- Nic nie wskazuje na to, że Dorota Nieznalska miała intencje obrazy uczuć religijnych - uzasadniła wczoraj wyrok sędzia Teresa Bertrand. Jej zdaniem gdański sąd rejonowy, który w ub. roku wydał wyrok uniewinniający, wykazał w postępowaniu dowodowym, że żadna z rzekomo pokrzywdzonych przez Nieznalską osób nie widziała instalacji "Pasja" w całości. - Zobaczyli w telewizji tylko jeden element - krzyż i genitalia. Tymczasem cała instalacja składała się również z filmu, na którym widać mężczyznę ćwiczącego w siłowni. Artystka nie atakowała katolików. Jej praca była pomyślana jako symbol męki mężczyzny - dodała sędzia Bertrand. - Ta sprawa powinna być ostrzeżeniem dla dziennikarzy, bo pokazali tylko fragment pracy. - To, co dziś usłyszałem, przynosi ulgę - powiedział po ogłoszeniu wyroku obrońca artystki, mecenas Wojciech Cieślak. Nieznalska się w sądzie nie pojawiła. Kiedy dowiedziała się od nas o wyroku, powiedziała: - Mam nadzieję, że prokuratura nie wniesie o kasację i po blisko dziesięciu latach będę mogła w końcu zająć się pracą".
Prokurator Zbigniew Owsiany powiedział po wyroku: - Oczywiście, że nie jestem usatysfakcjonowany. Ale sąd jest niezawisły i miał prawo wydać taką decyzję.
Instalację "Pasja" można było oglądać w gdańskiej galerii Wyspa od 14 grudnia 2001 r. do 21 stycznia 2002 r. Już po zamknięciu wystawy dwoje posłów
LPR zobaczyło jej fragment w telewizji
TVN i złożyło w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Po pierwszym procesie Nieznalska została skazana na 120 godzin prac społecznych. Po apelacji obrońcy Sąd Okręgowy w Gdańsku uchylił tamten wyrok. Drugi proces, w którym artystkę uniewinniono, zakończył się w połowie ub. roku.