http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nowe muzeum w Krakowie. W potrzasku wojny

Dorota Jarecka
2010-06-25, ostatnia aktualizacja 2010-06-24 15:56

Jesteśmy w samym centrum tego, co historycy nazywają "kulturą posttraumatyczną". To muzeum to próba poczucia rany na własnej skórze, wejścia w sytuację tych, którzy cierpieli, bali się, czuli upokorzenie.

ZOBACZ TAKŻE
To drugie, po Muzeum Powstania Warszawskiego, narracyjne muzeum historyczne w Polsce. Interaktywne i multimedialne - operuje muzyką, instalacją plastyczną, dźwiękiem, filmem. Działa na wyobraźnię. Po obejrzeniu tej ekspozycji wiem na pewno, że nie zapomnę już daty aresztowania profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego ani daty likwidacji krakowskiego getta. Wiem, jak wyglądał tramwaj jeżdżący po Krakowie w czasie okupacji i że siedziba Towarzystwa Ubezpieczeniowego "Feniks", jedyna nowoczesna kamienica przy krakowskim rynku, została przebudowana przez nazistów w 1941 r.

Jednocześnie mam wrażenie, że ktoś potraktował mnie jak dziecko. W spacerze przez wystawę biorą udział głównie emocje. Wychodzę stamtąd z poczuciem, że uczestniczyłam w II wojnie światowej i dobrze, że już się skończyła.

Dyrektor Schindler

Decyzję, by nowy oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa urządzić w Fabryce Schindlera podjęto w 2007 r. Jesteśmy w dzielnicy Zabłocie, kilka kroków stąd było w latach 1940-43 krakowskie getto. Wojenne dzieje fabryki są znane dzięki filmowi Stevena Spielberga "Lista Schindlera".

Schindler, Niemiec i członek NSDAP, przejął zakład produkcji naczyń emaliowanych w 1939 r. Oprócz naczyń produkował tam też amunicję. Zatrudniał robotników żydowskich. Pod koniec wojny, ratując ponad tysiąc osób przed zagładą, przeniósł zakład do Czech. W 1963 r. został Sprawiedliwym wśród Narodów Świata.

Po wojnie w tym samym miejscu działała inna fabryka. Teraz obok otwartego właśnie Muzeum Historycznego - dokładnie na wewnętrznym dziedzińcu, czyli tam, gdzie były hale fabryczne - powstaje Muzeum Sztuki Współczesnej.

Muzeum Historyczne, które oglądamy, znajduje się w budynku administracji - długim, wąskim gmachu stojącym wzdłuż ulicy Lipowej.

Tam na drugim piętrze wchodzimy oglądać autentyczny gabinet Oskara Schindlera. Zrekonstruowano go na potrzeby muzeum. To przestrzeń władzy. Na ścianie za biurkiem jest wielka, odkryta w czasie remontu, wytworzona w technice gipsowego reliefu mapa Europy. Bez granic, bo wszystko miało należeć do jednego imperium. To miejsce przypomina o rzeczywistości - jesteśmy w miejscu realnym, nie tylko w muzeum.

Ale to miejsce w takiej postaci nie zaistniałoby jednak bez fikcji. Bo nie byłoby tego muzeum, gdyby nie Hollywood - to dzięki filmowi Spielberga Kraków przypomniał sobie kawał swojej historii. Nie podważa to idei powołania muzeum, jednak sądzę, że optyka filmu przełożyła się na wystawę - jej centrum jest gabinet dyrektora, a nie np. stanowiska robotników. Jeśli mamy zapamiętać jakieś ważne nazwisko, będzie ono brzmiało jak w tytule filmu - Schindler.

Słychać szepty uwięzionych

Narracja tego muzeum ma dwie warstwy. Jedna jest czysto historyczna. Zrobiono wszystko, by na jednej wystawie pokazać równolegle wojenną historię Krakowa i historię II wojny. Drugą jest sama wizualna retoryka, która wiąże się ze sposobem operowania przestrzenią, światłem, kolorem, materiałami, dźwiękiem.

Muzeum w Fabryce Emalii, podobnie jak otwarte w 2004 r. warszawskie Muzeum Powstania Warszawskiego, przeprowadza jakby atak na zmysły. Działa na skojarzenia emocjonalne, operuje silniej obrazem niż słowem. Stąd w miejscu, gdzie mowa o Sonderaktion Krakau, czyli pojmaniu profesorów UJ w listopadzie 1939 r., najpierw dźwiękowa, a potem jeszcze filmowa rekonstrukcja wydarzeń. Stąd szczęk łańcucha i krzyk kobiecy w miejscu opowiadającym o więzieniu w Wiśniczu oraz cela więzienna, z której dochodzą szepty uwięzionych. Stąd śpiew żydowskiej modlitwy w sali getta, gdzie zadbano także o to, by ściana ekspozycyjna imitowała kształt rzeczywistego muru krakowskiej dzielnicy zamkniętej.

