiąt lat będzie można sprawdzić, jak wyglądał świat tego jednego dnia, 24 lipca 2010.

Ale tego rodzaju prywatne, amatorskie filmowe zapiski już istnieją - można je oglądać właśnie na YouTube.

- "Life in a Day" będzie czymś innym. Po pierwsze, chcemy zorganizować coś w rodzaju międzynarodowego, społecznego ruchu - zachęcamy ludzi, żeby 24 lipca wzięli kamery albo telefony komórkowe do ręki i zaczęli przyglądać się temu, co ich otacza. Po drugie, z tych materiałów, które oglądać będzie można na YouTube, powstanie jeden film.

To kapitalna szansa na poetycki, eksperymentalny obraz świata oglądanego w różnych zakątkach ziemi, z bliska i z daleka - obraz pełen kontrastów, ale też być może zaskakujących podobieństw. Jak w znakomitym "Koyaanisqatsi" Godfreya Reggio z początku lat 80., do którego muzykę napisał Philip Glass. Oczywiście "Life in a Day" będzie inny, bo od początku zasadza się na współpracy wielu autorów - każdy wniesie swoją wrażliwość, swój punkt widzenia, swoje doświadczenia.

"Prawdziwe życie jest zawsze znacznie ciekawsze niż to, co możemy wymyślić" - mówisz w filmie "Uchwycić rzeczywistość" Pepity Ferrari, który niedawno wyszedł w Polsce na DVD. "Life in a Day" może uchwycić współczesność lepiej niż fabuły?

- Oczywiście. Prawdziwi ludzie - o czym dziennikarze wiedzą najlepiej - robią i mówią rzeczy, o których nie śniło się najlepszym scenarzystom. Dlatego przy "Life in a Day" pozwoliłem sobie na całkowitą wolność. Nie kontroluję samego procesu nagrywania filmów, nie chcę w żaden sposób ograniczać reżyserów. Jedyne, co mogę zrobić, to usiąść, czekać na 24 lipca i modlić się, w nadziei że powstanie kawałek cudownego kina. Że wśród wszystkich materiałów, które do nas dotrą, będą jakieś olśnienia i rewelacje. Oczywiście nie mogę tego zagwarantować, bo cały ten projekt zależy w dużej mierze od szczęścia i przypadku. Ale właśnie to jest w nim intrygujące.

Masz jakieś sugestie dla ludzi, którzy będą chcieli się w ten eksperyment bawić?

- Na pewno nie chciałbym, żeby przysyłano filmy zbyt profesjonalne. Jeśli są piękne zdjęcia albo znakomita ścieżka dźwiękowa, to świetnie, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze, że masz w swoim życiu coś, czym chcesz się podzielić ze światem. Możesz pokazać, jak pięknie wygląda co rano łąka kwiatów przed twoim domem. Albo jak bardzo jesteś wściekły, bo naprzeciwko twoich drzwi budują właśnie autostradę - jeśli ktoś ma ochotę na polityczne manifesty, to proszę bardzo. Liczy się tylko to, co wtedy, 24 lipca, będzie dla ciebie ważne. O nic więcej nie proszę.

Jesteś fanem takich wynalazków, jak Facebook, Twitter, YouTube?

- Nie mam swojego profilu na facebooku. Nie rozumiem, dlaczego miałbym wszystkim mówić, jakich mam przyjaciół (śmiech). Ale, jak chyba wszyscy, używam YouTube'a. Każdy zna Boba Marleya, ale kto widział, w jaki sposób nagrywał w studiu piosenki? A na YouTubie takie nagrania są. Możesz szukać muzyki, której nie słyszałeś od lat, możesz znaleźć wywiady z ulubionymi reżyserami, które ktoś zrobił kilkadziesiąt lat temu.

