TVP w dobie abonamentowego kryzysu regularnie raczy widzów starymi polskimi filmami i serialami, a wiele jej kanałów bez tych zapasów by nie przetrwało (TVP Kultura, TVP Historia, TVP Polonia). Zresztą archiwa są wśród widzów popularne - jak bardzo, świadczyć może np. komercyjny sukces stacji Kino Polska, która wykupuje od TVP licencje na nadawanie archiwaliów. Od losów cennych audiowizualnych zbiorów z Woronicza zależy więc przyszłość TVP.
W najbliższych latach te materiały powinny zostać zdigitalizowane, inaczej przepadną, bo większość z nich trzyma się na niszczejących nośnikach analogowych. TVP nie stać na ich systemową cyfryzację. Szacuje się, że uratowanie archiwów - unikalnej dokumentacji ponad półwiecza naszej kultury - wymaga kilkuset milionów złotych, które muszą się znaleźć w budżecie państwa.
Trwa walka o to, kto będzie nimi obracał: Narodowy Instytut Audiowizualny, jak przewidują plany Ministerstwa Kultury i projekt ustawy o dziedzictwie audiowizualnym, czy TVP, jak chcieliby twórcy szykujący nową ustawę medialną?
Archiwum TVP nie należy do TVP Archiwalia przechowywane przez TVP wcale do niej nie należą i nigdy nie należały (nawet te powstałe po 1994 r.) - tylko do Archiwów Państwowych, a ich właścicielem jest skarb państwa. Telewizja Polska jedynie nimi rozporządza. Część zbiorów powstała do 1994 r. - czyli do likwidacji dawnego Radiokomitetu i utworzenia w jego miejsce spółki TVP SA - powinna według prawa zostać przekazana do Archiwów Państwowych, ale tak się nie stało.
Archiwa Państwowe użyczyły TVP tych zbiorów i zobowiązały do zarządzania nimi. Początkowo tylko na dziesięć lat, do 2004 r., ale umowę przedłużono. Jednym z warunków było zobowiązanie TVP do wyodrębnienia z całości zbiorów materiałów archiwalnych przechowywanych wieczyście i sporządzenia ich spisów. Ewa Perłakowska, dyrektor departamentu kształtowania narodowego zasobu archiwalnego w Archiwach Państwowych, twierdzi, że do dzisiaj TVP nie wywiązała się z tego zadania. Ostatecznie cały proces ma być zakończony w 2013 r., do uporządkowania pozostała więcej niż połowa zbiorów.
Inne warunki związane z umową użyczenia archiwów to m.in. zobowiązanie Telewizji Polskiej do przechowywania, ewidencjonowania, zabezpieczania i konserwacji zbiorów na własny koszt, a także - w miarę możliwości finansowych - przenoszenia ich na nośniki cyfrowe. Zdaniem ekspertów TVP przestrzega zasad sztuki archiwizacji i przechowywania materiałów, jednak w ich ratowanie i digitalizację pieniędzy nie inwestuje.
Co kryją lochy Woronicza Nie da się oszacować wartości telewizyjnych archiwów, bo to dobra materialne mające wartość historyczną i będące częścią naszej kultury. TVP posiada 18 archiwów, a największym zbiorem dysponuje archiwum na Woronicza w Warszawie, które funkcjonuje jako Ośrodek Dokumentacji i Zbiorów Programowych gromadzący materiały powstałe od początku istnienia telewizji w Polsce (1952 r.).
Jak twierdzi zastępca dyrektora ośrodka Jan Sałkowski, jest tu ok. 78 tys. pozycji katalogowych zbiorów filmowych (większość na taśmach 16 mm), ok. 280 tys. taśm magnetycznych, a także ok. 4,3 tys. m akt (scenariusze, fotografie, dokumenty finansowe, osobowe itp.). Archiwum filmowe kryje m.in.: filmy fabularne, dokumentalne, seriale, filmy edukacyjne, historyczne, sportowe, programy informacyjne, społeczne i dziecięce oraz kilkuminutowe newsy (tych jest najwięcej). Oczywiście nie ma tu wszystkiego z blisko 60-letniej historii telewizji, bo kiedyś wiele audycji już wyemitowanych kasowano, żeby na taśmie magnetycznej nagrać kolejną rzecz, wiele cennych nagrań zlikwidowano przypadkowo.
