http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wiersze wybrane, Zagajewski, Adam

Tadeusz Sobolewski
2010-06-08, ostatnia aktualizacja 2010-06-07 19:03

Nie znajduję u Adama Zagajewskiego pięknoduchostwa, które mu zarzucają. Widzę raczej niepokój, pokryty świetnie skrojonym garniturem. "Piękno i groza zawsze razem" - to zdanie klucz do tej poezji

Adam Zagajewski
Fot. Piotr Janowski / AG
Adam Zagajewski
Wiersze wybrane

Adam Zagajewski

a5, Kraków

W poezji i esejach rozmawia z czytelnikiem jasnym, klasycznym językiem. W wierszach bywa eseistyczny, w esejach - poetycki. Trzyma się konkretu, ale nie daje sobie odebrać takich słów jak: "miłość", "szczęście", "smutek", "zachwyt", "Bóg". Chętnie przebywa "w cudzym pięknie" - nienaruszonym i wciąż oddziałującym, jak obraz Vermeera "Lekcja muzyki", który mu w chwili kryzysu "uspokoił Nowy Jork". Pozwala cudzemu dziełu na nowo ożyć - jak we wspaniałym opisie witrażu Wyspiańskiego "Stań się".

Nie znajduję u Zagajewskiego pięknoduchostwa, które mu zarzucają. Widzę raczej niepokój, pokryty świetnie skrojonym garniturem (jak na okładkowym zdjęciu "Wierszy wybranych"). "Piękno i groza zawsze razem" - to zdanie klucz do tej poezji. Żyjemy pomiędzy katastrofami, więc nie trzeba wstydzić się zachwytu. Trzeba go zapisać, choć nie mamy do tego odpowiedniego języka. To może być trudniejsze niż zapis rozpaczy. Ciemność i tak pracuje, a "poezja jest poszukiwaniem blasku". W czasach pokoju wiersze Zagajewskiego muszą tłumaczyć się przed czytelnikiem ze swego jasnego tonu - katastrofa wydobywa ich głębię. Dlatego po 11 września w Nowym Jorku popularny stał się jego wiersz "Spróbuj opiewać okaleczony świat".

Ta poezja jest pozornie łatwa, nadaje się do czytania w pociągu. Sam autor porównał kiedyś wiersz do małej stacji kolejowej, na której pociąg zatrzymuje się przez chwilę, tak że w ciszy słychać głosy ludzi i "konwersację wróbli". W jego programowej "obronie poezji", jak pisze, "nie chodzi o poezję" - to obrona "czegoś, co tkwi w człowieku (...), dziwienia się i zastygania na chwilę w zdziwieniu. Jeżeli ta zdolność uwiędnie, rasa ludzi nadal będzie istniała, ale gorzej, słabiej...".

Chodzi o intensywne poczucie istnienia, o żarliwość przeżywania chwil zwyczajnych - jak w filmie Jane Campion o Johnie Keatsie i jego przyjaciółce Fanny Brawne pełnym materialnych szczegółów życia, z których powstaje poezja. Film "Jaśniejsza od gwiazd" jest tak bliski temu, co mówi Zagajewski, że mógłby nosić tytuł jego eseju: "Obrona żarliwości". Twórczością może być wszystko: wiersz, ale także poszewka na poduszkę, którą Fanny wyhaftowała przez jedną noc, żeby móc ją włożyć zmarłemu do trumny. Wszystko, co tworzy kształt, co zostaje przetworzone w sztukę, stawia opór nicości, jest zadatkiem wieczności. To, co widzialne, kieruje nas ku niewidzialnemu. Szczegóły świata kryją pełnię.

Wydany przez a5 tom "Wierszy wybranych" Zagajewskiego z lat 1970-2009 dobrze jest czytać na przemian z jego esejami - począwszy od głośnej "Solidarności i samotności" wydanej po raz pierwszy w Paryżu w stanie wojennym. Tytuł brzmiał prowokacyjnie. Zagajewski, związany z ruchem dysydenckim i z nurtem poetyckiej "nowej fali", publikujący w podziemiu, odmawiał żałoby, przyjęcia roli poety, który cierpi za ojczyznę. W wierszach z tomów "List. Oda do wielości" i "Jechać do Lwowa" z lat 80. jego poezja bierze drugi oddech, odrywa się od totalitarnego przeciwnika ("nigdy nie spotkałem komunisty"), staje się czystą pochwałą tworzenia przenikniętego radością.

Jest to zapis świadomości Polaka, który wyrwał się z podwójnej niewoli - tyranii bezprawia i wzajemnej kontroli rodaków ("kultura polska ma charakter wspólnoty, i to jest jednocześnie wspaniałe i straszne"). Zagajewski, jak kiedyś Miłosz, ostro spoglądał na zniewoloną ojczyznę: "kraj ludzi tak niewinnych, że nie/ mogą być zbawieni. (...) Kraj bez żądła, spowiedź / bez grzechów śmiertelnych". Perswadował: "Bądź sam,/ słuchaj jak śpiewa nieochrzczony/ kos. Przypływa surowy zapach wiosny,/ okrutny znak ("Gorączka"). Dostrzegał inny rodzaj barbarzyństwa - takiego, które nas czeka po wyjściu z peerelowskiego zaścianka. "Stoję na ulicy. Obok mnie idą generałowie, dyrektorzy, radcy ministerialni, gońcy, lichwiarze, policjanci... Przechodzą doktrynerzy uzbrojeni w scyzoryki, profesorowie jednej idei, politycy trzech haseł... Życie staje się nie do wytrzymania, pełne gwałtów, okrucieństw". To wizja świata pokawałkowanego, pociętego, bezkształtnego.

