http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pani Hitler i niemiecka popkultura

Piotr Buras
2010-03-25, ostatnia aktualizacja 2010-03-24 19:03

"Kobiety idą za mną, bo jestem wolny" - tak Hitler wyjaśniał ekstatyczny podziw, jaki budził u większości Niemek. Kim naprawdę była kochanka führera, o której istnieniu Niemcy dowiedzieli się dopiero po ich wspólnym samobójstwie w berlińskim bunkrze?

W pamięci potomnych utrwaliła się ledwie jako "blady cień führera", nieciekawy margines biografii człowieka pozbawionego życia prywatnego. Pierwsza naukowa biografia Evy Braun próbuje ten obraz zrewidować. Po dwóch miesiącach od premiery książka "Eva Braun. Życie z Hitlerem" Heike B. Görtemaker, nieznanej dotąd szerszej publiczności historyczki (rocznik 1964), jest w czołówce niemieckich list bestsellerów, właśnie rozchodzi się czwarty dodruk.

Hitler ukrywał szczegóły swojego życia osobistego w najgłębszej tajemnicy. Znało je zaledwie najściślejsze grono towarzyszy i doradców, które od połowy lat 30. bywało w jego górskiej posiadłości Obersalzberg. O istnieniu partnerki führera Niemcy dowiedzieli się dopiero po ich wspólnym samobójstwie w berlińskim bunkrze 30 kwietnia 1945 r. Na oficjalnym zdjęciu pojawili się wspólnie tylko raz. Ale i na tej fotografii, zrobionej w 1936 r. podczas zimowej olimpiady w Garmisch-Partenkirchen, Braun siedzi w drugim rzędzie, za jego plecami.

Hitler stylizował się na mesjasza, który nie ma "żadnych związków ze światem" i "w całości należy do swojego narodu". To Niemcy miały być jego "narzeczoną", on sam - "mężem" wszystkich niemieckich kobiet i "ojcem" ich dzieci. Nie tylko dlatego, że w nazistowskiej propagandzie wódz musiał mieć nadludzkie oblicze. "Kobiety idą za mną, bo jestem wolny" - wyjaśniał Hitler ekstatyczny podziw, jaki budził u ogromnej części płci niewieściej.

Poznali się w 1929 r. On był liderem pnącej się partii nazistowskiej, ona - 17-letnią laborantką w monachijskim atelier fotograficznym Heinricha Hoffmanna. Hoffmann przez lata służył za nadwornego fotografa Hitlera, był również jego powiernikiem, traktowanym niemal jak rodzina. To właśnie za jego pośrednictwem i na jego nazwisko Hitler kupił w 1935 r. przeznaczone dla swojej kochanki mieszkanie w Monachium.

Młodziutka Braun wpadła Hitlerowi w oko, zaczął zapraszać ją do opery i kina. Już w 1930 r. jego zausznik Martin Bormann otrzymał polecenie, by sprawdzić, czy rodzina Braunów ma nieskazitelnie aryjskie korzenie. Ale ich związek nie przypominał idylli. W 1932 r. Eva próbowała popełnić samobójstwo, strzelając do siebie z pistoletu ojca, trzy lata później zażyła dużą dawkę tabletek nasennych. Görtemaker przypuszcza, że nie chciała się zabić, lecz w desperacki sposób wymusić na spędzającym większość czasu w Berlinie Hitlerze większe zaangażowanie w ich związek. Z powodzeniem. Od 1936 r. była już stałym gościem w górskim azylu Hitlera na Obersalzbergu. W tym samym czasie przeprowadziła się razem z siostrą do własnego domu z ogrodem w luksusowej dzielnicy Monachium.

"Podczas czternastoletniego intymnego związku z Hitlerem ze stojącej na uboczu skromnej drobnomieszczanki Eva Braun stała się kapryśną i bezkompromisową rzeczniczką bezwarunkowej wierności dyktatorowi" - pisze Görtemaker. Z początku otoczenie Hitlera traktowało ją z góry. Ale jej rola stale rosła. Do tego stopnia, że zaniepokojony w 1943 r. sytuacją na froncie Bormann przestrzegał swoją żonę przed szykanami ze strony Braun, gdyby on stracił życie. W Obersalzbergu zaczęła odgrywać rolę pani domu. Hitlerowi potrafiła przerwać w pół zdania, jeśli przy stole zbyt długo rozwodził się na swoje tematy. Jeden z młodych funkcjonariuszy NSDAP wizytujących alpejską rezydencję zaniemówił, widząc, w jaki sposób nieznana mu blondynka odnosi się do dyktatora.

W towarzystwie okazywali sobie uczucia najwyżej przez dyskretne głaskanie dłoni. Jak twierdzi Görtemaker, nic nie wskazuje jednak na to, by ich związek miał platoniczny charakter. Gdy Hitler bywał w swoim mieszkaniu w Monachium, zawsze zjawiała się tam także Braun. Jeśli uczestniczyła w zagranicznych wyjazdach Hitlera, to zawsze kwaterowano ją w osobnym, choć nie mniej luksusowym hotelu. Pozostawała w cieniu, bo była zaprzeczeniem propagowanego przez nazistów obrazu kobiety - realizującej się wyłącznie w roli matki i pani domu. Uwielbiała podróże, kino i drogie ubrania.

