http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W co ubrać muzykę

Robert Sankowski
2010-05-08, ostatnia aktualizacja 2010-05-07 18:30

Wydana właśnie rocznicowa edycja klasycznego albumu brytyjskiej grupy heavymetalowej Judas Priest przypomina, że historia muzyki to nie tylko płyty, ale i kryjące ją obwoluty

<b>Pink Floyd, The Dark Side Of The Moon,</b> Zespół domagał się okładki
Pink Floyd, The Dark Side Of The Moon, Zespół domagał się okładki "prostej i...
ZOBACZ TAKŻE
- Ten album to esencja heavy metalu. Nawet ten tytuł... co może być bardziej metalowego niż "British Steel"? - mówił w jednym z wywiadów o wydanej wiosną 1980 roku płycie gitarzysta formacji Anthrax Scott Ian. W jego ustach taki sąd nabiera szczególnej wagi. Sam przecież jest legendą, tyle że stylu trochę młodszego od heavy metalu - thrash metalu.

Podzielam entuzjazm Scotta - nawet dzisiaj "British Steel" broni się jako klasyka gatunku. Ale poza muzyką i tytułem na pozycję tej płyty pracuje coś jeszcze - niezwykła okładka. Zaprojektowana przez polskiego artystę Rosława Szaybę, który był wówczas dyrektorem artystycznym brytyjskiego oddziału wytwórni Columbia, przełamywała wszelkie konwencje obowiązujące na scenie heavymetalowej. Żadnych długowłosych muzyków odzianych w dżins i skóry, żadnych gitar, motorów, naprężonych mięśni, nagich torsów, roznegliżowanych dziewczyn czy wymyślnych potworów - motywów, które wcześniej i później zobaczyć można było na setkach płyt wykonawców grających różne odmiany ciężkiego rocka.

W zamian tylko głęboka czerń, z której wynurza się odziana w drapieżną pieszczochę (jakiś element heavymetalowego image'u się jednak ostał) dłoń. Trzyma ona - bezkompromisowym chwytem za ostrze - wielką srebrną żyletę z charakterystycznym, drapieżnym logo zespołu, też zaprojektowanym przez Szaybę. Ten obrazek na zawsze już kojarzy się z Judas Priest i jego muzyką. Robi wrażenie również po trzech dekadach, choć na nowej, rocznicowej wersji okładka uległa modyfikacji: dłoń zniknęła, za to z ostrza żyletki kapie teraz obficie krew, jak się można domyślać - z rozciętych palców.

"British Steel" to tylko jedna z wielu okładek płytowych, które niezależnie od ilustrowanej przez nią muzyki sama stała się elementem popkultury i żyje dziś własnym życiem. W kwietniu w Londynie można było oglądać wystawę prac Storma Thorgersona - autora, którego projekty graficzne od kilku dekad działają na wyobraźnię fanów rozmaitych formacji rockowych. Jego przygoda z muzyką zaczęła się przypadkiem. - Kolega miał zrobić okładkę dla zaprzyjaźnionego zespołu z Cambridge. Nie zgodził się, więc ja wskoczyłem na jego miejsce. Nie miałem pojęcia, co tak naprawdę robię, miałem 22, może 23 lata. Ale jakoś to poszło. Tą okładką było "A Saucerful Of Secrets", zespół nazywał się Pink Floyd.

Od tamtego czasu (album ukazał się w czerwcu 1968 roku) Thorgerson - samodzielnie bądź jako członek słynnego zespołu graficznego Hipgnosis - współpracował z takimi wykonawcami jak Peter Gabriel czy Black Sabbath. Spod jego ręki wyszły okładki płyt Muse i Cranberries. Jest aktywny do dziś - ma na koncie albumy Mars Volta, Pendulum czy Biffy Clyro. Wiele z jego prac weszło do klasyki fonografii, a kilka stało ikonami popkultury.

Wśród tych ostatnich jest "Dark Side Of The Moon" Pink Floyd - niezwykle prosty, a przez to sugestywny obraz przedstawiający pryzmat rozszczepiający białe światło na wszystkie widma tęczy. Trudno wyobrazić sobie nie tylko fana muzyki, ale jakiegokolwiek uczestnika popkultury, któremu nic nie mówi ten obrazek. - Projektowanie okładki jest jak hołd składany jednej sztuce przez inną jej dziedzinę - mówił niedawno Thorgerson w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika "The Independent". - Jedna z nich przeznaczona jest dla uszu, druga dla oczu. Ale oba dotyczą muzyki.

Wśród projektujących okładki artystów są największe nazwiska współczesnej sztuki, jak Andy Warhol (Velvet Underground, The Rolling Stones), Helmut Newton (Scorpions) czy Anton Corbijn (U2). Ale nie tylko ze względu na nazwiska twórców projekty graficzne płytowych obwolut trafiają na ściany galerii. Okładka jest czymś więcej niż tylko użytkową grafiką. Wytworzyła własny język - przemawia nim do odbiorców, generuje nowe mody, prowadzi dialog zarówno z własną tradycją, jak i popkulturową ikonografią czy historią sztuki. Projekty nawiązujące do innych płyt, cytujące słynne zdjęcia, obrazy, sceny filmowe, korzystające z konkretnych stylów malarskich czy technik fotograficznych - w świecie fonograficznej grafiki to norma.

- Zakochałem się w tej okładce - napisał w swoim blogu Jonathan Jones, krytyk sztuki z dziennika "Guardian" o debiutanckim albumie zespołu Fleet Foxes, którego obwolutę zdobi obraz Pietera Bruegla Starszego "Przysłowia niderlandzkie". - Wy bylibyście pewnie zainteresowani bardziej tym, jaka muzyka jest w środku. Ja nie. To nie był pierwszy raz, gdy oceniłem płytę po okładce. Mój nastoletni gust rozwinął się według tego kryterium. Zawsze szukałem najwspanialszych, najbardziej niezwykłych okładek. W ten sposób stałem się fanem Pink Floyd.

To działa również w drugą stronę - muzyka za sprawą okładek może wyrabiać gust plastyczny. - Dopóki nie zobaczyłem obrazów Bacona, bardziej niż malarstwo interesowały mnie okładki płyt - mówi najsławniejszy brytyjski twórca sztuki współczesnej Damien Hirst. - Dlatego zawsze uważałem, że Beatlesi są ważniejsi niż Picasso.

Okładki bywają sztuką, przede wszystkim są jednak specyficznym popkulturowym fetyszem, którego nie ima się klasycznie pojmowana estetyka. To nie przypadek, że w internecie po wpisaniu do wyszukiwarki Google hasła "album covers" jako jedne z pierwszych wyskakują linki do galerii najgorszych - zdaniem internautów - projektów graficznych w historii muzyki. Piękne czy brzydkie, okładki albumów potrafią być fascynujące i łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której - gdy za sprawą cyfrowej rewolucji muzyka ostatecznie uwolni się od fizycznych nośników - to za nimi, a nie za ukrytą pod nimi płytą zatęsknimy najbardziej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':