http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Trochę bliżej przepaści

Rozmawiała Olga Stanisławska
2010-05-14, ostatnia aktualizacja 2010-05-13 18:48

- Czasem dziennikarz przeistacza się w pisarza. Mnie to spotkało w Ruandzie. Płyną lata, gazeta przestaje interesować się tym wydarzeniem, bo są inne. A dla mnie ono wciąż jest ważne - mówi Jean Hatzfeld, autor "Strategii antylop"

Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego 
za reportaż literacki
projekt graficzny i logo - Olin Gutowski
Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki
Dziś ostatnia z cyklu rozmów z pięcioma finalistami Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki. Laureata poznamy 16 maja

Olga Stanisławska: Pierwszą książkę napisał pan, gdy był pan ranny w Bośni...

Jean Hatzfeld*: Byłem wtedy reporterem dziennika „Libération”. Co dzień pisałem o tej wojnie, były jednak rzeczy, o których trudno opowiadać w gazecie.

W wielkiej epoce reportażu, epoce Orwella, Londona, Steinbecka i innych, było inaczej. Dziś prasa wymaga, by stale się coś działo. Na wojnie tymczasem akcja rzadko toczy się szybko. Czas często zwalnia. Chwila, gdy zostałem ranny, była idealna. Ta wojna głęboko mnie poruszała. Byłem unieruchomiony, lecz dzięki książce mogłem pozostać we wnętrzu wojny. Wysypałem na stół to, co miałem w notatkach. Wyczekiwanie. Spotkania z ludźmi. To, jak wojna zmienia wszystkie relacje - między robotnikiem a jego szefem, młodą dziewczyną a jej tatą. A także jak dziennikarz widzi to, co opisuje. Kto cię zawiózł w to miejsce, z jakiej odległości patrzyłeś? To też dużo mówi.

A pana powieści? Pierwsza opowiada o wojnie na Bałkanach, druga o korespondencie wojennym, który czuje się zagubiony, gdy wraca do domu. Co sprawia, że reporter decyduje się napisać powieść?

- Przez 30 lat pracujesz jako reporter i jest moment, gdy masz ochotę opowiedzieć, jak cię to naznaczyło. I jak cię uszkodziło, bo obcując stale z ludźmi, którzy coś tracą, samemu się coś traci. Fikcja pozwala lepiej wyrazić to, czego nie udało mi się opisać jako reporterowi, bo krępowały mnie reguły obowiązujące dziennikarza: nie wolno stworzyć jednej postaci z wielu, skrócić trzech miesięcy do trzech dni. Gdy drzwi frontowe są zamknięte, wchodzi się od tyłu. To jednak stale ten sam świat.

Czy da się określić, gdzie kończy się dziennikarstwo, a zaczyna literatura?

- Dziennikarz pośredniczy między wydarzeniem a czytelnikami: Haiti, Puchar Świata, katastrofa w Smoleńsku. Odpowiada na pytania, które mogą zadać sobie czytelnicy, ale które nie są koniecznie jego pytaniami.

Czasem dziennikarz przeistacza się w pisarza. Mnie to spotkało w Ruandzie. Płyną lata, gazeta przestaje interesować się tym wydarzeniem, bo są inne. A dla mnie ono wciąż jest ważne. I wciąż stawiam sobie pytania. Jak można żyć, kiedy się przebyło doświadczenie ludobójstwa? Przestajesz wtedy jeździć do Kigali, spotykać się z ludźmi u władzy, żołnierzami ONZ. Siadasz na skraju bagien i pracujesz przez 10 lat z tymi samymi osobami. Pisarz nie jest bardziej "literacki" niż dziennikarz, nie pisze też lepiej. Po prostu nie odpowiada na te same pytania.

Pierwsza książka powstała z rozmów z ocalałymi, druga z zabójcami, trzecia - "Strategia antylop" - z jednymi i drugimi. Unika pan jednak słowa "świadectwo".

- Moi rozmówcy powiedzieli mi: nie chcemy świadczyć, to nie służy niczemu. Świadek dla nich to ktoś, kto chce świadomie wnieść wkład do historii. Oni myśleli, że jest za późno. Nic dla nich nie zrobiliśmy i nie mieli powodu robić nam tego podarunku. Kiedy opowiadali o sobie, o tym, jak żyli, o strachu, o widmach zmarłych, o śmierci, o wierze, o braku wiary, o relacji z Bogiem, tak czy owak, składali świadectwo. Ale odrzucali to słowo, bo czuli się poza historią. Oni myślą też, że im się nie uwierzy. Są tak zdruzgotani, psychologicznie lub fizycznie, że nie mają zaufania do własnej pamięci i własnego świadectwa.

Pytałem młodą dziewczynę - Jeanette - jak długo chowała się na bagnach. Powiedziała mi, że sześć miesięcy. To niemożliwe, powiedziałem. Odpowiedziała - sześć dni. Dla niej to nie miało znaczenia. Pamiętała, że była na tych bagnach. Że trwało to sześć tygodni? Nie miała zaufania do tej precyzji, której ja jako dziennikarz miałem od niej wymagać. Z początku w ogóle nie chciała mówić...

Podobnie było z ocalałymi z Zagłady. Jest coś uniwersalnego na bagnach ruandyjskich, w gettach żydowskich Europy, w Armenii tureckiej. Ci, którzy myślą, że Ruanda jest za daleko, mylą się. To też ich historia...

Czy literatura może tu w czymś pomóc?

- Wiele osób sądzi, że jeśli coś się dobrze opowie, to lepiej to zrozumiemy i więcej tego nie powtórzymy. Ja tak nie uważam. Nie łudźmy się, by literatura mogła powstrzymać jakąś wojnę lub ludobójstwo. Szczęśliwie zresztą - to dałoby za dużą władzę tym, którzy piszą.

Ludobójstwo cechuje się tym, że nie można go pojąć. Żadne wyjaśnienie nie wystarczy, by wytłumaczyć eksterminację społeczności żydowskiej, ormiańskiej, amerykańskich Indian czy Tutsi. Ona nie ma żadnego sensu.

To, co może jednak zrobić reportaż, to pozwolić wejść trochę głębiej w ten świat. Może pozwolić spotkać ludzi podobnych do was, ale którzy przeszli straszliwe doświadczenia - ocalonych, jak Cassius albo Claudine, albo zabójców, jak Pio. Może opowiedzieć, jak to przeżyli i co o tym mówią. Może pomóc zbliżyć się trochę bardziej do tego wydarzenia, trochę bliżej przepaści. Lecz nic więcej.

Jean Hatzfeld 15 i 16 maja będzie gościem Warszawskich Targów Książki. Spotkanie z autorem "Strategii antylop" poprowadzi Katarzyna Surmiak-Domańska (15 maja, godz. 14, Sala Mickiewicza PKiN). Szczegóły na: Targi-ksiazki.waw.pl

*Jean Hatzfeld (ur. 1949) - reporter, korespondent wojenny, pisarz. Opisywał upadek komunizmu w Europie Środkowej, pracował jako korespondent wojenny z krajów Bliskiego Wschodu oraz Haiti, Konga, Algierii i Burundi. W 1994 roku wyruszył do Ruandy. Opublikował trzy książki poświęcone ruandyjskiej wojnie domowej: „Dans le nu de la vie. Récits des marais rwandais” (nagrodzoną m.in. Prix Pierre Mille i Prix France Culture), w 2003 roku „Une saison de machettes”, za którą otrzymał Prix Joseph Kessel i Prix Femina Essai, oraz „Strategię antylop”, nagrodzoną w 2007 roku Prix Médicis

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':