Miłada Jędrysik: Był pan przez 11 lat l'inviato największej włoskiej gazety „Il Corriere della Sera”. L'inviato, wysłannik, to coś więcej niż siedzący w jednym miejscu korespondent: redakcja wysyła go tam, gdzie coś się dzieje. Prestiżowe stanowisko. A pan wybrał pisanie książek. Riccardo Orizio*: Pisałem je już wtedy, gdy jeszcze pracowałem dla „Corriere”. Tak naprawdę po 20 latach pracy zmieniłem swoje życie jeszcze bardziej, byłem już po czterdziestce. Zostawiłem wszystko i wyjechałem do Kenii, gdzie mieszkam wśród dzikich zwierząt i prowadzę dwa obozy dla miłośników safari. Podobnie jak Kapuściński od zawsze byłem zafascynowany Afryką.
Nie pisze pan? - Przez osiem lat po wyjeździe nic nie napisałem. Teraz na nowo czuję chęć, by pisać. Pracuję nad książką o "dziwnych", nieznanych narodach - małych, żyjących w "czarnych dziurach", nieistniejących w agencyjnych depeszach, na czołówkach gazet i portali. Takich jak mieszkańcy Naddniestrza, Gwinei Równikowej czy Kałmukowie. Chcę do tych najdalszych peryferii świata przyłożyć powiększające szkło. Pokazać historie, osoby, głosy. Zawsze interesowały mnie takie opowieści "z marginesu". Mając do wyboru wywiad z prezydentem
USA w Białym Domu i z dyktatorem Gwinei Równikowej, zawsze wybiorę to drugie.
Co takiego zafascynowało pana w „zaginionych białych plemionach”? Co mają ze sobą wspólnego historie niemieckich emigrantów z Jamajki, białych osadników z Namibii i potomków polskich legionistów na Haiti? - Paradoks. To potomkowie białych, którzy przybyli tam w czasach kolonialnych i cieszyli się mniej lub bardziej, ale zawsze uprzywilejowanym statusem. Z biegiem czasu popadli w biedę, często są w swoich krajach na ostatnich szczeblach społecznej drabiny. To dowód na to, że nie zawsze kolor skóry jest najważniejszym wyznacznikiem różnic. W każdym kraju istnienie tendencja do wyrzucania na margines jakiejś grupy społecznej. Potomkowie haitańskich Polaków, bohaterów walki o niepodległość, są dziś kompletnie zapomniani, mieszkają w odciętych od świata górskich wsiach. Miejscowy
Kościół katolicki przypomniał sobie o nich przy okazji wizyty
Jana Pawła II w 1983 r., bo chciał, żeby powitali go na lotnisku, a potem żaden ksiądz już do nich nie zaglądał, msze musiał odprawiać zakrystianin.
Teraz w Europie głównym tematem jest integracja imigrantów z innych kultur. Ja spojrzałem na ten problem z odwrotnej strony.
Wie pan, kim naprawdę był Jerzy Detopski, Polak, o którym opowiadano panu w polskiej wsi Casales na Haiti? W książce snuje pan przypuszczenie, że to jakiś biznesmen, który przywiózł z Haiti i obwoził po Polsce kapłana wudu Amona Frémona. - Nie. Kim był?
To Jerzy Grotowski, wielki reformator teatru w XX wieku. Interesował się wuduistycznym rytuałem, dlatego zaprosił Frémona do Polski. - Nie wiedziałem. Naprawię ten błąd w następnych wydaniach.
A jak wytłumaczy pan tak wielką popularność Kapuścińskiego we Włoszech? - Po pierwsze, Kapuściński jest mitem dla każdego włoskiego dziennikarza. Udowodnił nam, że można być korespondentem zza żelaznej kurtyny, nie ze Ameryki, Wielkiej Brytanii czy Niemiec, gdzie dziennikarstwo wpływa na losy świata. Że można odnieść światowy sukces, pisząc nie po angielsku, ale po polsku. Po drugie, wydała go wyjątkowa oficyna, która ma talent do wyławiania takich pereł - Feltrinelli. To oni m.in. zdecydowali się pierwsi na Zachodzie wydać "Doktora Żywago". I wreszcie - jest coś takiego w pisarstwie Kapuścińskiego, jakiś szczególny ton, który odpowiada włoskim czytelnikom. Włosi, zwłaszcza ci o lewicowych poglądach, interesują się dawnym Trzecim Światem, są wrażliwi na biedę i wykluczenie.
W przedmowie do „Zaginionych białych plemion” wymienia pan 21 pisarzy, którzy pana zainspirowali. Kto jest najważniejszym mistrzem? - Ci, od których uczyłem się szczególnego typu reportażu, w którym non-fiction miesza się z elementami fabularnymi. Bruce Chatwin, V.S. Naipaul i jego nieżyjący już brat Shiva.
*Riccardo Orizio (ur. 1961) pisarz, dziennikarz, reporter. Mieszkał w Mediolanie, Londynie i Atlancie, a obecnie w Kenii. Polskim czytelnikom znany jest jego tom
„Diabeł na emeryturze. Rozmowy z siedmioma dyktatorami
”. Książka
„Zaginione białe plemiona. Podróż w poszukiwaniu zapomnianych mniejszości
”, opublikowana także w Danii, Anglii, Japonii, USA i Turcji, w 2001 r. znalazła się w finale prestiżowej Thomas Cook Travel Book Award. Jej autor w dniach 15-16 maja będzie gościem Warszawskich Targów Książki. Szczegóły na: targi-ksiazki.waw.pl