Najważniejsze wyróżnienie, za całokształt twórczości, otrzymał Piotr Sommer. Poeta, tłumacz, redaktor naczelny "Literatury na Świecie" wydał w ciągu ubiegłego roku trzy tomy wierszy, z czego dwa - "Dni i noce" i "Wiersze ze słów" - ukazały się nakładem wydawnictw wrocławskich: Biura Literackiego i Pomony.
- Został uhonorowany za wybitną, wielostronną i nowatorską twórczość poetycką, która silnie wpłynęła na język polskiej poezji w ostatnich trzech dekadach - przedstawił uzasadnienie werdyktu prof. Jacek Łukaszewicz.
- Czuję się trochę jak pan Jourdin, który nie wiedział, że mówi prozą - mówił Sommer, odbierając statuetkę i czek na 100 tysięcy złotych. - Ale to nie jest tak, że nie wiedziałem, że piszę wiersze. Nie wiedziałem natomiast, że mam kształt, i to w dodatku cały. I choć może wydawałoby się, że jak już będę miał ten całokształt, stanę się spokojny, to muszę państwa rozczarować - będę bardzo niespokojny.
Nagrodę za książkę roku (oprócz statuetki także 50 tys. zł) przyznano Piotrowi Matywieckiemu za tom "Powietrze i czerń", wydany nakładem Wydawnictwa Literackiego. Urodzony w 1943 roku poeta i eseista, autor tradycyjnej, klasycyzującej liryki, skupionej wokół stałego kręgu tematów - przemijania, czasu, ulotności istnienia, był już dwukrotnie nominowany do Silesiusa. Nagrodę w jego imieniu odebrał wydawca - Matywiecki przebywa obecnie w Stanach Zjednoczonych.
Za najlepszego debiutanta uznano Jakobe Mansztajna, urodzonego w 1982 roku poetę z Sopotu, autora "Wiedeńskiego high life'u", blogera, współautora cyklicznej imprezy poetyckiej "k3 sopot slam". Jego wiersze z debiutanckiego tomu to poetycki zapis dojrzewania w cieniu śmierci. - Nie spodziewałem się tej nagrody - mówił, odbierając statuetkę i czek na 20 tys. zł. - Ale przed ceremonią powiedziałem sobie, że niezależnie od tego, czy dostanę ją ja, czy pozostali nominowani, będzie to triumf literatury.
W kuluarach gali nie mniejsze emocje niż sam werdykt wzbudziła inscenizacja, nazwana przez jednego z jurorów "widowichem". Aktorzy wrocławskiego Teatru Capitol pod wodzą reżysera Konrada Imieli dokonali zbiorowego gwałtu na wierszach nominowanych i nagrodzonych poetów. W scenografii Michała Hrisulidisa, która przypominała bardziej plan zdjęciowy jednego z filmów Jana Jakuba Kolskiego niż tło dla współczesnej poezji. Artyści teatru muzycznego, operując charakterystyczną dla nich nadekspresją, krzykiem i sposobami interpretacji zamordowali recytowane wiersze, zagłuszając ich sens, odzierając z wieloznaczności, dosłownością tępiąc metafory. Taki taniec świętego Wita wokół współczesnej poezji sprawdził się jedynie w przypadku Cezarego Studniaka, który sięgnął po poetycki żart Feliksa Netza - w jego "Wojnie i pokoju"' chaos i groza wojennej kampanii okazuje się jedynie niewinnym ćwiczeniem na poligonie, w którym uczestniczy ciężko przerażony student polonistyki. Pojedyncze perełki: wiersz Jana Polkowskiego, mówiony znakomicie przez Mariusza Kiljana, poezja Joanny Lech w interpretacji Bogny Woźniak, Piotra Matywieckiego w wersji Justyny Szafran czy stonowana interpretacja Sambora Dudzińskiego, który mówił "Zniknięcie" Mansztajna, nie zdołały uratować spektaklu.
Silesiusy zostały wręczone po raz trzeci. Poprzednio laureatami byli Tadeusz Różewicz i Stanisław Barańczak (za całokształt), Andrzej Sosnowski i Krystyna Miłobędzka (najlepszy tom poezji) oraz Julia Szychowiak i Dariusz Basiński (za debiut). Nagrody przyznało jury w składzie: prof. Jacek Łukasiewicz, prof. Przemysław Czapliński, Grzegorz Jankowicz, dr Adam Poprawa, prof. Tadeusz Sławek, Justyna Sobolewska i prof. Marian Stala.
Źródło: Gazeta Wyborcza