http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Berlusconi zabawia na śmierć

Joanna Derkaczew
2010-05-10, ostatnia aktualizacja 2010-05-13 11:49

"Wideokracja" Erika Gandiniego prezentowana na Planete Doc Review ma wszystko, czego potrzeba w dobrym thrillerze. Polityka i seks. Władza i pieniądze. Spiski i tragiczne zakończenie. Jednak to nie hollywoodzka produkcja. To dokument szczegółowo pokazujący, co stało się z Włochami w ciągu 30 lat medialnych rządów Silvio Berlusconiego

ZOBACZ TAKŻE


"Fabryka snów" - to jeszcze brzmi swojsko. Ale "obóz snów"? Zamknięty obóz rozrywki ze sztywno ustanowionymi zasadami i nieustannym nadzorem? Obóz zabawy na całego, w którym spełniają się najbardziej apokaliptyczne scenariusze Orwella czy Aldousa Huxleya?

"Fabryka snów" - to jeszcze brzmi swojsko. Ale "obóz snów"? Zamknięty obóz rozrywki ze sztywno ustanowionymi zasadami i nieustannym nadzorem? Obóz zabawy na całego, w którym spełniają się najbardziej apokaliptyczne scenariusze Orwella czy Aldousa Huxleya?

Silvio Berlusconi, budując swoje medialne imperium, nie szukał raczej literackich pierwowzorów. Spełniał marzenia i "wyrażał swoją osobowość" - jak mówią zapatrzeni w jego dokonania Włosi. A marzenia nie były skomplikowane. Tłumy półnagich dziewczyn, duże piersi, głośna muzyka, kolory, wieczna młodość, nieustająca impreza. Fantazje premiera w ciągu 30 lat stały się oficjalnymi fantazjami narodu. Erik Gandini, szwedzki reżyser urodzony we Włoszech (1967, autor nagradzanych dokumentów "Amerasians, Sacrificio: Who Betrayed Che Guevara, Surplus: Terrorized into Being Consumers"), w dokumencie "Wideokracja" (2009) pokazuje nie tylko historię pewnego obrotnego człowieka, który został premierem, lecz także narodu poddanego szczególnemu eksperymentowi. Narodu, który z entuzjazmem przyjmował kolejne etapy systematycznego prania mózgu, który postanowił zabawić się na śmierć w obozie swojego przywódcy. Film zaczyna się od archiwalnej czarno-białej sceny z pierwszego programu rozrywkowego wyemitowanego w 1976 roku. Kilku smutnych, wąsatych panów przy przykrytych obrusami stolikach. Na stolikach telefony. Widzowie dzwonią, rozwiązują zagadkę. Kobieta o krągłych biodrach i nienaruszonych sylikonem piersiach zdejmuje kolejną część bielizny. Przez chwilę tańczy niezgrabnie. Na głowie ma maskę zwierzęcia. Szybki przeskok do naszych czasów. Twarze napompowane botoksem. Lśniące pośladki. Plastikowe uśmiechy dziewczyn wyskakujących z ostatniej części garderoby.

W tzw. białym domu, willi na wybrzeżu, spasiony Lele Mora hoduje kolejne gwiazdki jednego sezonu. Na ulicach wielkich miast trwa całymi nocami polowanie na celebrytów. Fabrizio Corona, szef paparazzich, krąży w swojej limuzynie, wydaje rozkazy, decyduje o życiu i śmierci publicznej "ekranowych pysków". W siedzibie telewizji w specjalnej kanciapie niemal całą dobę działa kamera, przed którą naturszczycy wykonują kilkuminutowe popisy - byle tylko wystąpić na wizji. Fałszujące karły, klony Ricky'ego Martina, podstarzałe striptizerki amatorki. Tymczasem w dyskotekach, po kątach i w toaletach, w hotelowych pokojach trwają castingi nieoficjalne, ale bardziej skuteczne. Centra handlowe to sceny wyborów veline [wł. bibuła] - dziewczyny scenografii, niemej ozdóbki, która wykona w wieczornym programie 30-sekundowy układ taneczny stacchetti. Każda nastolatka marzy, by zostać veliną, zdobyć sławę, może nawet rólkę w operze mydlanej, a potem poślubić piłkarza. Silvio, dla podrażnienia feministek, jedną z tych byłych showgirls Marę Carfagnę uczynił minister do spraw równości płci w swoim rządzie. Oto Włochy A.D. 2009.

Wideokrajca to rządy sprawowane poprzez urabianie mas telewizyjnym obrazem. Terminu po raz pierwszy zaczęto używać po rumuńskiej rewolucji '89, pierwszym przewrocie, w którym kamera była nie tylko narzędziem rejestracji, ale też uczestnikiem wydarzeń, a studia telewizyjne - arenami walki. To, co udało się stworzyć Berlusconiemu, to rządy za pomocą emocji i manipulacji najniższymi instynktami. Natychmiastowe zaspokojenie, ale bez satysfakcji, produkcja pożądania, mamienie obietnicami. Ty też możesz być sławny. Tylko nie zmieniaj kanału. I głosuj na swojego imperatora.

Telewizja Berlusconiego, mimo że wydaje się całkowicie bezwstydna, działa jednak według bardzo konserwatywnego schematu. Kobieta ma być słodka, niema i dostępna. Przełożenie tych zasad na życie codzienne Włochów przynosi katastrofalne skutki, odnotowywane przez socjologów i kroniki policyjne.

Film Gandiniego opatrzony jest minimalną narracją. Działa montaż. Działają liczby pokazujące pozycję Włoch pod względem wolności słowa i uprzedzeń płciowych. Działają obrazy z telewizyjnych show i parad państwowych zestawione z wypowiedziami "drużyny premiera" i zwykłych ludzi. O czym marzysz? O tym, by wystąpić w telewizji. Co będziesz robił, gdy zdobędziesz sławę? Będę oglądał telewizję. To nie "Wielki wspaniały świat" Huxleya, to nie "Rok 1984", to codzienność jednego z największych krajów Unii Europejskiej. Gdy w 1985 roku Neil Postman pisał swój słynny esej "Zabawić się na śmierć" o amerykańskim przemyśle telewizyjnym, imperium Berlusconiego dopiero rozkwitało. Postman spokojnym, pozbawionym katastrofizmu tonem wyjaśniał, co czeka USA, jeśli poddadzą się infantylizującej telewizji, prezentującej wydarzenia w sposób selektywny i spreparowany. O poziomie refleksyjności społeczeństwa amerykańskiego napisano od tego czasu tomy pełne wykrzykników. W Stanach koncerny medialne działają jednak na zasadzie konkurencji, władza, jaką sprawują, jest rozproszona. We Włoszech najważniejszymi stacjami zarządza jeden człowiek. Ten sam, który od 1994 roku prowadzi państwo. Eksperyment się powiódł. Całe Włochy tańczą w głowie Silvio Berlusconiego. Do utraty tchu.

7. Planete Doc Review, "Wideokracja (Videocracy)", Erik Gandini, Szwecja 2009, 80 min, pokazy: 10.05. godz. 20; 13.05. godz. 21

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 16 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    52 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':