YouTube jest trochę jak sklep typu second-hand albo targ staroci. Nigdy nie wiesz, co tam znajdziesz. Ale jeśli poświęcisz trochę czasu i zaczniesz przedzierać się przez mnóstwo śmieci, nagle znajdujesz prawdziwy skarb.

Niektórzy twierdzą wręcz, że YouTube - podobnie jak możliwość nagrywania filmów w komórce - zmienił sposób, w jaki funkcjonują dziś media, w jaki postrzegamy rzeczywistość, a niedługo może też zmienić - o ile już się to nie stało - współczesne kino.

- YouTube to potężne narzędzie, ale nie wiem, czy aż do tego stopnia. Na pewno zmienił nasze nawyki, tak jak zmieniła je - dajmy na to - Wikipedia. Ale jeśli zaangażowałem się w "Life in a Day", to dlatego, że to projekt, który kapitalnie pokazuje tę jasną stronę Internetu, o której często zapominamy. Bo fenomen internetu polega również na tym, że pozwala tworzyć społeczności i wspólnoty, łączy ludzi z różnych krajów. Owszem, czasem zabiera czas, ale czasem skłania też do działania i uczy kreatywności.

"Life in a Day" to dla ciebie ciekawe zlecenie czy kolejny element wieloletniego eksperymentowania z dokumentem i kinem?

- Pewnie nie zaangażowałbym się w ten projekt, gdyby nie moja fascynacja brytyjskim filmowcem Humphreyem Jenningsem. Zawsze traktowałem go jak mistrza, dziesięć lat temu zrobiłem nawet o nim film. Jennings był reżyserem, ale przede wszystkim malarzem-surrealistą. I założycielem brytyjskiej organizacji Mass-Observation, która działała od końca lat 30. poprzedniego wieku. Jej cel był prosty - Jennings razem z dwoma przyjaciółmi chcieli stworzyć coś w rodzaju antropologicznego modelu współczesnego świata. I zaczęli prosić Anglików o pisanie dzienników. Zadawali im proste pytania: co dziś widziałeś niezwykłego, co masz teraz w kieszeni. I to się sprawdziło - powstał z tego niezwykły materiał, coś na granicy antropologii i sztuki, który do dziś jest kopalnią wiedzy o tamtym czasach.

Podobną rzecz chcemy zrobić w "Life in a Day". Dla tych, którzy chcą, przygotowaliśmy zresztą parę pytań pomocniczych, np. "Czego najbardziej boisz się w życiu?" albo - to pytanie wzięte wprost z Mass-Observation - "Co masz teraz w kieszeni?".

A gdybyś to Ty miał wziąć udział w projekcie "Life in a Day" i zrobić swój krótki film 24 lipca - o czym byś opowiedział?

- Nie wiem, bo nie mam pojęcia, co będę wtedy robił. Może nakręciłbym film o mojej rowerowej przejażdżce, którą odbywam codziennie z domu do biura w Londynie, o wszystkich niesamowitych rzeczach, które widzę po drodze i o niebezpieczeństwie, na jakie sam się wystawiam, pedałując między autobusami. Może o przyjacielu, który właśnie ma mnie odwiedzić. Albo o moich dzieciach, które właśnie się kąpią i nie mogę oderwać od nich oczu. To może być cokolwiek. Jakieś zupełnie zwyczajne, normalne rzeczy, które jednak - jak się w nie wsłuchasz - mają znacznie głębszy sens, bo są kwintesencją życia.

* Kevin MacDonald (ur.1967) - szkocki reżyser, laureat Oscara za dokument "One Day in September" (1999). Przez wiele lat jego specjalnością były właśnie filmy dokumentalne, ale ostatnio realizuje głównie fabuły - m.in. "Czekając na Joe" (2003), "Stan gry" (2009) z Russellem Crowe'em, Helen Mirren i Benem Affleckiem, a przede wszystkim "Ostatniego króla Szkocji" (2006) z Forestem Whitakerem, który za tytułową rolę dostał Oscara.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':