Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, na okres od czerwca do września
TVP nie przygotowała dla najmłodszych widzów żadnej oferty i rezygnuje z pasma dla dzieci - nie będzie nadawała dla nich nawet programów powtórkowych. - Powiedziano nam, że w ramówce nie ma miejsca na audycje dla dzieci i że emitowane będą najwyżej bajki animowane i filmy - mówi nam jeden z dziennikarzy.
Już w listopadzie pisaliśmy, że TVP wstrzymała produkcję programów dla dzieci. Wkrótce potem zarząd TVP wydał oświadczenie zaprzeczające tym doniesieniom, a prezes Romuald Orzeł napisał list do rzecznika praw dziecka Marka Michalaka, w którym nie tylko zapewnił o kontynuacji dotychczasowych programów, ale i o wprowadzeniu dodatkowych audycji ("Fryderyk Mocarta", "Polskie naj", "Na ratunek zwierzętom", "Rezerwat nauki", "3pak").
Jak się wkrótce okazało, prezes mijał się prawdą, bo produkcję programów wstrzymano, a nowe audycje wcale się nie pojawiły. Mało tego, zdjęto istniejący od 38 lat "Teleranek" oraz popularnonaukowe "Laboratorium". Od maja dzieci oglądały więc w telewizji publicznej głównie programy archiwalne ("Jedynkowe przedszkole", "Budzik", "Moliki książkowe" i "Dlaczego? Po co? Jak?" miały tylko jedną premierę w miesiącu, "Domisie" - dwie, a "Kudłate i łaciate" - żadnej, nadawano tylko stare nagrania). Rzecznik praw dziecka ponownie wystosował do prezesa Orła list z prośbą o wyjaśnienie sytuacji. W kwietniu prezes Orzeł przyznał, że wprawdzie z powodów finansowych rzeczywiście "ograniczono produkcję premierowych odcinków audycji dla dzieci", ale plany wprowadzenia nowych programów są ciągle aktualne, a "zaniepokojenie ich losem jest przedwczesne". Tymczasem teraz okazuje się, że TVP rezygnuje nawet z emisji powtórek - w wakacje nie będzie w telewizji publicznej żadnych programów dla dzieci.
Rozmowa z Jadwigą Jasny-Mazurek autorką książek dla dzieci, którą w redakcji dziecięcej TVP przepracowała 35 lat, z czego ostatnie dziesięć lat jako jej szefowa (zrealizowała ponad 500 programów dla dzieci), damą Orderu Uśmiechu przyznanego za całokształt pracy na rzecz dzieci
Donata Subbotko: Do 2000 r. była pani szefową redakcji dziecięcej TVP. Jak wyglądała redakcja i jej oferta programowa kiedyś, a jak wygląda teraz? Jadwiga Jasny-Mazurek: W miesiącu nadawaliśmy nawet 55 godzin premierowych, wyprodukowanych przez nas programów dla dzieci. Audycje poranne, wczesno- i późnopopołudniowe oraz dobranocka. Powstawały programy dla różnych grup wiekowych - "Zwierzyniec", "Teleranek", "Pora na Telesfora", "Jacek i Agatka", "Tik-tak", "Ciuchcia", "Domowe przedszkole", "Małe Wiadomości" Były i audycje ambitniejsze, z udziałem artystów takiej rangi, jak Jerzy Maksymiuk, Józef Wilkoń czy Franciszek Starowieyski. Telewizja była interaktywna, mieliśmy liczne konkursy, robiliśmy np. cykl krótkich filmów animowanych według scenariuszy dzieci, które przysłały nam pomysł na bajkę i narysowaną przez siebie czy wyciętą z kartonu postać. To w redakcji dziecięcej decydowaliśmy, jakie teatry i filmy dla dzieci wyprodukujemy, a jakie należy zakupić - to ważne, bo dzieci potrzebują osobnego traktowania, nie jest tak, że dziecko to "mały dorosły". To u nas wypłynęli tacy reżyserzy jak np. Maciej Wojtyszko, debiutujący wówczas zbiorem opowiadań "Bromba i inni", czy Andrzej Maleszka, który już wtedy za wszystko, co zrobił, dostawał nagrody za granicą. Poza tym redakcja dziecięca miała swój
budżet, więc jej szefowie nie musieli ubiegać się o finanse na każdy program oddzielnie, co umożliwiało racjonalne planowanie.
A teraz słyszę od moich byłych dziennikarzy, że dyrekcja TVP mówi im, że jeśli chcą, aby jakiś program dla dzieci został wyemitowany, to sami muszą znaleźć sobie sponsora na pokrycie wszystkich jego kosztów. To na co w takim razie idzie abonament?
Pani już protestowała przeciwko likwidowaniu programów dla dzieci. - Wysłałam list w tej sprawie do Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej z sejmowej komisji kultury, która odpowiedziała mi, że oni nie mają żadnego wpływu na decyzje TVP, a także do Barbary Damięckiej z senackiej komisji kultury, ale ta nie odpisała wcale. Zaapelowałam do rzecznika praw dziecka, który zwołał naradę i zaprosił na nią dziennikarzy, pedagogów, a także kierownictwo redakcji programów dziecięcych TVP. Ale z telewizji nikt nie przyszedł.
Teraz - po raz pierwszy w historii - Telewizja Polska rezygnuje z pasma letniego dla najmłodszych widzów. - Teleferie były zawsze. Specjalnie przygotowywane na każdy dzień zabawy, zagadki,
gry umysłowe - dzieciaki uwielbiają takie rzeczy. Źle się stało, że ostatnio dostawały od TVP niemal same powtórki - bo ile razy dziecko może obejrzeć to samo? Przecież nie wszystkie mają dostęp do kablówki i kanałów typu Mini Mini czy Cartoon Network, gdzie i tak oferta jest czysto rozrywkowa i nie zawsze dostosowana do potrzeb polskiego widza. Teraz TVP chce zostawić maluchom same animacje i seriale, czyli to samo, co jest w stacjach komercyjnych, tymczasem nawet w Stanach
telewizja publiczna produkuje dla dzieci specjalne programy edukacyjne - i to jakie!
Nie umiem inaczej myśleć o telewizji dla dzieci jak o medium współodpowiedzialnym za wychowanie. Zostawienie ich w czasie wakacji bez jakiejkolwiek inspiracji co do sposobów spędzania czasu wolnego świadczy o braku wyobraźni i odpowiedzialności. Nuda bywa niebezpieczna. Rezygnacja TVP z pasma letniego to pozostawienie dzieciaków samym sobie, bo przecież nie wszystkie wyjeżdżają na wakacje do Egiptu.
W marcu br. posłanka Katarzyna Matusik-Lipiec (PO) skierowała interpelację poselską do ministra skarbu Aleksandra Grada (właściciela spółki TVP SA), w której alarmowała, że w TVP brakuje oferty skierowanej do najmłodszych, i wnioskowała, by podjęto działania mające na celu wyegzekwowanie na zarządzie TVP realizacji ustawy w zakresie realizacji misji publicznej. W kwietniu minister Grad odpisał, że zgodnie z prawem minister skarbu nie może wydawać wiążących poleceń zarządowi TVP ani zobowiązywać go do wprowadzania programów o określonej tematyce, natomiast oceny i jakości programów dokonuje rada programowa TVP (której członków powołuje Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji) i to ona wraz z zarządem jest odpowiedzialna za zaistniałą sytuację.