http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Poczytam ci bajeczkę, czyli Dzień Dziecka z książką

Agnieszka Wolny-Hamkało
2010-06-01, ostatnia aktualizacja 2010-05-31 19:25

Śmierć i choroby, feminizm, prawa człowieka, rozwody - w literaturze dla dzieci nie ma już tematów zbyt trudnych. Kategoria "dla dzieci" powoli staje się umowna, a korzystać mogą na tym także dorośli

Od kilku lat kiczowate, infantylne książki dla dzieci odchodzą do lamusa. Zastępują je książki autorskie - znakomite edytorsko, dobrze napisane i zilustrowane z klasą. Masowo pisać dla dzieci zaczęli "dorośli" prozaicy, poeci, a nawet filozofowie i dziennikarze.



Multikulti i wyzwania dla drukarza

Najpierw były przekłady, dzięki którym mogliśmy się przekonać, co takiego zmontowali dla dzieci Toni Morrison, Dubravka Ugrešić czy Neil Gaiman. Zmieniła się tematyka: zamiast tradycyjnych bajek o wiośnie dostaliśmy trawestacje mitów, książki łamiące stereotypy i sięgające po tabu, rzeczy uznawane za zbyt poważne dla najmłodszego czytelnika: politykę, fizjologię, filozofię, historię, przemoc.

Ostatni rok ten trend tylko pogłębił. Ale pojawiły się także nowe. Najbardziej wyrazisty to kierunek zwany potocznie "multikulti".

Dobrze ilustrują go książki „Yumi” Annelore Parot (Format) i „Fikus” (Hokus-Pokus) - przygodowa książka Wandy Mycielskiej. Dekoracje, w jakich rozgrywa się ta druga - kipiące zielenią lasy, papugi i tukany, palmy - to dla nas symbole egzotyki. Jest zamorsko i podróżniczo. Z kolei „Yumi” - oprócz multikulturowości (bohaterką jest drewniana lalka kokeshi, z którą czytelnik odkrywa zwyczaje, ubiory i kuchnię Japonii) pokazuje jeszcze inny trend: książka staje się przedmiotem do zabawy. Wycinanki, zakładki, okienka, strony zróżnicowane wymiarami - wszystko, co stanowi wyzwanie dla drukarza, jest tu dodatkową frajdą dla czytelnika.



Czemu mama płacze

Jest też silny nurt „medyczny”. Po co dzieciom książki o chorobach? Pomagają radzić sobie z trudnymi emocjami, pojąć chorobę i związane z nią zmiany, nowe trudne rytuały i kłopoty rodziców. Przykład? „Włosy mamy” Gro Dahle i Sveina Nyhusa (EneDueRabe), norweska opowieść o depresji. Dlaczego pogodna mama, aktywna i pomysłowa, zakopuje się nagle w pościeli, płacze i przestaje wychodzić z pokoju, nie dbając o to, czy córeczka ma coś do jedzenia? Jak to możliwe, że przestaje ją zajmować praca i zabawa, cały świat? „Głupia Mama! Leniwa Mama!” - myśli bohaterka, a włosy jej mamy stają się nagle skłębione („ściana krzewów, las splotów”), a ujarzmić je może tylko pan doktor.

Z lekkością i mądrze, a nawet na wesoło o chorobach opowiadają także książki doktora Wojciecha Feleszki z wybitnymi ilustracjami Ignacego Czwartosa (Hokus-Pokus), który tytułowe „Lądowanie rinowirusów” przedstawia jako najazd fantastycznych stworów w malowniczej maszynie z piekła rodem. Ale są też: oswajająca padaczkę rzecz „O małpce, która spadła z drzewa” Ałbeny Grabowskiej-Grzyb, książka o niedoborze wzrostu „Jak Maciek przestał być małym” Melanii Żakówny i „Bajka na astmę” Agnieszki Tyszki. Wszystkie opublikowane przez wydawcę portalu TacyJakJa.pl.

Książki te oczywiście nie są skierowane wyłącznie do dzieci dotkniętych konkretnymi chorobami. To przede wszystkim wzruszające historie, które pomagają zrozumieć mechanizmy choroby w ogóle, uczą dzieci nie tylko współczucia, ale też współpracy. Ucząc rozumienia bliźniego, rozwijają to, na czego deficyt narzekają Polacy - chodzi o "aktywność obywatelską".



Różnice są fajne

„Inne życie” Amandy Eriksson (EneDueRabe) opowiada o dziewczynce, która dosłownie zzieleniała z zazdrości „o dom Mateusza” (bo mama Mateusza codziennie robi na śniadanie naleśniki). Mateusz ma piękny, zadbany, pełen bibelotów dom, a co roku przed Bożym Narodzeniem - żywego karpia w wannie. Panuje tu ład i cisza, a wytworna i elegancka mama podaje naleśniki, które okazują się... gorzkie. Książka ukazuje dwa różne modele życia i nie antagonizuje ich, raczej ustawia obok siebie. Dzieci zamieniają się na pewien czas domami i rodzinami - w ten sposób dziewczynka szybko leczy się z zazdrości. Oba modele mają dobre i złe strony: są po prostu różne.

Z kolei „Igor i lalki” Piji Lindenbaum (Zakamarki) to historia dyskutująca z rolami społecznymi, w jakie już od wczesnego dzieciństwa próbują nas wtłoczyć podręczniki, reklamy, a czasem także rodzice i nauczyciele. Oto Igor, któremu dobrze zbudowany ojciec pakuje do plecaka piłkę, nie bardzo ma ochotę na trenowanie chwytów i bijatyki z chłopakami w przedszkolu. I kiedy kolega mówi: „Igor, patrz! Mój robot tnie krew!” - chłopiec tęsknie wodzi oczami za dziewczynkami bawiącymi się w piaskownicy. Kiedy orientuje się, że jego tańce z dziewczynkami dostrzegają kumple, ma ochotę schować się w ubikacji. Ale w finale ta książka okazuje się pochwałą odwagi w dokonywaniu niekoniunkturalnych decyzji.



