Gorillaz narodziło się pod koniec lat 90. w mieszkaniu na londyńskiej ulicy Westbourne Grove. Wynajmowali je wspólnie Damon Albarn i Hewlett. - Oglądaliśmy z Damonem Albarnem MTV i nagle zorientowaliśmy się, że ogarnął nas stan kompletnego otępienia - wspomina Jamie Hewlett. - W tym programie nie ma żadnej treści. Wpadliśmy na pomysł założenia zespołu, który byłby komentarzem do tej rzeczywistości.
Albarn był liderem i wokalistą britpopowej grupy
Blur. Ale jego formacja przeszła poważne zmiany. Z bezpretensjonalnego gitarowego zespołu produkującego hit za hitem przeistoczyła się właśnie w awangardową, poszukującą kapelę. - Kultury zaczynają się nawzajem coraz bardziej inspirować - mówił parę lat temu o początkach Gorillaz. - Sztuka, która jest tego efektem, staje się coraz ciekawsza. Dzięki Blur podróżowałem po świecie i słuchałem różnej muzyki. Gorillaz jest odzwierciedleniem tych doświadczeń.
Albarn wniósł do zespołu śmiałą wizję i muzyczny eklektyzm, z którego wynikał między innymi pomysł zapraszania na płyty gości reprezentujących bardzo odległe muzyczne światy. Hewlett był uznanym grafikiem, który zdobył popularność głównie za sprawą bezkompromisowego komiksu "Tank Girl". Wspólnie wymyślili nie tylko zespół, ale i cały otaczający go świat. Napisali nawet manifest grupy. Zmieścił się na kartce papieru, która następnie gdzieś się zapodziała. Dziś nie pamiętają z niego ani jednego zdania. Ale i bez artystycznego credo Gorillaz świetnie sobie poradzili. Czworo "tworzących" zespół rysunkowych muzyków - wokalista 2D, basista Murdoc Niccals, gitarzystka Noodle i perkusista Russel Hobbs - na trwałe wpisało się w ikonografię współczesnej popkultury. Wydany w 2001 roku debiut Gorillaz rozszedł się na całym świecie w nakładzie przekraczającym siedem milionów egzemplarzy. Późniejszy o cztery lata "Demon Days" przebił ten wynik o kolejny milion, a przy okazji zgarnął prestiżową nagrodę Grammy. Zespół to dziś nie tylko obudowany medialnie projekt studyjny. Gorillaz dają regularne koncerty oparte zarówno na granej na żywo muzyce, jak i pełnej multimedialnych bajerów scenicznej oprawie.
Ale sukcesy na listach przebojów nie są według Hewlett największym osiągnięciem grupy. - Dzieciaki wychwytują w naszej twórczości rozmaite kulturowe odniesienia, które przemycamy zarówno w sferze muzycznej, jak i wizualnej. Szukają potem oryginałów, które były dla nas inspiracją. Być może następne pokolenie muzyków i plastyków będzie mogło o sobie powiedzieć: "W wieku 15 lat słuchałem Gorillaz i wiele się dzięki temu nauczyłem".
Gorillaz nie jest pierwszym wirtualnym zespołem w historii. Za pierwowzór wszystkich tego typu przedsięwzięć uznać można wykreowane w 1958 roku przez Rossa Bagdasariana trio Alvin and The Chipmunks. Zespół, w którym "występowały" trzy pręgowce - małe gryzonie z rodziny wiewiórkowatych - zaczynał jako ilustracje na okładkach płyt, gdy zaś trzeba było wystąpić na żywo, kapela (na przykład w słynnym "Ed Sullivan Show") pojawiała się pod postacią trzech kukiełek. Ogromne powodzenie ich występów sprawiło, że już kilka lat później trio pojawiło się w telewizji pod postacią kreskówki. I ma się świetnie do dziś - ostatni jak dotąd pełnometrażowy film o przygodach Alvina i jego kumpli pochodzi z zeszłego roku, a same pręgowce (oraz ich wysoki "śpiew", który parodiowało na swoich płytach wielu uznanych wykonawców od Franka Zappy po Prince'a) stały się częścią amerykańskiej popkultury.
Dziesięć lat po The Chipmunks na ekranach telewizorów pojawili się The Archies - fikcyjna, rysunkowa kapela grająca garażowy pop. Realizowane przez sześć lat telewizyjne show o grupie występujących w zespole przyjaciół (oraz pojawiającym się w charakterze maskotki formacji psie, któremu nadano nieco ludzkich cech) wylansował sporo przebojów. Jeden z nich ("Sugar, Sugar") stał się gigantycznym międzynarodowym hitem oraz symbolem nastoletniego popu z przełomu lat 60. i 70.
Wirtualni muzycy przybierają często bardziej wyrafinowane formy. Tak było w przypadku The Crescendolls, bohaterów pełnometrażowego, animowanego japońskiego musicalu z 2003 roku "Interstella 5555: The 5tory of the 5ecret 5tar 5ystem", w którym za ścieżkę dźwiękową posłużył album "Discovery" francuskiego duetu techno
Daft Punk. Ale są też pomysły irytująco proste. Nikomu nie trzeba chyba przypominać oszałamiających sukcesów, jakie na światowych listach przebojów odnosiła parę lat temu pewna wkurzająca śpiewająca żaba o pseudonimie "Crazy Frog".
Mało który z tych projektów dorównuje jednak złożonością i ambicjami Gorillaz. Z pomysłem Albarna i Hewletta rywalizować może prawdopodobnie tylko heavymetalowa kapela Dethklok, bohater nadawanego od 2006 roku amerykańskiego rysunkowego show "Metalocalypse". Jego twórcy - muzyk Brendon Small oraz autor komediowych skeczy Tommy Blacha - wykreowali cały muzyczny świat. Nazywany zarówno hołdem oddanym subkulturze metalowej, jak i jej bezwzględną parodią serial prezentuje rzeczywistość wywróconą do góry nogami, ale zgodnie z logiką zaczerpniętą z heavymetalowych tekstów i wideoklipów. W utrzymanych w mrocznych barwach epizodach muzycy grupy prowadzą ze sobą absurdalne, pełne przewrotnego humoru dialogi i grają koncerty, wywołując przy tym rozmaite kataklizmy (w jednym z pierwszych odcinków podczas występu w Finlandii nowa piosenka formacji z tekstem zaczerpniętym z lokalnego folkloru budzi uśpionego od wieków trolla, który skutecznie demoluje cały kraj). Gorillaz trzymają się jednak bliżej rzeczywistości.