http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy dziennikarze "Trójki" zastrajkują?

Donata Subbotko
2010-03-08, ostatnia aktualizacja 2010-03-08 15:51

We wtorek zaczynają się rozmowy zarządu Polskiego Radia ze Związkiem Zawodowym Pracowników i Dziennikarzy Trójki, który domaga się m.in. odwołania dyr. Jacka Sobali. Jeśli nie - będzie strajk

Wojciech Mann Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta
Wojciech Mann Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta
Wojciech Mann Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta
Magdalena Jethon
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Magdalena Jethon
Jan Chojnacki
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Jan Chojnacki
Jan
Jan "Ptaszyn" Wróblewski
Wojciech Waglewski
Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Wojciech Waglewski
SONDAŻ
Czy dziennikarze radiowej ''Trójki'' powinni zastrajkować?

Tak
Nie
Nie mam zdania

Pod koniec grudnia zarząd publicznego radia zdymisjonował dyrektor Magdę Jethon, a na nowego szefa powołał kojarzonego z PiS Jacka Sobalę. Wywołało to bunt dziennikarzy Trójki, którzy oświadczyli, że niepokoją ich "niejasne intencje władz radia co do profilu programowego ich stacji". Zaprotestowali też przeciwko zatrudnieniu dziennikarza "Polski" Michała Karnowskiego, który - decyzją Sobali - prowadzi aż trzy programy w porannym paśmie Trójki: "Salon Polityczny", przegląd prasy i rozmowy z komentatorami. Radiowcy nie godzą się na upartyjnienie stacji i dominację publicystyki politycznej na antenie. Bo Sobala stworzył nowe pasmo publicystyczne - "Trójka po trzeciej" - które prowadzą m.in. Tomasz Sakiewicz (naczelny "Gazety Polskiej"), Stanisław Janecki (były naczelny tygodnika "Wprost"), a także na zmianę publicyści "Rzeczpospolitej": Bronisław Wildstein, Marek Magierowski i Rafał Ziemkiewicz. Związek zawodowy Trójki domaga się od zarządu Polskiego Radia m.in. odwołania Sobali.

Dla "Gazety"

Wojciech Mann dziennikarz muzyczny, z Trójką związany od ponad 30 lat, prowadził m.in. audycje "Radiomann", "W tonacji Trójki", "Manniak niedzielny", "Tanie granie", "Nie tylko dla orłów". Obecnie - piątkowe poranne "Zapraszamy do Trójki", "Manniak po ciemku", "Piosenki bez granic":

Mimo prób ściągnięcia jej z kursu, Trójka powinna konsekwentnie trzymać się stanu równowagi między komercyjnym ćwierkaniem a stematyzowaniem - obojętnie, czy to chodziłoby o radio polityczne, czy takie poświęcone życiu małych robaczków. Choć rozwija się teraz wiele wyspecjalizowanych stacji, to Trójka tradycyjnie próbuje być "wszystkoistyczna". I jeśli zrobimy przegięcie w stronę grania "hopsasa", to Trójka straci swoją osobowość. Podobnie jeśli to będzie przegięcie w stronę najciekawszego nawet opowiadania, jak to dana partia wytyczna nam świetliste szlaki - wtedy Trójka przestanie być Trójką. Poza tym myślę, że słuchacze chcą takiego radia, które bez względu na system polityczny, okoliczności gospodarcze i położenie geograficzne, da im odpoczynek. A Trójka robi to w sposób kulturalny, dobrym językiem i za pomocą ludzi, którzy myślą - a nie takich, którzy mówią, że dzisiaj prezes znowu coś słusznie powiedział.

Jerzy Sosnowski pisarz i dziennikarz, w Trójce od 9 lat, ostatnio prowadził audycję "Trójkowy Znak Jakości", teraz odsunięty z anteny przez dyr. J. Sobalę za wypowiedzi o konflikcie w stacji, przew. zarządu związków zawodowych Programu III:

Należę do pokolenia, które wychowało się muzycznie na Trójce: na audycjach "Minimax", "Muzyczna poczta UKF", "Mój magnetofon". Ale też na nadawanych w Trójce audycjach o teatrze, na " 60 minut na godzinę", na specyficznym stylu popołudniowego "Zapraszamy do Trójki". Miałem to szczęście, że w 2001 r. znalazłem się w grupie Trójkowych publicystów. Staraliśmy się proponować dyskusje, przypominające profilem śp. tygodniki społeczno-kulturalne. Pokazywać miejsca sporne, nie narzucać własnego zdania. W czasach, kiedy dyskusja ideowa nabiera zaraz charakteru politycznej wojny, zdaje się nam, że wartością jest zachowanie miejsca, w którym można wymienić się myślami bez agresji.

Umowa jaka - wszystko na to wskazuje - została zawarta między SLD a PiS, zakładała przejęcie tej stacji przez ludzi, którzy nie rozumieją ani autonomii mediów publicznych, ani tego pomysłu na miejsce spokojnej rozmowy. Czy realny jest strajk na antenie? To ostateczność. Kilka dni temu na postulaty Związku Zawodowego skupiającego większość zespołu Trójki Zarząd Polskiego Radia odpowiedział zaproszeniem do rozmów. Mamy nadzieję, że ludzie, którzy stanęli na czele tej instytucji, zaczynają rozumieć, że nie sposób robić radia przeciwko dziennikarzom, którzy temu radiu się poświęcili. Tymczasem obserwując działania dyr. Sobali, przypomniałem sobie anegdotę o generale Napoleona, który bodaj po kolejnej pacyfikacji jakiejś hiszpańskiej wioski miał powiedzieć do Cesarza: "Bagnety są bardzo dobre, sire, mają tylko jedną wadę: nie można na nich siedzieć".