Pożytki dla rodziców

Kto jeszcze sądzi naiwnie, że życie dziecka jest łatwiejsze od życia dorosłego, a dylematy, które przeżywają najmłodsi, są banalne i niepoważne? „Prawda według Niny” Oscara Brenifiera (Czarna Owca) wydana w serii „Filozofia dla dzieci” próbuje odpowiedzieć na pytanie o prawdę - jej obiektywne istnienie. Mówi o wartościach, relatywizmie, półprawdach, rodzajach i konsekwencjach kłamstwa. Abstrakcyjne pojęcia dowcipnie wprowadza w życie, pokazuje, jak działają w konkretnych sytuacjach. Czy warto przyznać się do zbicia cennej wazy, mimo że raczej nie uniknie się kary? Czy trzeba mówić gospodarzowi, że jego potrawa jest niesmaczna? To dylematy, z którymi w innej skali borykają się także dorośli i oni też mogą skorzystać z takich książek dla dzieci.

Co jeszcze w nich znajdą? Znakomite ilustracje, których tak brakuje niejednemu dorosłemu. Weźmy „Straszną książkę, czyli upiorną zabawę w rymy” Małgorzaty Strzałkowskiej (Czarna Owca), gdzie możemy obejrzeć fluorescencyjne kalafiory, upiorną Zosię z kosą, a brakujące w tekście rymy - odczytać z dołu strony za pomocą lusterka. „Kto kogo zjada” Aleksandry Mizielińskiej z ilustracjami Daniela Mizielińskiego (Znak) - wielkoformatowe cacko z czarnymi rysunkami na białym tle. Muchy, chrząszcze, jeże, ryby to graficznie uproszczone, dynamiczne zbiory kropek, trójkątów i zygzaków. Ostatni ilustratorski majstersztyk to „Piecyk, czapeczka i budyń” Anny Onichimowskiej z rysunkami Agaty Dudek (Ezop) - pogodna, subtelna historia o spotkaniu wielkiego Trolla z maleńkim Pufkiem. Pod opowieścią o rodzącej się przyjaźni mieści się druga: o przełamywaniu kulturowych barier i lęków, pacyfizmie i wspólnocie ponad podziałami.

Oprócz książek z przemyconym ważnym tematem, świetnie ma się oczywiście literatura rozrywkowa: kryminały dla najmłodszych, w których przodują wydawnictwo W.A.B. (seria z kotem) i Zakamarki (Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai), a także książki o duchach. Z tych ostatnich warto mieć na półce unikalnie zilustrowany przez Iwonę Chmielewską katalog „Domowych duchów” Dubravki Ugrešić (Znak) i przewrotną historyjkę „O duchu, który się bał” Sanny Toringe z ilustracjami Kristiny Digman (Zakamarki). Kto by przypuszczał, że duchy, wampiry i potwory tak bardzo... boją się - siebie nawzajem? Dla nieco starszych dzieci jest nawet literatura gotycka (np. obyczajowa historia miłosna „Ghostgirl” Tonyi Hurley z Egmontu).



Dlaczego świat dorosłych bywa ponury i jak sobie z tym poradzić

Jak opowiadać dzieciom o rzeczach naprawdę strasznych? W „Szlemielu” Ryszarda Marka Grońskiego (Nowy Świat) koszmar wojny i losy warszawskich Żydów widziane są z perspektywy buldoga, znawcy polityki międzynarodowej. „Oni dzielą nie tylko psy na rasy niższe i wyższe” - mówi kundelek Gryps i dodaje: „Obawiam się, że nic dobrego nie wyniknie z podobnej tresury psów i ludzi". I nic dobrego nie wynika: wkrótce właściciele Szlemiela trafiają do getta, a pies zostaje po drugiej stronie. Psia perspektywa pomaga opowiedzieć tragiedię i absurd wojny - to smutna opowieść o odwadze, miłości i lojalności w czasach zarazy.

Z kolei akcja „Wyspy” (Nasza Księgarnia) rozgrywa się właśnie na skrawku lądu, gdzie za sprawą wielu nieszczęśliwych przypadków spotykają się pogrążona w żałobie żydowska gosposia, lokaj z przeszłością, zamknięty w sobie stryj i dwie smutne kuzynki. Wszystkie te osoby okazują się sobie bardzo potrzebne. Powieść nasycona absurdalnym humorem mówi o przełamywaniu barier między dotkniętymi tragedią ludźmi. A pełna tajemnic wyspa jest kapitalnym kontekstem dla zwrotów akcji, podejrzanych afer, niespodzianek i olśnień.

Olśnieniem jest także „Katarzynka” Patricka Modiano (Czuły Barbarzyńca) - z ilustracjami Jeana-Jacquesa Sempé, który narysował Mikołajka - historia niesfornej paryskiej pary, taty i córki zakochanych w sobie bezwarunkowo. Ojciec, czego dowiadujemy się między wierszami, a czego córka nawet nie podejrzewa, prowadzi nie całkiem czyste i udane interesy. Jest właściwie fajtłapą, a jednocześnie marzycielem błądzącym na marginesach rzeczywistości. Za to córka zawsze i mimo wszystko widzi w nim bohatera.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':