W słynnym, do dziś cytowanym manifeście z początku lat 70. wydanym wspólnie z Julianem Kornhauserem Zagajewski apelował o pokazanie "świata nie przedstawionego". Bez wielkiej przesady można powiedzieć, że z tamtego eseju wyrosło "kino moralnego niepokoju". Dziś sytuacja się odwróciła - żyjemy w świecie bez reszty przedstawionym, obnażonym, rozpoznanym. Przeciwnikiem poety nie jest już staroświecka cenzorka z dawnego wiersza Zagajewskiego - "zażywna urzędniczka,/ która trzyma w ręku zwyczajne nożyczki". Przeciwnikiem jest chaos, anestezja - ogólne znieczulenie, życie w coraz większym tłumie, przykrojone do stanów średnich. W jednym z piękniejszych wierszy Zagajewskiego napis: "senza flash" we włoskim muzeum - zakaz używania fleszu - staje się metaforą spłyconej wrażliwości. Beznamiętnie stajemy przed obrazem Piero della Francesca, na którym "Chrystus, prawie obłąkany, wynurza się z grobu,/ zmartwychwstały, wolny; senza flash./ I może wtedy stanie się coś nieprzewidzianego:/poruszy się serce, ukryte pod gładką bawełną,/zapadnie cisza, błyśnie flesz."

Ktoś, kto "wierzy w rzeczy niewidzialne, w duszę nieśmiertelną, kto widzi człowieka jako istotę wysoką i kto wypowiada swoje idee w druku" - pisze ironicznie Zagajewski - musiałby popaść w rozpacz, żyjąc w czasach, gdy "tylko to, co niskie, zdobywa poklask, a to, co wyższe, uchodzi za czysto retoryczną konstrukcję, rodzaj belferskiej gadaniny".

Jak być "piewcą istnienia", gdy rolę naczelnego piewcy przejęła reklama? Jak kontemplować "moment wieczny" w świecie odczarowanym, zracjonalizowanym? Jak zobaczyć żywą całość w rzeczywistości pokawałkowanej, której każdy fragment jest dostępny na zawołanie, jak na zdjęciu satelitarnym? Gdzie błękit pogody jest częścią zaplanowanej prognozy?

Poezja - powstająca masowo, ale czytana głównie przez samych poetów, co przewidział Gombrowicz - wydaje się dziś instrumentem zbyt słabym, by scalać i ocalać świat. Zagajewski w pewnym sensie uprawia poezję niemożliwą. Opisuje sytuację, w której rodzi się wiersz, analizuje przeżycie, które do tego prowadzi, moment, gdy "nawiązują sojusz": spojrzenie obserwatora i świat, "który w późnoczerwcowy wieczór postanowił/ (...) nonszalancko odsłonić przed nami jedną ze swoich gorliwie strzeżonych tajemnic" ("Jerzyki szturmujące kościół św. Katarzyny").

Czy można zapisać coś, co nie poddaje się opisowi, jak stany mistyczne, rozmienione na tysiące grafomańskich wyznań? Dzieląc się z czytelnikiem tym przeżyciem, poeta zostawia go na progu, w wiecznym niedosycie ("już i tak za dużo powiedziałem"). Może w podobny sposób fizycy molekularni określają współrzędne występowania najmniejszych cząstek, których nie można zobaczyć, choć wiadomo, że istnieją? Zagajewski pozwala zbliżyć się do niewyrażalnego na bezpieczną odległość. Jest w tej poezji wyśrubowana równowaga między przeżyciem a refleksją, między świadomością "belfra" a gotowością wyjścia naprzeciw rzeczywistości.

Czy nie podobną cechę miał Józef Czapski, najważniejszy z mistrzów Zagajewskiego? Świadek rewolucji, wojen, łagrów, nie zapominając o skali zła, o tym, że "świat jest okrutny", ćwiczył sztukę bezinteresownego patrzenia, uważności dla rzeczy zwykłych, zachwytu dla oblanej słońcem ściany pociągu podmiejskiego, sylwetek ludzi na ławkach. Zachłannie, z radością i pokorą Czapski wydobywał formy z rzeczywistości, inaczej mówiąc: nadawał rzeczywistości formę.

U Zagajewskiego imponuje świadomość miary oraz poczucie nieustannego rozdźwięku między tym, co jest, a możliwością wyrazu. "Piję z małego źródła/ moje pragnienie jest większe niż ocean" ("Pokój"). Ale najbardziej podziwiam go za lekkość, z jaką wychodzi z roli poety: "tak, obrona poezji i wysoki styl, etc.,/ ale także letni wieczór w małym miasteczku,/ gdy pachną ogrody, a koty spokojnie siedzą/ przed domami, jak chińscy filozofowie".

Bo przecież "nie chodzi o poezję".





Już w czwartek w "Dużym Formacie"

z Adamem Zagajewskim

rozmawia Katarzyna Kubisiowska



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':