http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Witkacego jednak nie ma

Paweł T. Felis
2010-03-25, ostatnia aktualizacja 2010-03-24 19:05

Mistyfikacja
Mistyfikacja

Od jutra w kinach "Mistyfikacja" Jacka Koprowicza. Jaki sens ma ta fantazja na temat powojennego życia Witkacego, skoro Witkacy artysta, Witkacy filozof jest w niej dramatycznie nieobecny? Koprowicz nie pyta o to, co stary, ociężały Witkacy robiłby w świecie, którego przeraźliwie się bał i którym się brzydził, co myślałby o nim i co pisał

Mistyfikacja
Mistyfikacja
"Wpływ kobiet na twórczość Witkacego" - to tytuł pracy magisterskiej, którą chce napisać w "Mistyfikacji" początkujący agent SB Łazowski (Maciej Stuhr) wyrzucony z uczelni w marcu '68. Ale jej nie napisze, bo wchłonie go nałóg śledzenia i przepytywania, świat donosów i potajemnych zdjęć.

Jeśli film Koprowicza traktować jedynie jak błahą zabawę w biografię alternatywną, to rządzi nią prawda teczek, w których - dotyczy to również drugoplanowej tu postaci Jerzego Zawieyskiego - głównie to, co dziś na Pudelku.pl: skandale i skandaliki, kompromitujące fotografie i przechwycone listy, seks, alkohol i dowody kłamstw.

W "Mistyfikacji" Witkacy (ur. 1885) kłamie głównie w sprawie swojej śmierci - wcale nie podciął sobie żył, ale samobójstwo sfingował (faktem jest, że gdy w 1988 r. ekshumowano jego zwłoki, okazały się one prochami 30-letniej Ukrainki). W latach 60. wciąż żyje, ukrywa się w mieszkaniu kochanki Czesławy Oknińskiej (powracająca po latach na duży ekran Ewa Błaszczyk), która próbowała zabić się razem z nim. A czasem wysyła też pocztówki - swoją kochankę sprzed lat (Karolina Gruszka) błaga na przykład: "Zuza, ratuj!". To właśnie dzięki Zuzie, którą w pierwszych scenach filmu Witkacy obłapia, Łazowski trafia na ślad mistyfikacji i zaczyna węszyć.

Otóż Witkacy (Jerzy Stuhr), który ma wówczas mniej więcej osiemdziesiątkę, nosi sztuczną szczękę, taśmowo maluje antydatowane portrety Oknińskiej i pije piwo. Kłóci się z kochanką, czasem krzyczy ("Tylko kurwy dają mężczyźnie wolność!"), dusi w mrówkowcu i potrzebuje podniet - Oknińska przebiera się więc za zakonnicę i w pociągu robi mu dobrze. Coś tam również Witkacy gryzmoli, ale wielkich dzieł nie tworzy - chyba że uznać za takowe ironiczną wyliczankę: "nieszczeryzm, oszukizm, neo-naciągizm, na-dudka-wystrychizm, w-konia-wrobizm". To o komunizmie?

Chyba tak, tyle że Koprowicz - podejmując intrygujący przecież pomysł z alternatywnym, powojennym życiem Witkacego - nie umie go wykorzystać. Nie pyta o to, co stary, ociężały Witkacy robiłby w świecie, którego przeraźliwie się bał i którym się brzydził, co myślałby o nim i co pisał - Witkacy artysta, Witkacy filozof jest w filmie dramatycznie nieobecny. Jerzy Stuhr grać więc może jedynie podstarzałego wujcia, strachliwego nieudacznika przerażonego kobiecością - jego Witkacy to nie człowiek, ale odrzut z historii kultury, co to zamyka się w mieszczańskiej dziupli, chowa w szafie jak dziecko i daje kochance wodzić za nos.

Mam zresztą wrażenie, że "Mistyfikacja" nie mogła się udać, skoro PRL-owska przeszłość jest tu potraktowana tak łatwo. Zawieyski, pisarz (i poseł, który w Sejmie skrytykował Gomułkę za Marzec) - zaszczuty, wyskoczył, a być może został wyrzucony przez okno - pojawia się w filmie chyba po to, by podkreślić, że dla ludzi niepokornych lub żyjących niekonwencjonalnie w komunizmie miejsca nie było. Zawieyski umiera, Witkacy żyje, ale żeby żyć, musi się ukrywać. Czy to nie za proste?

