http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kontekst, Sciascia, Leonardo

Miłada Jędrysik
2010-04-20, ostatnia aktualizacja 2010-04-28 15:45

"Zacząłem pisać tę parodię dla zabawy, ale gdy kończyłem, nie widziałem już w niej nic zabawnego" - napisał Leonardo Sciascia w posłowiu do "Kontekstu". Nie widziała w niej nic zabawnego również elita polityczna i intelektualna Włoch, którą Sciascia wykpił i obnażył

Zapewne jeszcze mniej zabawne wszystko wydało się sycylijskiemu autorowi w 1978 r., siedem lat po wydaniu książki, kiedy przywódca chadecji Aldo Moro został porwany przez terrorystów z Czerwonych Brygad, a w tle rysował się "historyczny kompromis" pomiędzy chadecją a komunistami.

Ale po kolei. "Kontekst" to "kryminał". Mamy tu tajemnicze morderstwa sędziów (do końca tej niedługiej książeczki padnie ich dziesięciu). Mamy nieprzekupnego inspektora Rogasa (od rogare , po łacinie "pytać"), który prowadzi śledztwo. A wszystko dzieje się w jakimś naszkicowanym tylko odmiennie brzmiącymi nazwiskami kraju, który z całą pewnością nie jest Włochami.

Tylko że z każdą stroną tej początkowo rzeczywiście, wydawałoby się, niewinnej kryminalnej gry analogie stają się coraz bardziej oczywiste. Oto Rogas trafia na przyjęcie, na którym oprócz przywódcy rewolucyjnej grupy podejrzewanej o ataki na sędziów spotyka... swojego własnego ministra spraw wewnętrznych oraz cały establishment, rządzących i opozycję. Gdy próbuje ostrzec przez zamachem przewodniczącego sądu najwyższego, ten wykłada mu z pasją, że w ich kraju pomyłki sądowe się nie zdarzają, ponieważ to władza ma zawsze rację. "Pański zawód, drogi przyjacielu, stał się śmieszny. Zakłada istnienie jednostki, a jednostki nie ma" - słyszy Rogas od sędziego.

"Kontekst" wzbudził święte oburzenie wyszydzonego establishmentu, zwłaszcza komunistów, oskarżonych o to, że w rzeczywistości stanowią jeden z trybów systemu. Okazało się to tak prawdziwe na początku lat 90., gdy antykorupcyjna ofensywa wymiaru sprawiedliwości cały ten establishment zmiotła. Wyszło na jaw, że komuniści, skazani na wieczną opozycję, brali łapówki z taką samą regularnością jak rządzący. I że wszyscy oni: chadecy, socjaliści, komuniści, wyznawali filozofię prezesa sądu najwyższego: jednostki nie ma. Liczy się układ i to, co my z niego będziemy mieć.

Powojenna historia Włoch do lat 90. jest tak makiawelicznie zakręcona, złożona i skomplikowana, że kiedy niedawno wchodził na ekrany doskonały film Paola Sorrentino o Giuliu Andreottim "Il Divo", niżej podpisana czuła się w obowiązku pod wywiadem z reżyserem umieścić krótki słowniczek: kto, co, z kim i dlaczego. Zwłaszcza ostatnie dwa pytania przynoszą odpowiedzi zdumiewające i trudne do zrozumienia i zaakceptowania dla nie-Włochów. Jeśli w ogóle są jakieś odpowiedzi.

"Lata ołowiu", okres trwający od końcówki lat 60. do początku 80., to pasmo terrorystycznych i mafijnych zamachów, których wykonawców i zleceniodawców zapewne nigdy do końca nie poznamy. Kto tak naprawdę podłożył bombę w mediolańskim banku w 1969 r.? Teoria o jakimś współudziale przedstawicieli państwa w zorkiestrowaniu "strategii napięcia" jest traktowana we Włoszech bardzo poważnie.

Dlaczego Moro porwano właśnie wtedy, gdy "historyczny kompromis", czyli zaproszenie komunistów do współrządzenia, którego był zwolennikiem, było o krok od zrealizowania? I dlaczego rząd "skazał" go na śmierć, kategorycznie odmawiając negocjacji z terrorystami? Nawet największy przeciwnik spiskowych teorii dziejów w obliczu "lat ołowiu" zaczyna się łamać.

Leonardo Sciascia był jednym z najwnikliwszych krytyków współczesnych Włoch. Pisał o nich z sycylijską powściągliwością, z erudycją absolwenta klasycznego liceum, dla którego Montaigne i Wolter są oczywistymi punktami odniesienia. Dlatego to lektura z posmakiem retro, ale przecież uniwersalnie aktualna.

Kontekst, Leonardo Sciascia, przeł. Teresa Jekiel, W.A.B., Warszawa

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':