http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sześć baniek za posła

Jacek Szczerba
2010-03-12, ostatnia aktualizacja 2010-03-12 18:39

"Trick" Jana Hryniaka to próba zrealizowania polskiego thrillera o intrydze precyzyjnej jak szwajcarski zegarek. Średnio udana

W Afganistanie zostaje porwany polski poseł (Henryk Talar), szef komisji rolnictwa. Porywacze żądają sześciu milionów dolarów okupu. Oficjalnie - polskie władze przystępują do negocjacji, nieoficjalnie... wyciągają z więzienia Marka Kowalewskiego (Piotr Adamczyk), mistrza w podrabianiu studolarówek, żeby "wydrukował" im te sześć baniek. Kowalewski i jego pomagier (Łukasz Simlat) są tak dobrzy, że aż chcą ich poznać ludzie z amerykańskich służb, tropiący po całym świecie fałszerzy zielonych. Tuskopodobny premier (Edward Żentara) prowadzenie akcji ratowania posła zleca weteranowi służb (Jerzy Trela), który do bezpośredniego nadzoru nad fałszerzami wyznacza agenta Bukowskiego (Andrzej Chyra)...

Scenariusz "Tricku" napisał Michał J. Zabłocki, znany wcześniej jako kierownik produkcji. Zabłocki pomysł filmu wziął z notatki prasowej z "Wieczoru Wrocławia", z roku 1998, o aresztowaniu genialnych polskich fałszerzy dolarów. Przed pisaniem naoglądał się - jak mówi w wywiadach - głośnych zachodnich filmów tego rodzaju - od "Przekrętu" Guya Ritchiego po fabuły Davida Mameta - po czym założył sobie, że jego "scenariusz będzie rozgrywać się we współczesnej Polsce, intryga ma być oryginalna, a jej rozwój i zwroty akcji w miarę mało przewidywalne".

Może i Zabłocki sporo wie o precyzyjnych thrillerach, ale ta wiedza nie uchroniła go przed popełnieniem paru scenariopisarskich błędów. Owszem, nadał "Trickowi" formę skomplikowanej układanki: sceny są krótkie, przeplatają się w nich różne wątki, w każdej sprawie zamiast pełnej informacji dostajemy ledwie sugestie, a resztę musimy sobie dośpiewać. Tyle że w tym skłanianiu widza, by podczas seansu zastanawiał się, o co naprawdę tu chodzi, brakuje jakiegoś haczyka, na który dałoby się złapać naszą ciekawość. To jest zbyt mgliste, i boję się, że owa mglistość służy jedynie zamaskowaniu niedoboru finezji. Logiczna maestria tego scenariusza wydaje mi się pozorna.

Mózgiem piętrowego przekrętu jest tu Profesor (Marian Dziędziel), kryminalista siedzący razem z Kowalewskim - to on np. wysyła swą córkę dziennikarkę (Agnieszka Warchulska) do niejakiego agenta Sieradzkiego (Robert Więckiewicz). Trudno jednak docenić jego przebiegłość, bo ta jest raczej sugerowana niż przekonująco udowodniona. "Trick" zaskakuje nas ledwie raz, zresztą nie za sprawą Profesora.

Drugi błąd Zabłockiego (a także Hryniaka) polega moim zdaniem na niedoszlifowaniu postaci Kowalewskiego, który jest nie dość wyrazisty. Wygląda to tak, jakby filmowcom wystarczyło to, że Adamczyk, niedawny ekranowy Jan Paweł II, gra u nich przestępcę, i do tego jeszcze kotłuje się nago w łóżku z niejaką Elą (Karolina Gruszka). Nie ma w nim jakiejś budzącej sympatię rysy, lub jakiejś słabości, dzięki której można by go podejść. To, że wygłasza parę fachowych zdań o fałszowaniu forsy, to za mało. Ten defekt widać wyraźnie, gdy porówna się Kowalewskiego z kolegami z celi: napakowany Kosa (Eryk Lubos) jest zabawny, a milczący Szuler (Bartłomiej Topa) robi takie sztuczki prestidigitatorskie, że gasi nimi wszystkich dookoła.

Trzecia słabość to dialogi. Zabłocki nie ma na nie ucha. W filmach takich jak "Trick" powinno być z tuzin odzywek, które powtarza się w emocji po wyjściu z kina. Tu są może trzy niezłe dowcipy, z czego dwa raczej nie pierwszej świeżości.

Na szczęście film Hryniaka ma też i plusy: niezłe tempo, wystylizowane kadry oglądane w kamerze Piotra Śliskowskiego, dynamiczną muzykę Pawła Mykietyna. Product placement jest trochę zbyt natrętny: prawie wszyscy jeżdżą tu jedną marką samochodów. Za to, choć marzeniem bohaterów filmu jest wyjazd na Borneo, jakoś nie oglądamy ich w finale na azjatyckiej plaży. Pewnie zabrakło kasy na takie ujęcie i nie było komu jej "wydrukować".

Co do kasy, to najbardziej podoba mi się to, że jako producent filmowy zadebiutował w "Tricku" Eryk Stępniewski, który kiedyś dorobił się na żyrandolach. Taka zmiana sfery zainteresowań na szlachetniejszą przypomina mi złote czasy Hollywood, gdy filmowymi magnatami stawali się ludzie od złomu, starych szmat i futer.

"Trick", reż. Jan Hryniak, Polska 2010

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Droższe papierosy = mniej palaczy

Podniesienie akcyzy na papierosy zwiększy wpływy do budżetu państwa i uratuje życie 7 proc. Polaków - twierdzi w najnowszym raporcie Światowa Organizacja Zdrowia

Prosty scenariusz z nieoczekiwaną puentą

Fakt, panie władzo, wystąpiłam w filmie porno, w trójkąciku. On jeden i nas dwie. Fakt, dostałam za to 1200 zł, ale liczyłam na dyskrecję! A teraz, fakt, dostałam SMS. Mam zapłacić 500 zł, bo inaczej wpuszczą film do sieci. No jak tak można?!