To wszystko jest wykonane z wielkim staraniem. Dzięki nagromadzeniu dźwięków, obrazów dokumentalnych oraz filmowych rekonstrukcji, materiałów imitujących prawdziwe albo prawdziwych, jak np. żwir rozsypany na podłodze sali obozu koncentracyjnym w Płaszowie, narracja tego muzeum jest niebywale gęsta.

Wydaje się, że jesteśmy w samym centrum tego, co badacze nazywają "kulturą posttraumatyczną", kulturą, która w niebywały wcześniej sposób wraca do najstraszniejszych wydarzeń historii - w Europie takim kluczowym, wywołującym ciągle grozę i przekraczającym wyobraźnię wydarzeniem jest Zagłada.

Ten ciąg instalacji to rzeczywiście próba wejścia w wojenną traumę, poczucia tej rany niejako na własnej skórze, wejścia w sytuację tych, którzy cierpieli, bali się, czuli upokorzenie.

Wybierzmy: dobro czy zło

Polskim modelem takiego opowiadania jest otwarte w 2004 r. w Warszawie Muzeum Powstania Warszawskiego. Inaczej jednak niż muzeum warszawskie, krytykowane za zbyt jednostronne spojrzenie na Powstanie, za jego bezkrytyczną heroizację, muzeum krakowskie nie oferuje jednoznacznej politycznej koncepcji historycznej. Stara się być jak najbardziej poprawne.

Jego największym wyzwaniem było podjęcie próby opowiedzenia wojennej historii polskiej i żydowskiej równolegle, a także zdanie sprawy z polskich postaw wobec Zagłady. Na końcu wystawy możemy obejrzeć dwie interaktywne księgi - jedna jasna, poświęcona tym, którzy ratowali Żydów, druga ciemna, w niej opisani są szmalcownicy, donosiciele, kolaboranci. Myślę też, że wyczynem jest zebranie tak wielu świadectw. Można sobie wyobrazić taką ścieżkę zwiedzania tej wystawy, która polega wyłącznie na oglądaniu filmowych relacji dokumentalnych.

Ciekawe, że w ten sposób muzeum wraca do modelu przekazywania historii jeszcze sprzed wynalazku druku, do eposu. Na to trzeba czasu, ale warto ten czas poświęcić. Podobnie jest w Muzeum Powstania Warszawskiego - autentyczna opowieść łączniczki, jeśli cierpliwie jej wysłuchamy, zakładając na głowę słuchawki, staje się czymś ważniejszym niż wędrówka przez imitację kanału.

Paradoksalnie nowe media cofają nas do epoki sprzed ich wynalezienia, kiedy historia była przekazywana ustnie, a jednym źródłem historycznej pamięci były relacje świadków.

To, co budzi mój protest, to infantylizacja widza. Chyba dwa razy autorzy wystawy proponują miejsca do refleksji. Np. tzw. Sala Wyborów, gdzie widzowie mają się zastanowić nad moralnym wymiarem wojennych postaw. To bardzo piękne, po serii niebywale intensywnych przeżyć potrzebne jest miejsce, gdzie można zaczerpnąć powietrza. Jednak ten moment narzucony zostaje z góry. Co by było, gdybym chciała oddać się refleksji nieco wcześniej? W zasadzie nie ma przeciwwskazań, problem w tym, że intensywność efektów wizualnych i dźwiękowych jest tak duża, że nie ma tam przestrzeni na własną myśl. Trochę jak w kinie. Porozmawiamy w drodze do domu.

Nie rozwiązano też problemu kontrastu dwóch prawd - prawdy imitacji przywołującej wydarzenia sprzed 70 lat oraz prawdy miejsca, w którym jesteśmy, materialnego konkretu Fabryki Schindlera, miejsca, które samo w sobie jest dokumentem historycznym. Nowe Muzeum ma do tego miejsca stosunek ambiwalentny. To częściowo rekonstrukcja stanu tego budynku z lat 40. (gabinet Schindlera), ale częściowo zatarcie pierwotnego układu poprzez wbudowanie do jego wnętrza topografii wojny: rynku, ulicy, więzienia, piwnicy, getta.

Powstające w tej chwili w Polsce trzy historyczne muzea: Muzeum II Wojny Światowej, Muzeum Historii Polski, a także Muzeum Historii Żydów Polskich, są w tej chwili albo zaraz będą na etapie poszukiwania właściwego języka, którym należy przemawiać do widza, własnej wizualnej retoryki. Może warto, by wyciągnęły z tej ekspozycji wnioski.



Wystawa

"Kraków - czas okupacji 1939-1945"

wystawa stała

Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, Fabryka Schindlera

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':