http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Oficer Miller naprawia świat

Jacek Szczerba
2010-06-04, ostatnia aktualizacja 2010-06-04 18:54

Green Zone
Green Zone
Fot. Jonathan Olley

"Green Zone" Paula Greengrassa to dowód na to, że Hollywood inaczej eksploatuje już temat wojny w Iraku. To film trochę propagandowy, trochę rozrachunkowy, ale w wpisany w westernowy schemat: dobrzy faceci kontra źli faceci. Film od piątku w kinach

Tym dobrym facetem jest Roy Miller (Matt Damon), szef oddziału szukającego w Iraku broni masowej zagłady (takie role przed laty grywał w amerykańskich filmach James Stewart). Jej rzekoma tam obecność była przecież powodem amerykańskiej interwencji. Gdziekolwiek jednak Miller dociera, żadnej broni nie znajduje. Dochodzi więc do wniosku, że informacje wywiadu, na których bazuje, to lipa. Podobnie myśli agent CIA Martin Brown (Brendan Gleeson).

Miller to postać rodem z filmu propagandowego. Porządny Amerykanin, którego naiwny patriotyzm ktoś wykorzystał. Po co właściwie jesteśmy w Iraku? - zastanawia się Miller. Okazuje się, że Amerykanie też mogą być ofiarami tej wojny.

Ale czy wszyscy? Nie. Mamy w filmie wysokiego urzędnika administracji waszyngtońskiej Clarka Poundstone'a (Greg Kinear), który upiera się, że broń masowej zagłady jest w Iraku. To on inspiruje artykuły dziennikarki Wall Street Journal (Amy Ryan) na ten temat, to on sprowadza do Bagdadu emigracyjnego polityka irackiego, by ten objął rządy po Saddamie Husajnie. Nie wiadomo tylko, czy Poundstone naprawdę wierzy w zagrożenie irackie, czy tylko cynicznie udaje.



Konflikt między Poundstone'em a Millerem potęguje się podczas jednej z misji tego ostatniego. Miller natyka się na Freddy'ego (Khalid Abdalla), miejscowego weterana z czasów wojny Iraku z Iranem. Ten mówi mu, że w pobliżu odbywa się tajne spotkanie ważnych figur irackich. Wśród jego uczestników jest generał Al-Rawi (Yigal Naor), z dawnej wierchuszki Saddama, który czeka na jakąś propozycję od Amerykanów. Miller stara się dotrzeć do Al-Rawiego. Poundstone również. Tyle że każdy z nich w innym celu. Ta pogoń za irackim generałem i wewnątrzamerykańska rywalizacja napędzają film.

Co jeszcze jest zaletą "Green Zone"? Dobrze pokazuje ona wojenne kontrasty. Z jednej strony jest tu niebezpieczna bagdadzka ulica, na której ludzie blokują przejazd amerykańskich pojazdów, domagając się wody i elektryczności (sceny masowe kręcono w Maroku i w Hiszpanii), z drugiej, tuż obok, jest elegancki hotel z basenem, przy którym opalają się roześmiane panienki.

Film Greengrassa oddaje też surrealistyczny wymiar tej wojny. Oto amerykański żołnierz zdobywa cennego jeńca, ale zaraz pojawiają się siły specjalne, które mu go odbierają. Dochodzi nawet do bójki. Oto tenże żołnierz dostaje od wywiadu milion dolarów, żeby kupił od dobrze ulokowanego Irakijczyka pewną informację. Zdezorientowany pakuje forsę do torby, jakby to były zakupy z supermarketu. A gdy prezydent George Bush jr. ogłasza w telewizji, że wygrali wojnę w Iraku, oglądający go w Bagdadzie Amerykanie cieszą i bawią niczym na najlepszej komedii.

Styl Greengrassa (zrobił m.in. dwa filmy o Bournie) świetnie znamy - opiera się na ostrym montażu. Tu szybko cięte są nie tylko sceny biegania i strzelania, w których czasem widać tylko pęd. Nawet sceny statyczne są maksymalnie dynamizowane przez ruch kamery i ostre najazdy - od szerokiego planu do zbliżenia. Poza tym jeśli pierwszy plan jest nieruchomy w tle zawsze coś się porusza.

A jeśli chodzi o wymowę, to jest tu jeszcze motyw znamienny dla całego kina współczesnej demokracji - podkreślanie roli mediów. Wiadomo, że jeśli nie masz już do kogo pójść po ratunek, to zwracasz się do nich.

"Green Zone", reż. Paul Greengrass, USA 2010

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':