http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Malarz, który maluje malarzy

Dorota Jarecka
2010-03-29, ostatnia aktualizacja 2010-03-28 19:03

Muzeum Narodowe w Krakowie pokazuje wystawę indywidualną Marcina Maciejowskiego. Te obrazy sprawiają przyjemność, ogląda się je łatwo, trochę też czyta. To przyjemność spektaklu

Marcin Maciejowski
Fot. Bartosz Siedlik / AG
Marcin Maciejowski
Jedna z prac Maciejowskiego, którą można zobaczyć na wystawie w Muzeum Narodowym w Krakowie
Fot. (c)Marcin Gulis
Jedna z prac Maciejowskiego, którą można zobaczyć na wystawie w Muzeum...
Wystawa Marcina Maciejowskiego w Muzeum Narodowym w Krakowie to pierwszy muzealny pokaz tego 35-letniego artysty. A więc ważne wydarzenie - i dla publiczności, i w jego biografii. Subtelna konkurencja z innym popularnym - wciąż mocniej obecnym na świecie Wilhelmem Sasnalem - teraz się trochę wyrównuje. Muzeum zawsze nobilituje. Sasnalowi udało się to wcześniej i nie w Polsce, tylko za granicą, Maciejowski zostaje "umuzealniony" teraz. To jest potwierdzeniem klasy tych malarzy, ale mówi też coś nowego o świecie sztuki - nastawiony jest on na coraz młodszych artystów, a muzea zaczynają funkcjonować podobnie jak galerie - kreują gwiazdy.

Maciejowski ma oko do szczegółu. Potrafi wyłowić charakterystyczną scenkę i tak ją zobrazować, że iskrzy realizmem i dowcipem. "Naprawdę jesteś ze świata sztuki?" - pyta dziewczyna faceta przy barze. To może dziać się w Berlinie, Londynie czy Wiedniu - wszystko jedno. Bo Maciejowski obserwuje tu nowe globalne zjawisko, czyli aurę gwiazdorstwa, która zaczyna się snuć coraz mocniej wokół świata sztuki: artyści stają się celebrytami, otaczają ich fani i fanki, podobnie jak to się od dawna dzieje w muzyce i filmie. Coraz częściej używa się określenia "scena sztuki". Wystawa staje się spektaklem, wernisaż - występem. W jednym z obrazów Maciejowskiego pojawia się motyw wernisażu: mijające się spojrzenia, small-talk, nieobecny wzrok jakiejś kobiety. Zupełnie jakbym tam była. Czuję dyskretny dotyk tego, co realne, i nie ma dla mnie znaczenia, czy ta scenka wcześniej została sfotografowana przez samego malarza, czy została namalowana na podstawie wycinka z kroniki towarzyskiej jakiejś gazety. Zresztą ta właśnie ambiwalencja jest ciekawa: różnica między tym, co widzieliśmy naprawdę, a tym, co zostaje nam pokazane przez media, przecież się zaciera. To współczesne znane większości z nas doświadczenie jest tematem ogromnej części obrazów tego malarza.

Na wystawie pokazano ponad sto obrazów. Skoro malarstwo jest tematyczne i figuralne, nie ma chyba nic złego w tym, by podzielić je na tematy. A rysuje się tutaj kilka interesujących artystę tematów. Po pierwsze, świat prywatny: dziewczyna na krześle i przy kuchennym blacie, scenka z klubu, oblewanie matury. To strefa domu, intymności, najbliższego otoczenia. Drugi temat to społeczeństwo i polityka. To stąd pochodzą wspaniałe, tak typowe dla Maciejowskiego migawki, jak obraz namalowany w stylu tandetnej makatki przedstawiający poprzednią parę prezydencką u Jana Pawła II z podpisem: "Z prezydentem Kwaśniewskim i jego żoną Jolantą". Albo znakomity ksiądz Rydzyk za mównicą z dymkiem: "Przeżyliśmy najazd szwedzki, przeżyliśmy i radziecki. Ale to, co teraz idzie na Polskę, jest jeszcze gorsze. Ten libertynizm". Nie darmo Maciejowski jest rysownikiem felietonistą "Przekroju".