Materiały są przechowywane w klimatyzowanych pomieszczeniach, a w magazynach panuje, jak twierdzi TVP, "wyjątkowy porządek". Jednak aby znaleźć w nich wybraną pozycję, trzeba czasem wielu godzin, a bywa, że miesięcy poszukiwań (jak to miało miejsce, gdy Michał Merczyński, dyrektor NInA, poprosił TVP o nagranie jednego z przedstawień teatralnych Krystiana Lupy z 1981 r.). Teoretycznie wszystkie materiały są zarejestrowane w elektronicznej bazie danych, jednak najbardziej skuteczni w znajdowaniu konkretnych taśm są starzy pracownicy archiwum TVP.
Jak twierdzi TVP, w latach 1994-2006 na zarządzanie archiwami, archiwizację i ratowanie materiałów przeznaczyła w sumie 192,5 mln zł, a co roku wydaje na ten cel ok. 15 mln zł.
Komu za ile Każdy materiał archiwalny przechowywany w TVP jest udostępniany (do osobistego użytku) każdemu, kto oficjalnie o to wystąpi do Ośrodka Dokumentacji i Zbiorów Programowych - obowiązują tu takie same zasady, jakie dotyczą wszystkich innych archiwów państwowych. Materiał można obejrzeć na miejscu w telewizji lub dostać w postaci kopii, płacąc za użytkowanie sprzętu lub sporządzenie kopii.
Materiały audiowizualne do publicznej emisji w telewizjach komercyjnych udostępnia się na podstawie umów licencyjnych, których warunki są każdorazowo negocjowane. Inaczej traktowana jest tylko TV Trwam, która - dzięki umowie zawartej w ub. roku między byłym prezesem Piotrem Farfałem a o. Tadeuszem Rydzykiem - płaci Telewizji Polskiej za materiały "o tematyce społecznej" stałą cenę 20 zł za minutę. Jak narzekają stacje komercyjne, dla nich stawki bywają zaporowe - nawet stokrotnie wyższe.
Według Ewy Perłakowskiej z Archiwów Państwowych w razie sporu związanego z udostępnianiem archiwów np. konkurencyjnej telewizji TVP ma obowiązek poddać się mediacji ministra kultury. Dotychczas do tego się nie uciekano, choć powody były, np. w 2008 r., za czasów prezesa Andrzeja Urbańskiego, TVP odmówiła Stołecznej Estradzie udostępnienia i wykorzystania telewizyjnych archiwów dotyczących przyznania Lechowi Wałęsie Nobla - materiały miały zostać pokazane w Polsacie, który transmitował uroczystości z okazji 25-lecia przyznania nagrody Wałęsie.
Kto zrobi z tym porządek? W Ministerstwie Kultury leży niemal gotowy projekt ustawy o Narodowym Instytucie Audiowizualnym (zostanie upubliczniony w ciągu najbliższych tygodni) wzorowanej na rozwiązaniu francuskim. Prawa do telewizyjnych archiwów powstałych przed 1994 r. ustawa powierzyłaby osobnej instytucji - Narodowemu Instytutowi Audiowizualnemu (fizyczne mogłyby pozostać w magazynach TVP).
Według projektu każdy obywatel miałby do archiwów nie tylko Telewizji Polskiej, ale i Polskiego Radia nieograniczony, bezpłatny dostęp. Mógłby je oglądać w internecie, a drobną sumę (np. kilka złotych) musiałby zapłacić tylko, gdyby chciał ściągnąć materiał w wyższej jakości. Podmioty komercyjne korzystałyby z archiwów odpłatnie, ale wszystkie na jednakowych warunkach.
