Auschwitz. Co ja tutaj robię?, Mikołaj Grynberg, tekst Anna Sommer i Justyna Sobolewska
fundacja Pauza, Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau Mikołaj Grynberg wydał książkę szczególną. Dziesiątki czarno-białych zdjęć; tam, gdzie pojawiają się ludzie - wszystko rozmyte, celowo nieostre, raczej
gra szarych plam niż wyraźnych konturów. Powód? Więźniów kacetu wiecznie gdzieś gnano, popychano, bito. Świat (wielce prawdopodobne) jawił im się jako coś niewyraźnego, a może - gdzie w pełni czytelne były tylko uczucia: strach, ból, upokorzenie, pogarda, głód.
Są też zdjęcia kolorowe, jak to z kwiatkiem zawieszonym na kolczastych drutach. Grynberg ma rację, gdy mówi, że Auschwitz pełen jest tak malowniczych obrazów, martwych natur godnych obiektywu lub pędzla wielkich malarzy. Lecz ma świadomość, gdzie nas zabiera. To nie atelier wybitnego artysty, lecz najpotworniejszy cmentarz świata. Czy w Auschwitz w ogóle można mówić o malowniczości? Czy sformułowanie "martwa natura" jest tu na miejscu?
Jedna z fotografii szczególnie wciska się w pamięć. To zdjęcie zrobione przez okienko wieży strażniczej. Co na nim widać? Nic. Gdyby człowiek stojący na wieży cokolwiek widział, nie robiłby tego, co robił.
Mam wrażenie, że wszystko to, co oglądamy w albumie Grynberga, przemawia bardziej do serca niż do oczu. Wizyta w Auschwitz, przynajmniej dla mnie, ale też dla autora, jest jak szczególne misterium. Grynberg ma do tego prawo szczególne - Auschwitz to jego historia, choć urodził się grubo po Holocauście. W obozie została część jego rodziny. Fotografuje więc, pamiętając o historii i nazywając wprost własne emocje. Obiektyw nie oddziela go od świata, nie jest narzędziem pozwalającym na zachowanie dystansu. To w jakimś sensie zdjęcia reporterskie, lecz terenem eksploracji nie są tylko baraki obozu, ale przede wszystkim własna psychika, pamięć i myśli. Czasem trzeba coś dopowiedzieć słowem, czasem zdjęcie to o wiele za mało. Bardzo dobrze. Nie istnieje wszak jedna metoda, by objaśnić to, co się działo i dzieje w obozie.
Bo i tekst gra w tym albumie rolę o wiele większą niż proste podpisy pod zdjęciami. To zapis tego, co huczy w ludzkich głowach, gdy dojdzie do nich świadomość zbrodni, króciutkie rozmówki z odwiedzającymi obóz.
- Nie mogę tu myśleć, nic tu nie mogę robić.
- Dlaczego?
- Ciągle płaczę. Boję się, że tak już będzie całe życie. Że nigdy tego nie zapomnę.
Albo: - Przez lata żyłam w obsesji Holocaustu.
- Co to znaczy?
- Rozmyślałam i bałam się.
- A teraz?
- Już nigdy w życiu na nic się nie będę skarżyć.
Albo: - Mam niepełnosprawne dziecko. Cały czas myślę, że nie dałabym się od niego oddzielić. Sama bym je zaniosła do gazu.
Wystarczy.