Wyobraźmy sobie, że w Berlinie stoi kościół, w którym pochowano przywódców III Rzeszy. Można w nim zmówić pacierz za Goeringa, zapalić świeczkę Himmlerowi albo odwiedzić kaplicę poświęconą esesmanom. Z okazji 65. rocznicy zakończenia II wojny światowej kościół odwiedza niemiecka kanclerz... Absurdalne, prawda?
Ale w Tokio taka właśnie świątynia istnieje, choć oczywiście nie jest chrześcijańska. Nazywa się Yasukuni i kilka lat temu wzbudziła ogromne dyskusje, bo odwiedził ją japoński premier. W Europie wizyta ta stała się jedynie medialną ciekawostką, ale na Dalekim Wschodzie doprowadziła do realnego, głębokiego kryzysu dyplomatycznego. Ten spór łatwiej zrozumieć, mając pod ręką nową pracę Jean-Louisa Margolina, historyka z Universite de Provence.
Francuz w Polsce jest dobrze znany z "Czarnej księgi komunizmu" opisującej zbrodnie europejskich oraz azjatyckich komunistów. "Wojna Armii Cesarza" to dopełnienie tych zainteresowań, pozornie tylko odległych od "dokonań" Mao Zedonga czy Pol Pota.
Azjatycki front ostatniej wojny światowej jest na Zachodzie postrzegany w zniekształcony sposób - sugeruje na wstępie historyk. Pamiętamy o cierpieniach alianckich żołnierzy, bo te przypominają liczne książki i filmy z "Królem szczurów" czy "Mostem na rzece Kwai" na czele. W roli ofiar widzimy również Japończyków, czego również nauczyło nas kino - szczególnie, jeśli chodzi o bombardowania atomowe Hiroszimy i Nagasaki (np. słynna "Hiroszima, moja miłość" Resnais'go).
Tymczasem Japończycy i alianci stanowili tylko małą część z 27 mln azjatyckich ofiar wojny. Dla milionów zabitych Chińczyków, Filipińczyków czy Indonezyjczyków nie ma w naszej pamięci miejsca - np. powstające w Gdańsku Muzeum II Wojny Światowej będzie się koncentrowało na Europie.
Podobnie słabo rozpoznana jest machina wojenna, która stała za tą hekatombą, a mianowicie: Cesarska Armia Japońska. O lotnikach-samobójcach kamikaze słyszał wprawdzie każdy, ale już o tym, że Japończycy dokonywali okrutnych eksperymentów medycznych, rutynowo mordowali jeńców albo dopuszczali się kanibalizmu - wiedzą nieliczni.
Książka Margolina to systematyczna próba uchwycenia mechanizmów wojennych zbrodni. Prezentuje wiedzę ponurą i wstrząsającą, choć niewątpliwe wymagającą przypomnienia przed 65. rocznicą zakończenia wojny, która na Dalekim Wschodzie przypada 2 września.
Z pracy Francuza wyłania się kilka ważnych spostrzeżeń. Po pierwsze, zachwycamy się kulturą samurajską, znajdując w niej analogię dla europejskiego rycerstwa. Tymczasem w Japonii to właśnie tanatyczna kultura militarna - cechująca się fanatyczną lojalnością oraz pogardą dla życia - doprowadziła do niepojętych okrucieństw, zarówno w samej Cesarskiej Armii, jak i wobec cywilów czy jeńców.
"Nie biję was z nienawiści, lecz z troski" - tłumaczył japoński oficer swoim podwładnym, gdyż zakładano, że żołnierze powinni nienawidzić dowódców, by na polu walki przenosić uczucie na wroga. Pewien szeregowy notował później w dzienniku: "To relaksujące podłożyć ogień pod pięć czy sześć chałup i patrzeć, jak płoną". Inny chwalił się, że zabił ponad setkę "ludzkich manekinów", na których przełożeni kazali mu ćwiczyć władanie bagnetem. Serca ofiar wcześniej obrysowywano kredą, by "manekin" nie wyzionął ducha przedwcześnie.
Po drugie, masowe gwałty czy kradzieże, jakich dopuszczali się Japończycy, przywodzą na myśl raczej dokonania Armii Czerwonej niż Wehrmachtu. Cesarska Armia nie podpierała się pseudonaukową ideologią. Wystarczała jej zwykła ksenofobia, skierowana - co ważne - głównie przeciw innym narodom Azji, uznawanym za "podludzi, niegodnych uwagi".
Jeńców z Zachodu darzono mieszaniną pogardy i estymy. Choć zdarzały się przypadki zjadania zestrzelonych amerykańskich lotników czy też potworne tzw. marsze śmierci, to na ogół alianci byli traktowani lepiej. W Nankinie nawet pijani japońscy żołdacy, mordujący bez mrugnięcia okiem kobiety i dzieci, potrafili się w porę zmitygować na widok Europejczyka. Na tym postkolonialnym kompleksie skorzystali m.in. Żydzi z szanghajskiego getta - mimo ponagleń ze strony sojuszniczej III Rzeszy Cesarstwo nie przyłączyło się do Holocaustu.
Po trzecie, zdumiewająca była skuteczność, z jaką wojskowa junta podporządkowała sobie naród, a nawet ludność w krajach okupowanych (na kamikaze zgłosiło się 11 Koreańczyków). Przez całą wojnę w Japonii stracono ledwie jednego opozycjonistę - wynik, o jakim Hitler, cudem ocalały z zamachu w Wilczym Szańcu, mógł tylko pomarzyć. Do propagandy zaprzężono artystów: Akira Kurosawa, późniejszy autor wspaniałych portretów samurajów i roninów, w czasie wojny nakręcił produkcyjniak o dziewczętach w wojskowej fabryce; przyszły literacki noblista Kawabata Yasunari w 1945 r. był bibliotekarzem w bazie kamikaze.
Praca Margolina sugeruje kulturowe tło azjatyckich totalitaryzmów. Autor przypomina choćby, że japońscy żołnierze o komunistycznych poglądach uciekali do czerwonych partyzantek w okupowanych krajach. Niezwykle skuteczny system "nawrócenia-rehabilitacji" - który tak spacyfikował japońskie społeczeństwo w okresie wojny - chińscy komuniści mogli przejąć tą właśnie drogą. Mao Zedongowi pod wieloma względami bliżej było do Hidekiego Tojo niż do Józefa Stalina. Ogólnie odpowiedzią na bezlitosną japońską ekspansję w Azji stał się rozwój ruchów komunistycznych, które miały przejąć inicjatywę w następnych dekadach.
Japoński militaryzm każe nam wreszcie spojrzeć inaczej nawet na buddyzm - uważany na Zachodzie za religię pokojową. Tymczasem w wojennej Japonii nie brakło mnichów, którzy wywodzili, iż "wojna to naturalny porządek wszechświata", zaś zabójstwo może być "aktem miłosierdzia".
D.T. Suzuki, jeden z bardziej znanych popularyzatorów buddyzmu zen na Zachodzie, pisał: "W przypadku człowieka, który nosi miecz z obowiązku ( ), to nie on zabija, ale sam miecz. Nie miał on najmniejszej chęci uczynienia krzywdy komukolwiek, ale wróg się pojawił i sam stał się ofiarą. To jakby miecz automatycznie spełnił swoją funkcję niesienia sprawiedliwości, która jest funkcją miłosierdzia".
Jean-Louis Margolin
"
Japonia 1937-1945. Wojna armii cesarza"
tłum. Joanna Paulina Rurarz i Agnieszka Rurarz
Dialog, Warszawa