Film Koprowicza łatwo oczywiście przyłapać na faktograficznych nieścisłościach. Łazowski potyka się na balkonie Witkacego o stosy butelek, chociaż być ich tam nie powinno - w końcu codziennie Oknińska zanosi je do baru. Żona Witkacego Jadwiga (Ewa Dałowska) jest zadziwiająco żywotna jak na to, że powinna być schorowaną staruszką. A Oknińska ma kilkupokojowe mieszkanie (miała - i to późno - kawalerkę) i podobnie jak Witkacy jest zaskakująco młoda. Reżyser daje sobie jednak w finale alibi: sugeruje, że powojenne życie Witkacego jest niczym innym jak sennym majakiem.

Fantazja Koprowicza niczemu jednak nie służy, jakby nad naszym kinem wciąż pokutowała bezradność: co zrobić z Witkacym? Ekranizujemy go rzadko i to albo w sposób staroświecki ("W starym dworku, czyli niepodległość trójkątów" Kotkowskiego), albo szaleńczy do granic bełkotu ("Nienasycenie" Grodeckiego). Wyjątkiem jest niedocenione w momencie premiery "Pożegnanie jesieni" Trelińskiego, który odważnie połączył wrażliwość wizjonera z przerażeniem artysty, który wokół widzi rozpad świata. Częściej inspiruje filmowców Witkacowska biografia, która czasem skłania do pomysłów przekornych (awangardowy "Witkacy" Józefa Robakowskiego skupiony wokół motywu lokomotywy), ryzykownej tragifarsy ("Zdziczenie obyczajów pośmiertnych" Konrada Szołajskiego), ale też filmów mocno pretensjonalnych ("Gwiazda Piołun" Henryka Kluby czy "Schodami w górę, schodami w dół" Andrzeja Domalika).

Nie przypadkiem najlepiej sprawdza się Witkacy w teatrze: u Grzegorzewskiego ("Halka Spinoza" o Witkacym reżyserującym filmową wersję opery Moniuszki), Jarockiego ("Staś" i odreagowujące perypetie z ciałem pisarza "Grzebanie"). A "Bzik tropikalny" Grzegorza Jarzyny z Teatru Rozmaitości (pokazywany też w Teatrze Telewizji) to najlepsza gra z Witkacym (i w Witkacego), jaką mieliśmy kiedykolwiek.

Bo Jarzyna czyta Witkacego przez Lyncha i Tarantino, przez współczesny pęd do życia od ekstazy do ekstazy i zbiorową skłonność do halucynacji, kreowania rzeczywistości na niby. Filmowe środki okazują się genialnym kluczem do Witkacego, który kino uważał za ogłupiającą błazenadę, a jednocześnie był bodaj najbardziej filmowym twórcą naszego dwudziestolecia.

W jego powieściach i sztukach krytycy znajdują dowody na fascynację animacją (sam Witkacy uwielbiał ponoć - jak twierdziła jego żona - bajki Disneya) i filmowym montażem, technikę "rozregulowanego obiektywu" i "kamery, która nie trafia w filmowany obiekt, ale filmuje to, co znajduje się nad lub pod nim" (Daniel Gerould). Grał światłem i ruchem, wrzucał do scenografii "aparat kinematograficzny" (w "Szalonej lokomotywie"), a w kinie razem z Antonim Słonimskim podkładał ponoć głosy niemym postaciom. Miał nawet plany aktorskie - o mały włos pojawiłby się w "Mogile zaginionego żołnierza" Ordyńskiego, ale uciekł z planu.

Koprowicza filmowa wyobraźnia Witkacego interesuje jednak najmniej - reżyser zachowuje się trochę jak pracownicy firmy pogrzebowej Charon ze "Zdziczenia obyczajów pośmiertnych", którzy plotkują: "Ten Witkacy to był narkoman, erotoman, a na dodatek pederasta". W tej błazenadzie pełnej prawdziwych lub wymyślonych anegdot (np. opowieść o Brunonie Schulzu, który na urodziny dostał od Witkacego parę prostytutek i przeżył orgazm, gdy zaczęły go tłuc po twarzy) o swoje postaci walczą i Ewa Błaszczyk, i Maciej Stuhr, i Karolina Gruszka czy Ewa Dałkowska, ale jest to walka w z góry przegranej sprawie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':