W biurze obchodów Roku Chopinowskiego mówią mi, że nie ma ujednoliconej centralnie kampanii wizerunkowej i że to jest świadomy krok. Że stawiają na dowolność i różnorodność. Efekt jest jednak taki, że Rok Chopinowski nie kojarzy się z konkretnym plastycznym znakiem, nie ma wpadającego w oko mocnego symbolu. Z masy propozycji, która napłynęła do organizatorów z różnych stron - na zamówienie, z konkursów i ze spontanicznych zgłoszeń - nie chcieli oni albo nie umieli wybrać czegoś naprawdę mocnego.
Co byłoby mocne? Podobał mi się np. plakat wyprodukowany przez Rijksmuseum w Amsterdamie, który reklamował przed czterema laty Rok Rembrandta. Obok reprodukcji rysunku - młodzieńczego autoportretu artysty - była tam komiksowa chmurka, a w niej napis: "400? Moi?" (400 lat? Ja?). Proste i inteligentne, zabawne i metafizyczne - skojarzenie poetyckie i żart. Z Chopinem coś takiego nam się nie udało. Większość tego, co się dzisiaj dzieje wokół Chopina w sferze wizualnej, jest nieciekawa i zachowawcza.
Duża czerwona twarz
Ogromny baner na ścianie jednej z warszawskich kamienic reklamuje "Koncerty urodzinowe" - cykl występów słynnych pianistów w Filharmonii Narodowej. Projekt Darka Komorka na zamówienie Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina jest zaskakujący, bo wykonany w stylistyce konstruktywizmu. Liternictwo jak z plakatów Rodczenki, twarz młodego Fryderyka na czerwonym tle przefiltrowana przez gruby raster, co znów przypomina eksperymenty z lat 60. - Warhola, Cieślewicza.
Gdyby na tym się kończyło, byłoby nieźle, jednak na głowę Chopina nasadzono jeszcze biały kapelusz. Chopin uwspółcześniony? Ale tak jak mógłby to zrobić rysownik w dwudziestoleciu międzywojennym. Chopin ironiczny? Tak, ale na poziomie Filutka. Wolę już Chopina w dresie z konkursu zorganizowanego przez AMS na plakacie Piotra Micherewicza. Przynajmniej ta sama treść podana jest wprost.
Komorek jest dobrym grafikiem, jego okładki płyt do cyklu wydanego przez NIFC Chopina na dawnych instrumentach są znakomite, nawiązują do plakatów jazzowych. Kiedy miał wyjść na ulicę, zabrakło mu chyba odwagi. Jednak plakat Komorka i tak trzyma poziom w porównaniu z większością produkcji plastycznej powstałej z okazji Roku Chopinowskiego.
Na stronie internetowej biura obchodów wita mnie np. Chopin w stylu secesji - wokół profilu kompozytora wiją się uplecione z czarnej wstęgi emblematy: fortepian, wierzba, fiołki, wieczne pióro, klucz wiolinowy, nawet serce. Dlaczego w stylu secesji? Bo tak zaproponował autor projektu Tomasz Kuczma. Jak mówi Małgorzata Błoch-Wiśniewska, dyrektorka biura, secesja jest dziś popularnym trendem w designie. Jednak właśnie dlatego powinno się jej unikać.
Moda na secesję przeszła przez Ikeę kilka lat temu i powinna być raczej sygnałem alarmowym, tym bardziej że nawiązanie do tego stylu w Polsce to także powrót do jednego z najbardziej emblematycznych, ale i problematycznych wizerunków Chopina - pomnika Wacława Szymanowskiego w warszawskich Łazienkach. Patos i sentymentalizm tej rzeźby oraz uświęcenie Chopina w okresie Młodej Polski - to powinna być druga lampka ostrzegawcza. Jeśli do tego wracać, to tylko w cudzysłowie.
Chopin secesyjny to Chopin po pierwsze - galanteryjny, łatwy i lekki, a po drugie - widziany z perspektywy kolan. Pocztówka Andrzeja Pągowskiego, jedna z kilku wypuszczonych przez biuro obchodów Chopin 2010, robi skok do secesji w jeszcze cięższych butach - widać na niej po prostu twarz Chopina z pomnika Szymanowskiego. Głowa odrzucona w charakterystyczny sposób, półprzymknięte powieki - to nie współczesny Chopin, to ożywiona maska. Jakby tego było mało, ozdobiony pięcioliniami i zanurzony w nostalgicznym błękicie.
Jak pokazują wystawy plakatów chopinowskich, bardzo trudno tu wymyślić coś nowego. Chopin z profilu, młody Chopin, pięciolinia, dłoń na klawiaturze, zaschnięte kwiaty, płacząca wierzba - gama pomysłów już wiele razy została odegrana.
Na szczęście biuro wydało też pocztówkę Bartka Materki, na której jest twarz Chopina, ale ułożona z literek, a nie nutek. Wychodzi poza stereotyp - ale wychodzi niedaleko, bo to jest ciągle twarz, piękna, strukrotnie zużyta. Najwybitniejsi - Trepkowski, Tomaszewski oraz Cieślewicz - wiedzieli, że nie można się nią już posługiwać. Współcześni artyści o tym zapomnieli i na tym tracą.
