Bliski rozwiązania konkurs na dyrektora CSW w Warszawie wywalczony przez środowisko artystyczne można uznać za sukces na drodze do demokratycznego zarządzania kulturą w Polsce. Jednak z innych stron kraju nadchodzą niepokojące wieści.
Dwa dni temu prezydent Torunia Michał Zaleski wbrew opinii ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego i marszałka województwa kujawsko-pomorskiego Piotra Całbeckiego obsadził na stanowisku dyrektora Centrum Sztuki Współczesnej "Znaki Czasu" w Toruniu Pawła Łubowskiego. Łubowski pochodzi z Poznania, jest redaktorem naczelnym wydawanego przez ZPAP pisma "Artluk", a poza tym, jak podaje strona internetowa placówki, zajmuje się "malarstwem sztalugowym, fotografią, projektowaniem".
CSW to instytucja podlegająca prezydentowi miasta, ale współfinansowana przez ministra (50 proc.) i marszałka województwa (25 proc.), dlatego przed powołaniem szefa prezydent musi się z nimi skonsultować, choć posłuchać ich nie musi. Zarówno minister, jak i marszałek przysłali negatywne opinie o Łubowskim. Mimo to prezydent go powołał.
CSW, za którego program przez ostatnie dwa lata odpowiadała merytorycznie kuratorka Joanna Zielińska, miało ponadlokalny, międzynarodowy profil i w krótkim czasie stanęło w rzędzie najciekawszych instytucji sztuki współczesnej w Polsce. Co było zgodne z ideą powołania sieci lokalnych towarzystw przyjaciół sztuk pięknych Znaki Czasu wysuniętą pięć lat temu przez ministra kultury. Miały być to centra na europejskim poziomie, kolekcjonujące i wystawiające sztukę najnowszą. CSW w Toruniu zostało zbudowane jako pierwsze, z inicjatywy toruńskiego stowarzyszenia Znaki Czasu, i otwarte w 2008 r.
Jednak CSW w Toruniu ma już w swoje założenie wpisany błąd. Zgodnie ze statutem rządzi nim dyrektor naczelny, jego prawą ręką jest kurator programowy. To odwrotnie niż w powszechnej praktyce. W większości instytucji sztuki rządzi dyrektor artystyczny, a administracyjny mu pomaga i realizuje jego decyzje. W CSW w Toruniu odpowiadająca za program Zielińska nie mogła być samodzielna w swoich decyzjach. Dlatego kiedy kuratorzy CSW zaplanowali w maju debatę o sposobie zarządzania instytucjami sztuki, dyrektor tej placówki Stefan Mucha tę debatę odwołał. Dlaczego? Bo jest dyrektorem i ma prawo to zrobić.
Ponieważ była wiadomo, że Stefan Mucha odchodzi z CSW z końcem maja, prezydent miasta ogłosił wiosną konkurs na nowego dyrektora administracyjnego. Jakież było zaskoczenie, kiedy do konkursu stanął nie menedżer, ale człowiek sztuki - Paweł Łubowski z Poznania. Związany ze ZPAP i popierany - o czym się mówi w Toruniu - przez konserwatywnych i toruńskocentrycznych członków Rady Programowej CSW. Ta część rady od początku krytykowała program Zielińskiej, a to że za mało związany z Toruniem, a to, że za bardzo kosmopolityczny, a to że zbyt awangardowy.
17 maja odbyło się posiedzenie jury. Łubowski zdobył najwięcej punktów, ale zaraz potem dało się słyszeć z łona komisji krytyczne uwagi. Np. że jednemu kandydatowi dano punkty za znajomość języka obcego, a innemu nie. Michał Korolko, członek jury, wicemarszałek województwa, napisał do prezydenta list, zwracając uwagę na nieprawidłowości. Prezydent długo się zastanawiał, ale krytyczne opinie pominął.
Minister kultury we wspomnianej negatywnej opinii o kandydacie napisał, że zależy mu na „zachowaniu dotychczasowego profilu CSW”. Protestuje też część rady programowej, która czuje się zmanipulowana. Otóż pod koniec czerwca zwołano w tak szybkim trybie posiedzenie rady, która miała omówić powołanie nowego dyrektora, że niektórzy warszawscy członkowie nie zdążyli do Torunia dojechać.
Łubowski, który 1 lipca przyszedł do pracy, ma przeciw sobie zespół kuratorów, którzy swój protest przesłali do prezydenta. Joanna Zielińska po dwóch latach sukcesów w tej instytucji raczej nie stanie do konkursu na dyrektora programowego, przy Łubowskim nie będzie miała nic do powiedzenia, zresztą cały ten konkurs jest po znakiem zapytania. Miał się odbyć teraz, ale przesunięto go na później. Nie wiadomo na kiedy. Kontrakt Zielińskiej skończył się 30 czerwca. Mimo świetnego programu nie zaproponowano jej przedłużenia.
Dwuletnia praca może nie poszła na marne, ale nie będzie kontynuowana. Artyści już zapowiadają bojkot instytucji (np. Joanna Rajkowska). Do prasy przedostały się wypowiedzi Łubowskiego o poprzednim programie CSW - jakoby był "jednokierunkowy" i "powiązany z układem warszawskich galerii". Wszystko wskazuje na to, że międzynarodowa i nowoczesna linia programowa zostanie złamana, a CSW podryfuje w stronę prowincjonalizmu. Trudno będzie dyrektorowi przedstawić to jako uzdrowienie instytucji. Ani jej nowoczesne prowadzenie, co się przed ostatnie dwa lata udawało, ani międzynarodowy program wymiany kulturalnej nie jest bowiem sprzeczny z lokalnym interesem. Powinno o tym pamiętać miasto, które kiedyś należało do Hanzy, a w 2016 r. chce sie ubiegać o miano Europejskiej Stolicy Kultury.
Źródło: Gazeta Wyborcza