Jak powiedział "Gazecie" Michał Merczyński, dyrektor NInA, z uwagi na dotychczas poniesione koszty TVP miałaby przez kilka czy kilkanaście lat pozycję uprzywilejowaną, choć jeszcze nie sprecyzowano, na czym by ta preferencja polegała. "Podstawowy problem tkwi w tym, że obecnie archiwa nie są systematycznie digitalizowane, bo TVP nie ma na to pieniędzy, tymczasem NInA może te środki znaleźć - mówi Merczyński. - Za 100 mln zł rocznie w ciągu kilku lat udałoby się nam przeprowadzić digitalizację całego centralnego archiwum TVP i jej oddziałów, a także archiwum Polskiego Radia i jego 17 rozgłośni regionalnych. Jeśli tego nie zrobimy - my czy ktokolwiek inny - to w ciągu 20 lat 80 proc. archiwów przechowywanych w wersji analogowej przepadnie".
Skąd NInA wzięłaby te 100 mln zł rocznie? M.in. z powstającego Krajowego Funduszu Cyfrowego oraz z budżetu ministra kultury, który już dzisiaj na digitalizację przeznacza 25 mln zł. "W moim przekonaniu ustawa o NInA dałaby Polsce większe bezpieczeństwo dla tych zbiorów" - podsumowuje Merczyński.
Tymczasem według projektu ustawy medialnej szykowanej przez twórców i organizacje pozarządowe archiwa stałyby się - jak powiedział "Gazecie" jeden z jej autorów, producent Maciej Strzembosz - własnością TVP. Pieniądze na digitalizację zbiorów wydzielałaby Rada Mediów Publicznych z wpływów z powszechnej opłaty audiowizualnej (8 zł miesięcznie od każdego obywatela).
Jeśli ustawa twórców przejdzie przez parlament, powstanie specjalny Portal Mediów Publicznych, gdzie każdy obywatel będzie miał bezpłatny dostęp do wszystkiego, co kryją telewizyjne archiwa - podobnie jak w projekcie ministerialnym. Istotna różnica polega jednak na tym, że projekt twórców gwarantuje TVP przewagę konkurencyjną nad innymi stacjami. Podmioty komercyjne musiałyby bowiem kupować od TVP licencje na nadawanie materiałów audiowizualnych na podobnych zasadach jak to jest obecnie - na podstawie każdorazowo negocjowanych umów.
Karol Jakubowicz, medioznawca: "Pytanie o los archiwów to pytanie o politykę państwa w sprawie mediów publicznych, bo zabranie tym mediom materiałów archiwalnych będzie kolejnym krokiem do ich upadku. Uważam, że archiwa, jakimi rozporządza TVP i PR, powinny zostać przy tych instytucjach, bo to ich dorobek, i od dziesiątków lat inwestowały one w ich utrzymanie. Argument przeciw jest taki, że skoro te materiały zostały wytworzone za pieniądze publiczne, to powinny być własnością publiczną - ale tę funkcję spełniałby portal, gdzie każdy płatnik abonamentu miałby do nich dostęp. Już teraz
Polskie Radio z okazji swojego 85-lecia ma plan uruchomienia 85 kanałów internetowych, które będą się opierały właśnie na starych nagraniach. Archiwa dają TVP i PR zdolność do konkurowania z mediami komercyjnymi, a także możliwość tworzenia oferty programowej, która odzwierciedla historię naszej kultury, co powinno być zadaniem mediów publicznych".
Kto dostanie to, co z 60-letniej historii telewizji publicznej zostało w niej najcenniejszego? Merczyński i Strzembosz twierdzą, że nie ma między nimi sporu, a rozmowy na temat przyszłości archiwum trwają. "Jeżeli społeczny projekt uzyska akceptację, Ministerstwo Kultury cofnie się z ustawą o NInA - powiedział "Gazecie" minister kultury
Bogdan Zdrojewski. - Jeżeli jednak z jakichś powodów tak się nie stanie, ustawa o NInA wkroczy na ścieżkę legislacyjną".