http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jeszcze rok, Krasikov, Sana

Juliusz Kurkiewicz
2010-03-30, ostatnia aktualizacja 2010-03-29 18:07

Wybitny amerykański debiut Ukrainki Sany Krasikov pozwala wyobrazić sobie, jaka przygoda przydarzyłaby się trzem siostrom Czechowa, gdyby udało im się wyjechać

Jeszcze rok

Sana Krasikov

przeł. Michał Kłobukowski

Czarne, Wołowiec

Annie Proulx, Jhumpa Lahiri, Alice Munro - najlepsze opowiadania powstają dziś po drugiej stronie Atlantyku i są pisane przez kobiety. Do tego uznanego grona dołącza Sana Krasikov. Jej zbiór uderza niezwykłym jak na debiutantkę opanowaniem głosu. Całkowity brak efekciarstwa, ekonomiczny, prosty styl, który więcej sugeruje, niż mówi wprost - do takich rezultatów niektórzy pisarze dążą przez całe życie. Aby zdobyć taką świadomość językowych środków, być może - paradoksalnie - trzeba przyjść do języka z zewnątrz.

W literaturze anglosaskiej trwa festiwal prozy multikulturowej, usiłującej wyrazić odrębność życia imigrantów w języku nowej ojczyzny. Piszącej po angielsku Krasikov, jak niewielu pisarzom przed nią, udało się przenieść doświadczenie przybyszów z Europy Wschodniej do kulturalnego mainstreamu. Urodzona na Ukrainie w rodzinie o żydowskich korzeniach, wychowywała się w Gruzji i wraz z rodzicami emigrowała do USA. Pracowała jako kelnerka, sekretarka, reporterka lokalnej gazety. Zdała na prawo (te jej zainteresowania widać w niektórych opowiadaniach), a gdy w jej szufladach zgromadziło się już sporo materiału, wzięła udział w warsztatach pisarskich na Uniwersytecie Iowa. W wywiadach mówiła o paraliżującym strachu, który budziła w niej konieczność pozostawienie 30 kopii własnych opowiadań do lektury innych studentów.

Fabuły opowiadań Krasikov są właściwie szczątkowe, jej bohaterów przyłapujemy w środku ich życia i porzucamy bez ostatecznych rozstrzygnięć. To ludzie w tranzycie - skądś przychodzą i dokądś zmierzają, ale czas przejściowy rozciąga się dla nich do tego stopnia, że wszystko poza nim traci ostre kontury. Ostatecznie nie zamieszkują ani Nowego Jorku (dokąd przybyli) ani byłych republik ZSRR (skąd wyjechali i dokąd, czasem, powracają), bo myślami są zawsze gdzie indziej - właśnie tam, gdzie ich nie ma.

Młoda rozwódka, emigrantka z Gruzji zostaje lokatorką starszego, schorowanego mężczyzny, aby uskładać pieniądze na własne mieszkanie, ale Amerykanin zaczyna czuć do niej coś więcej niż tylko przywiązanie. Matka, która zostawiła swego nastoletniego syna pod opieką siostry, teraz, gdy udaje jej się załatwić nielegalnie jego przyjazd do Stanów, znajduje w nim tylko złość za zbyt długą rozłąkę. Mężczyzna spotyka na przyjęciu córkę swej dawno zmarłej dziewczyny, którą przed laty porzucił dla innej kobiety, bo małżeństwo mogło mu zapewnić zameldowanie w Petersburgu. Żona muzułmanina z Uzbekistanu opuszcza kraj i męża, nie mogąc pogodzić się z tym, że wziął sobie drugą żonę, ale wciąż za nim tęskni. Rosjanka poślubia młodego, prymitywnego Amerykanina - nie wiadomo z miłości czy dla wizy. Żona rosyjskiego naukowca, który nie odnalazł się w Stanach, wraca z nim do Moskwy tylko po to, by przeżyć zdradę i upokorzenie.

Emigracyjna trauma w tych opowiadaniach zostaje pokazana bez histerii, moralizatorstwa i ideologicznych uproszczeń. Owszem, Krasikov pokazuje cichą rozpacz ludzi, którzy w swych ojczyznach byli dobrze wykształceni, a teraz muszą zaczynać od nowa, z najniższego pułapu i bez nadziei na szybki sukces. Portretując swe postacie - najczęściej kobiety, pomoce domowe, opiekunki do dzieci, asystentki medyczne - pokazuje też iluzoryczność zdobyczy państwa opiekuńczego, pozorność równouprawnienia nieobejmujących swym zasięgiem niższych szczebli społecznej drabiny, na których przebywają imigranci.

Jednak ciężar jej opowiadań leży gdzie indziej. Opisując bohaterów, którzy walcząc o lepsze życia, muszą godzić się na moralne dwuznaczności (małżeństwo za wizę, mieszkanie za uczucie), pokazuje moment, gdy rzeczowa "transakcja" wymyka się spod kontroli, ludzie nie są już w stanie rozeznać swoich uczuć, a wymiana zamienia się w uwikłanie. Opisując życie emigrantów, rozprawia się z mitami i stereotypami emigracyjnej wolności - dopiero wyjazd wiąże ich nierozerwalnie z miejscem, które opuszczają. A jednocześnie pokazuje, że postulaty absolutnej wolności są utopią albo maską, a potrzeba uzależnienia - nieodłączną częścią ludzkiej natury.

Nad opowiadaniami Krasikov unosi się duch rosyjskiej prozy psychologicznej: Turgieniewa, Tołstoja i oczywiście Czechowa. Gdy jedna z bohaterek mówi, że czuje się jak kobieta z Turgieniewa, druga ripostuje "miałam ochotę jej powiedzieć, że takie kobiety wcale nie istniały, dopóki Turgieniew nie stworzył ich na papierze. Ale wiedziałam, że dla niej to bez znaczenia: wydawały jej się równie rzeczywiste jak turgieniewowskie bzy, lipy i stawy". Jeśli bez zastrzeżeń wierzymy bohaterom Krasikov, jeśli bez wahania się z nimi utożsamiamy, to dlatego, że pisarka tak dobrze rozumie, na czym polega realizm. To nie budowanie świata idealnie kompletnego, doskonale skatalogowanego, ale gra na wielu poziomach jednocześnie, zaprzęgająca spostrzegawczość, psychologiczną dociekliwość, społeczny krytycyzm. I przede wszystkim sztuka niedomówienia, pustego miejsca, dzięki któremu czytelnik może wejść do środka, przeżywając empatyczne utożsamienie i uznając fikcję za rzeczywistość.

Tytuł tomu "Jeszcze rok" jest właściwie odpowiednikiem zawołania "Do Moskwy, do Moskwy" powtarzanego przez bohaterki Czechowa. Opowiadania Krasikov pozwalają sobie wyobrazić, jaka egzystencjalna przygoda przydarzyłaby trzem siostrom, gdyby rzeczywiście udało im się wyjechać. Postaci Krasikov wstąpiły na wyższy stopień zrozumienia i smutku. Ci, którzy wyjechali do ziemi obiecanej, ale też ci, którzy potem powrócili do domu, doświadczają nie tylko nostalgii za miejscem, gdzie ich nie ma, ale także poczucia, że nigdzie nie jesteśmy tak naprawdę u siebie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':