Jeden z najgłośniejszych tytułów festiwalu to nagrodzony w San Sebastian i Rotterdamie "Ja też" Antonia Naharri i Alvara Pastora - ubrana w formę komedii romantycznej historia 34-letniego Daniela z zespołem Downa i jego przebojowej koleżanki z pracy Laury. Ona każdy wieczór spędza w klubie, sypia, z kim popadnie, a na co dzień kieruje się zasadą: życie jest podłe, więc bronić się trzeba uśmiechem. On zaczyna pracować w ośrodku pomocy społecznej (jest pierwszym mężczyzną z zespołem Downa, który zdobył wyższe wykształcenie), przez chwilę staje się nawet sławny, ale marzy o kobiecie - na razie wystarczyć mu muszą oglądane co wieczór pornosy.
Bajkowa jest tu przemiana Laury, którą faceci - inaczej niż Daniel - traktują przedmiotowo, ale na drugim planie dzieją się rzeczy ciekawsze. Na kursie tańca ćwiczą dorośli ludzie z zespołem Downa. Pozornie traktowani z szacunkiem, w rzeczywistości z protekcjonalną wyższością - jak wtedy, gdy ćwicząca para upada, zaczyna całować się na podłodze i zostaje skarcona, bo "pewnych rzeczy robić publicznie nie można".
Większość pokazywanych na przeglądzie filmów krąży wokół tematu pokaleczonych rodzin. We "Wstydzie" Davida Planella adoptowany ośmioletni Peruwiańczyk burzy rodzinną sielankę, bo nie jest dzieckiem z podręcznika. W "Ander" Roberto Castóna 40-latek żyje w domu z matką i siostrą jak w klatce, a pierwszy seks z facetem - w łazience, podczas rodzinnego obiadu - budzi w nim wstręt do samego siebie.
Intrygujący jest polski wątek w "Kobiecie bez fortepianu" Javiera Rebollo - zaniedbywana przez męża, żyjąca z wciąż włączonym telewizorem Rosa chce zacząć życie od nowa, wychodzi z domu z walizką i przypadkiem poznaje na stacji kolejowej ekscentrycznego Polaka. Ten jedzie do Katowic, żeby zgłosić się na policję ("w Polsce, jeśli nie płacisz długów, idziesz do więzienia"), mówi dużo, ale też przed kimś się ukrywa. Rosa głównie mu się przygląda, za to z bolesną czułością, jakby ten "szaleniec" (może morderca?) był nagle kimś najbliższym.
Najmocniejszy z tej grupy jest jednak obraz "Trzy dni z rodziną" Mar Coll (
Goya za najlepszy debiut), w którym porozsypywana rodzina spotyka się na pogrzebie dziadka. Każdy ma tu swoje tajemnice: Lea nie mówi, że rzuciła
studia i chce założyć knajpę, jej rodzice nie przyznają się, że od dwóch lat są w separacji. Z rodzinno-pogrzebowych konwenansów wyłamuje się jedynie matka dziewczyny - z pozoru niedojrzała mama hipiska, która "widzi tylko to, co chce". Ale to ona jest w tym towarzystwie najdojrzalsza: nikogo nie obwinia, nie tłumaczy też samej siebie, za to próbuje znaleźć język, dzięki któremu porozumie się z córką, na co jest już chyba za późno.
Tegoroczny, jubileuszowy program festiwalu jest zresztą wyjątkowo bogaty - oprócz nowych fabuł z Hiszpanii oferuje również hiszpańskie koprodukcje (m.in. "Kolej transsyberyjska" Brada Andersona), dokumenty (jak "Ostatni scenariusz. Pamięci Bunuela" - swoista podróż po świecie reżysera, po którym oprowadzają jego przyjaciel Jean-Claude Carriere oraz syn Juan Luis Bunuel) i zestaw dziesięciu najlepszych zdaniem organizatorów filmów ostatniego dziesięciolecia (m.in. "W budowie" José Luisa Guerina i "7 dziewic" Alberta Rodrigueza). Nie zabraknie spotkań i gości - film "Podwójne życie Andresa Rabadana" będzie pretekstem do dyskusji o granicach między rzeczywistością a fikcją, a obraz "S@motni" do rozmowy o socjologicznym fenomenie singli.
Z ciekawostek warto wspomnieć 6-minutowy film "Hejnalista w Krakowie" o dziewczynce wędrującej na wieżę mariacką, a także przegląd wczesnych filmów z udziałem Javiera Bardema. Wśród nich "Szynka, szynka" Bigasa Luny z 1992 r., w którym Bardem bierze udział w castingu na modela kolekcji slipów i na zlecenie uwodzi szykującą się do małżeństwa Penelope Cruz.
Szczegóły festiwalu, który zawita również do Krakowa, Katowic, Łodzi, Poznania i Gdańska, na: www.manana.pl/hiszpanie.