I wreszcie trzeci obszar tematyczny - dla mnie najciekawszy - sztuka. Otóż od pewnego momentu w jego malarstwie zaczyna się pojawiać nowe źródło obrazów - mianowicie albumy o sztuce. Bohaterem obrazu staje się inny malarz. Najlepiej sławny. I najlepiej martwy. Jego ulubione modele - Picasso i Kantor (pojawiają się także Klimt, Schiele, Wyspiański). Częściej to portret takiego malarza niż jego obraz, choć obraz też się zdarza (np. "Tadeusz Kantor przed powstającym obrazem informel"). Coś znów tu iskrzy - ale bardziej pytanie o naturę sukcesu, o tym, czym jest artystyczna charyzma, niż o naturę malarstwa. Te malowane według starych zdjęć scenki i portrety demistyfikują samo malarstwo, pokazują bowiem, że tajemnica tkwi często w czym innym. No cóż, tak wyglądał europejski modernizm: w środku idol, czyli fascynujący mężczyzna alfa. Wokół tłum wyznawców.

Ciekawa jest droga Maciejowskiego. Tak jak inni słynni dzisiaj malarze z Grupy Ładnie, Wilhelm Sasnal i Rafał Bujnowski, zaczął od malowania tego, co obok, od własnego życia. Nowością, jaką wprowadzili, była codzienność i banał, banał, który odświeżył wzniosłe krakowskie malarstwo. Pamiętam wrażenie, jakie wywarły na mnie grafiki Bujnowskiego w jakimś konkursie grafiki studenckiej pod koniec lat 90. Wszyscy starali się coś skreślić egzystencjalnie albo szli w abstrakcję, a on narysował po prostu widelec. Sasnal w tym czasie malował okładki swoich ulubionych CD. Takie też są wczesne obrazy Maciejowskiego - który na niewielkim obrazku namalował własny indeks, na innym okładkę "Anny Kareniny". Potem każdy poszedł w trochę inną stronę, Maciejowski najsilniej z trójki wszedł w dialog ze światem pokazywanym w mediach i już w nim został. Najpierw robił to w stylu makatkowo-plakatowym, teraz w stylu specyficznego fotograficznego realizmu. Jest inny niż tamten z lat 70. Nie udaje spotkania z obiektywną rzeczywistością. To raczej realizm słabej, starej albo amatorskiej fotografii - ukazujący także jej ograniczenia: czerń i biel, płaskość, szarość, deformację.

Te obrazy sprawiają przyjemność, trochę się je ogląda, trochę czyta. Oglądać świat w obrazkach, już gotowy, podzielony na ujęcia jest o wiele łatwiej, niż stykać się z nim naprawdę. Porozumienie z autorem jest tutaj pełne - on wie o tej ludzkiej potrzebie obrazów, czyli o tym, że świat bez swojego odbicia w sztuce byłby nieznośnie jednowymiarowy i nudny. I z powodzeniem, i niebywałą zdolnością dostarcza nam kolejnych odbić. Ta lekkość jest zaletą, ale i problemem tej twórczości. Dokąd artysta dąży? Gdzie się zatrzyma? Czy pozostanie genialnym malarskim felietonistą, czy zdecyduje się na głębszą analizę zjawisk? A może należało inaczej go pokazać? Nie w szerokości i różnorodności wszystkich obejmowanych przez niego tematów - tak jak to się stało w Muzeum Narodowym - ale wybrać to, co dla niego najważniejsze, lub to, co interesuje go ostatnio. Mam przeczucie, że czymś takim jest dla niego sama sztuka i sposób, w jaki funkcjonuje obraz artysty. Cieszę się, że zobaczyłam wiele różnych obrazów Maciejowskiego z różnych kolekcji i różnych okresów, ale mam wrażenie, że można było lepiej wydobyć wyjątkowość tego malarza.

Marcin Maciejowski "Tak jest", kuratorka Goschka Gawlik, Muzeum Narodowe Kraków do 23 maja

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów