http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pedro Páramo, Rulfo, Juan

Tomasz Pindel
2010-03-23, ostatnia aktualizacja 2010-03-22 20:00

W 1955 r., gdy o latynoskim boomie nikomu się jeszcze nie śniło, były pracownik fabryki opon w Guadalajarze ogłosił skromniutką rozmiarowo powieść...

"Pedro Páramo" to jedno z najważniejszych dzieł latynoamerykańskich - a że proza z Ameryki Łacińskiej odegrała w XX-wiecznej literaturze rolę wyjątkową, nie będzie przesady w twierdzeniu, że to jedna z najważniejszych powieści stulecia w ogóle. Czytanie Meksykanina Juana Rulfo (1917-1986) to zatem nadrabianie zaległości w klasyce, ale też po prostu ogromna przyjemność.

Gdy jego powieść się ukazała, do wydania "Stu lat samotności" miało upłynąć jeszcze 12 lat, "Gry w klasy" - osiem, a "Miasta i psów" - siedem. Rulfo, wcześniej znany za sprawą kilkunastu opowiadań publikowanych tu i ówdzie (ostatecznie zebranych w tomie "Równina w płomieniach" w 1953 r.), ogłosił książkę neiźle przyjetą, bo z grubsza pasowała do dominującej wówczas w meksykańskiej prozie tendencji regionalistycznej. Jednak w miarę upływu lat zainteresowanie ową powieścią rosło, sam zaś autor uznany został za twórcę z pierwszej ligi (choć właściwie prawie nic więcej już nie napisał). Dlaczego?

"Pedro Páramo" to kolekcja motywów, które z czasem staną się znakiem firmowym prozy latyno. Wątek lokalny (obraz wsi w stanie Jalisco), motyw dyktatury (na szczeblu lokalnym), rewolucja meksykańska, specyficzne meksykańskie podejście do śmierci, realizm magiczny, symboliczne poszukiwanie tożsamości - wszystko to jest, tyle że inaczej. Przede wszystkim dlatego, że styl Rulfo stanowi kompletne zaprzeczenie latynoskiej "barokowości" i cechuje go kapitalna umiejętność syntezy. Z rewolucją na przykład, której poświęcono setki opasłych tomów, autor rozprawia się na dwóch stronach - zbuntowani chłopi przychodzą do Páramo, by go obalić, a on po krótkiej rozmowie daje im broń, pieniądze i nasyła na swoich przeciwników - ot cała charakterystyka i osąd tego, czym ludowy zryw stał się na meksykańskiej prowincji. Problem autorytarnych rządów także pokazany jest zwięźle, ale w całej wieloznaczności: poznajemy drogę Páramo do pieniędzy i władzy, jego oszustwa, zdrady i rozboje, widzimy, jak uzależnia od siebie innych i paraliżuje próby protestów, ale jednocześnie finał tej historii zaciera nieco czerń i biel politycznego przekazu - bez rzutkiego tyrana cała społeczność, kompletnie pasywna, skazana jest na upadek.

Niezwykła jest także strona formalna powieści. Rulfo zaburza porządek chronologiczny i miesza różne warstwy rzeczywistości - świat żywych i umarłych - przez co czytelnik czuje się mocno zagubiony. I o to chodzi. Nie jest to bowiem eksperyment w rodzaju "patrzcie, jaki ze mnie sprawny warsztatowo pisarz". Dzięki temu zagubieniu czytelnik, chcąc nie chcąc, wchodzi w krąg zupełnie innej mentalności, patrzy na rzeczywistość oczyma meksykańskiego chłopa, dla którego ten i tamten świat są znacznie bliżej siebie. I to właśnie - wbrew temu, do czego przyzwyczaiły nas zastępy naśladowców rozbuchanej wizji Garc~i Márqueza - jest prawdziwy realizm magiczny: literackie wchodzenie w umysł "innego", a nie nadprzyrodzone igraszki na egzotycznym tle.

Pierwsze wydanie ukazało się w 1966 (Książka i Wiedza), drugie, już na fali boomu, w 1975 r. (w serii Wydawnictwa Literackiego). Wznowienie jest istotne, bo Rulfo jakoś u nas nie chwycił i pamiętają o nim tylko nieliczni - niezbadane są ścieżki popularności. Choć jest to ten sam przekład Kaliny Wojciechowskiej, to został on lekko poprawiony, są tu m.in. różne formy zapisywania tekstu: partie zwykłe, pisane kursywą, ale także szarym drukiem mające pomóc w orientacji w różnych poziomach tekstu.

"Pedro Páramo" jest zatem powieścią klasyczną i pionierską (świadczą o tym wypowiedzi wybitnych pisarzy, z których kilka - Garc~i Márqueza i Borgesa - wydawca cytuje na okładce), na wskroś meksykańską, śmiałą w formalnych poszukiwaniach... Oczywiście czytelnik współczesny może mieć wszystkie te argumenty głęboko w nosie, dlatego też powiedzieć trzeba wyraźnie, że to także książka nade wszystko frapująca.

Weźmy pomysł na fabułę - toż to czystej wody horror. Niejaki Juan Preciado wyrusza szukać swego ojca do miasteczka Comala. Osada sprawia wrażenie opustoszałej, a gdy nasz bohater spotyka jakichś ludzi, rychło okazuje się, że nie wszyscy z nich są żywi - dzieje Pedra Páramo i innych mieszkańców Comali relacjonowane są właśnie przez nieboszczyków. Jest to też idealna lektura na nasze czasy - Rulfo, jakby antycypował tezy stawiane przez Itala Calvino dotyczące przyszłości prozy. Jest tu lekkość (pozorna prostota) idąca w parze z wieloznacznością i bogactwem interpretacji, jest szybkość i dokładność.

Jakby się dobrze zastanowić, to jest tu wszystko.

''Pedro Páramo'', Juan Rulfo przeł. Kalina Wojciechowska, Znak, Kraków

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':