Görtemaker uważa, że nawet najwybitniejsi biografowie Hitlera ulegli do pewnego stopnia autokreacji dyktatora. Ian Kershaw czy Joachim Fest przypisywali mu "niezdolność do życia codziennego". W ich oczach pozostał monstrualnym despotą, który kochał tylko władzę, a w życiu osobistym zadowalał się pustymi rytuałami. W opowieści Görtemaker Hitler żyje w małym zaufanym kręgu (do 1941 r. mieszkał głównie w alpejskiej posiadłości Berghof), wydaje pieniądze na codzienne przyjemności i jest lojalny wobec bliskiej mu ewidentnie kobiety.

Celem Görtemaker nie było jednak "uczłowieczenie" zbrodniarza, tylko rozbicie mitu o "głupiej blondynce", stanowiącej jakoby dla niego tylko niewinne tło. W najbliższym otoczenia Hitlera podział na sferę prywatną i polityczną nie istniał. W Obersalzbergu rozmawiało się o wszystkim, a zaufani dyktatora byli świadkami i uczestnikami najważniejszych wydarzeń. Kiedy 23 sierpnia 1939 r. minister spraw zagranicznych Ribbentrop negocjował w Moskwie pakt o nieagresji, Braun sfotografowała napięte w oczekiwaniu na informacje twarze zgromadzonych.

Görtemaker podważa rozpowszechnioną w Niemczech opinię, że kobiety były tylko pasywnymi obserwatorkami narodowego socjalizmu i ponoszą zań mniejszą odpowiedzialność niż mężczyźni. Kochanka Hitlera była aktywnym uczestnikiem nazistowskiej propagandy. Jej zamiłowaniem była fotografia i kręcenie filmów, ulubionym obiektem - sam Hitler. Zdjęcia, na których pozuje on z dziećmi na tle pięknych alpejskich krajobrazów, Braun sprzedawała swojemu dawnemu szefowi Hoffmannowi, który wykorzystywał je na potrzeby propagandowej machiny.

Choć praca Görtemaker zebrała dziesiątki recenzji, w telewizji mówiono o "sensacji", a tygodnik "Stern" poświęcił jej okładkę ("Pakt ze Złem. Nowe spojrzenie na kochankę Hitlera"), słychać też głosy krytyczne. "Zważywszy szczupłość źródeł, napisanie całej książki o Evie Braun jest wyjątkowym dokonaniem" - zauważa z przekąsem krytyk "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Podobnie "Süddeutsche Zeitung": "Czego się nie wie, tego nie można napisać".

Hitler krótko przed śmiercią kazał zniszczyć wszystkie swoje papiery i większość osobistych rzeczy jego wieloletniej towarzyszki życia. Görtemaker zabawiła się w detektywa, próbując ze strzępków dostępnych informacji - czasem o wątpliwej wiarygodności jak zeznania Speera i fragmenty pamiętnika Braun - utkać opowieść o swojej bohaterce. I choć zrobiła to z podziwu godną starannością, naukowymi ambicjami i nie uległa plotkarskim pokusom, to oferuje zazwyczaj interesujące, ale ledwie domysły.

Ogromny sukces książki Görtemaker u czytelników i burzliwa reakcja mediów jest bardziej fenomenem popkultury niż efektem sensacyjnego odkrycia w badaniach nad nazizmem. Im więcej czasu mija od III Rzeszy, tym większym wzięciem cieszą się te książki i filmy, które okres narodowego socjalizmu pokazują "na wyciągnięcie ręki", przez indywidualny los. Tak było z filmem "Upadek" o ostatnich dniach Hitlera, tak wytłumaczyć można powodzenie filmów o wypędzonych i ofiarach nalotów bombowych.

Podczas niedawnego festiwalu filmowego w Berlinie prawa do filmu na podstawie książki Görtemaker wykupił hollywoodzki producent Michael Simon de Normier, znany ze współpracy przy głośnym filmie "Lektor". Sądząc po zainteresowaniu książką, sukces kasowy gwarantowany.

"W miarę postępu badań nad okresem nazistowskim analiza ustępuje inscenizacji ex post, która ma nakarmić wyobraźnię późno urodzonych" - napisał Alexander Cammann w "Die Zeit" w artykule obśmiewającym pomysł ekranizacji biografii Braun. Trudno nie przyznać mu racji, że narodowy socjalizm staje się w Niemczech taką samą częścią kultury popularnej, jaką w Ameryce jest wojna domowa, a w Anglii okres imperium. Ale dopóki nie stępia to świadomości ówczesnego zła, dopóty wywoływać może najwyżej niesmak.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':