Chopin bez twarzy
Gdzie jest więc nowoczesność? Moim zdaniem w Muzeum Chopina, które - jak mówi jego kuratorka Alicja Knast - świadomie spycha na drugi plan wizerunek Chopina w swojej identyfikacji wizualnej. Scenografia muzeum projektu włoskiego zespołu Migliore + Servetto już była chwalona. Jednak powiedzieć też trzeba o logotypie opracowanym przez zespół Lupi Migliore + Servetto.
Na karcie magnetycznej, którą otrzymuję przy wejściu zamiast biletu, widoczny jest tylko znak "forte". To świetny pomysł - "f" jest zarazem inicjałem artysty, jest piękne, jednak to nie dekoracja, ale czysta forma i funkcja. Barwy identyfikacyjne Muzeum Chopina to kolor rozbielonego barszczu, jasny szafir i jasna, zgniła zieleń, kolorystyczne półtony i ćwierćtony. Ma znaczenie nie tylko to, że są rzadkie, ale i to, czym nie są - otóż nie są biało-czerwone.
To świadome założenie. Nie wynika z tego, że projekt wykonała zagraniczna pracownia, ale z tego, że Włosi otrzymali takie zamówienie. Rozmawiając z Alicją Knast, zdaję sobie sprawę, że większość chopinowskiej propagandy obraca się wokół barw narodowych. I że na tym być może polega błąd logo Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina oraz Roku Chopinowskiego, które są do siebie tak podobne - oba wychodzą od polskiej flagi.
Logo NIFC stworzył w 2001 r. Zygmunt Piotrowski. To polska flaga, która wyrasta z nuty. Teraz do tego logo dodano jeszcze znaczek Roku Chopinowskiego, które też wygląda jak flaga. I tak na oficjalnych drukach mamy logotyp, który składa się z dwóch biało-czerwonych sztandarów. Nie chcę powiedzieć, że Chopin nie był Polakiem, ale czy dwa polskie sztandary to nie jest trochę za dużo jak na jedną, nawet bardzo polską postać?
Graficy nie spełnili nadziei na nową i odkrywczą wizję Chopina. Tylko czy ona w ogóle miała prawo powstać? "Chcemy, by Chopin wędrował po świecie pod flagą biało-czerwoną" - mówił niedawno w Radiu TOK FM minister kultury. "Chopin był - w sensie etnicznym - pół Francuzem, pół Polakiem i pamiętamy o tym oczywiście, ale jego muzyka to muzyka tylko i wyłącznie polska" - podkreślał prezydent podczas otwarcia Muzeum Chopina. Brzmi to tak, jakbyśmy wczoraj odzyskali niepodległość i jakby istniało rzeczywiste zagrożenie, że ktoś Chopina będzie chciał nam zabrać.
Trudno się dziwić, że sfera wizualna też jest przesycona narodową retoryką, graficy nie są przecież na zewnętrzne naciski impregnowani. Dziwne - na plakacie z okazji Roku Rembrandta nie było holenderskiej flagi, a jednak Rembrandt nie przestał być przez to najsławniejszym Holendrem.
Rok Chopinowski zaczął się w styczniu. Jak słyszę w biurze obchodów, wciąż planuje się nowe kampanie, "buduje się markę", organizuje nowe konkursy plastyczne. Podobno najlepsze zobaczymy potem. Myślę, że ten niepokój, te ciągłe poszukiwania mogą właśnie wynikać z poczucia - może nieuświadomionego - że to ciągle nie jest "to".
Kult obrazów
Czy "to" znajdziemy? Do końca roku zostało jeszcze kilka miesięcy. Jednak mam ledwie słabą nadzieję. Znalezienie nowego pomysłu na Chopina wymagałoby nowego spojrzenia. Znamienne, że o wiele ciekawszą oprawę wizualną (w tym roku plakat Marcina Maciejowskiego, w 2007 r. Wilhelma Sasnala) ma np. Festiwal Beethovena. Do Chopina wciąż nie mamy dystansu, jak do własnej rodziny. Zarzuceni jego wizerunkami, sami nie zdajemy sobie sprawy, że wciąż jesteśmy w samym środku jego kultu. Nikt nie czuje inflacji jego wizerunków, bo każdy jest jakoś magiczny. Nie chodzi przecież o obraz, ale o kontakt z uwielbianą twarzą, jak w sztuce religijnej.
Kult sprzyja powielaniu, a nie przełamywaniu stereotypów: wizerunków osoby świętej musi być dużo, mogą być słabej jakości i bardzo do siebie podobne. Ciekawe, że żadna z prac plastycznych zamówionych z okazji Roku Chopina do tego problemu się nie odnosi. Jego świadomość wykazało Muzeum Chopina oraz młodzi autorzy chopinowskich gadżetów takich jak Szopieżwał, czyli figurka złożona z Chopina, Papieża i z Wałęsy, którą wymyślili Michał Jońca i Sebastian Bałut. Pozostali jakby nie rozumieli powagi sprawy. I nasycają wizerunkiem Chopina polski świat wyobrażeń narodowych, już nim do samych głębin nasycony.
Źródło: Gazeta Wyborcza