Magda Jethon dziennikarka, od ponad 30 lat związana z Trójką, autorka wielu audycji, m.in. "Pani Magdo, pani pierwszej to powiem", od lutego do grudnia 2009 była jej dyrektorem, zastąpiona przez Jacka Sobalę:

Kiedy w latach 70. zaczynałam swoją przygodę na Myśliwieckiej, Trójka była radiem artystycznym. To było jedyne miejsce w Polsce, gdzie można było spotkać tak wielu twórców. Poznałam tu Jonasza Koftę, Adama Kreczmara, Maćka Zembatego, Jacka Janczarskiego, Jurka Markuszewskiego, Witolda Pogranicznego czy Piotra Kaczkowskiego. To zawsze było radio niepokorne. Prawie bez polityki. Obecna bywała przewrotnie, bo w audycjach rozrywkowych. Może i z tego powodu (poza "szerzeniem" muzyki anglosaskiej) mówiło się, że Trójka jest dla władz wentylem bezpieczeństwa. Najwyższej próby muzyka, literatura i rozrywka pojawiające się na naszej antenie spowodowały, że dziś prawie każdy polski inteligent twierdzi, że gust ukształtowała mu właśnie Trójka. Dla mnie, jak i dla wielu dziennikarzy, Trójka to miejsce wyjątkowe. Nie tylko dlatego, że ciągle skupia wiele osobowości, ale dlatego, że w atmosferze jej zespołu chce się żyć i pracować. Można tu spotkać ludzi, którzy od lat pracują na wizerunek naszego radia: Wojtka Manna, Janka Chojnackiego, Artura Andrusa czy Jurka Sosnowskiego. Piotr Kaczkowski do dziś wchodząc na Myśliwiecką mówi "dzień dobry domku". Wprowadzanie do radia z takimi tradycjami dziennikarzy politycznych (niezależnie jakich poglądów), nie mających pojęcia o tym, że w Trójce pracuje się z miłości do niej - musi skończyć się katastrofą. Czy będziemy strajkować? Wierzę, że rozpoczynające się jutro rozmowy Zarządu PR ze Związkiem Zawodowym Pracowników i Dziennikarzy Trójki, rozwiążą obecny konflikt.

Jan Chojnacki dziennikarz muzyczny, popularyzator bluesa, w Trójce od 35 lat, obecnie prowadzi audycję "Bielszy Odcień Bluesa":

Jest jakieś urządzenie, które działa doskonale - w przekonaniu tych, którzy operują tym urządzeniem i tych, którzy z niego korzystają. A nagle przychodzi ktoś, kto mówi, że jest od jednych i drugich mądrzejszy - a jednocześnie nie ma żadnego dokonania, które by to uwiarygodniało. To tak, jakby szefem Muzeum Narodowego został gość, który się zajmował dystrybucją flaneli i on nam tutaj pokaże. Tak wygląda sytuacja Trójki w kategoriach zdroworozsądkowych. A w kategoriach politycznych: atutem Trójki było to, że i w czasie czerwonych, i po rewolucji, udawało nam się utrzymać polityczną równowagę, nigdy nie było przechyłu. Nawet kiedy tym radiem kierował SLD-owiec - Witold Laskowski - to owszem, on majstrował, ale przy zmianie tego radia w maszynkę do robienia pieniędzy, poza tym nie czuło się, że stoi za nim wielki brat, który mówi, jaki ma być polityczny przekaz Trójki. A teraz coś takiego widzę - i mnie krew zalewa.

Artur Andrus artysta kabaretowy, dziennikarz, w Trójce od 1994 r., prowadzi "Powtórkę z rozrywki":

Trójka zawsze miała swój oryginalny charakter, opierała się na osobowościach i nie powinna stać się teraz radiem bez osobowości. Zachowywała też równowagę między polityką, kulturą, rozrywką, muzyką itd. i niedobrze by było, gdyby miała przechył w którąś z tych stron. Był już taki moment w historii Trojki, kiedy próbowano wyrzucić z niej słowo, a zostawić samą muzykę - i to nie był dobry czas. Gdyby teraz na odwrót Trójką stała się radiem publicystyki politycznej - bez względu na to, czy byłaby to publicystyka sympatyków lewicy, prawicy czy środka - to także mogłoby być dla niej niebezpieczne. Poza tym nie uważam, że ludzie mają za mało polityki w mediach i że marzą sobie, by przez parę godzin dziennie słuchać polityków. Mam nadzieję, że w Trójce do czegoś takiego nie dojdzie.

Beata Michniewicz dziennikarka, w Trójce od 1983 r., prowadzi programy z udziałem polityków, obecnie "Śniadanie w Trójce" i "Puls Trójki", pomysłodawczyni plebiscytu "Srebrne usta":

Trójka była i być powinna radiem otwartym na różne poglądy polityczne, różne nurty sztuki, literatury, kultury oraz (dla wielu pewnie przede wszystkim) - muzyki. Trójka powinna unikać jak ognia tzw. politycznej poprawności. Tutaj zawsze najważniejszy był tzw. "trójkowy styl", czyli spojrzenie na sprawy z należnym dystansem i nutką ironii, unikanie sztampy, subtelna prowokacja. Tak było jeszcze w końcu lat 90. W kolejnej dekadzie w wyniku "naturalnej wymiany" dziennikarzy oraz po zmianach kierownictwa, a zatem i koncepcji stacji, trochę ten "trójkowy styl" zanikł. Dzisiaj niektórzy nie mają pojęcia, co to jest. Szkoda.

Barbara Marcinik dziennikarka, w Trójce od 25 lat, zajmuje się kulturą, obecnie prowadzi "Magazyn Bardzo Kulturalny" i "Trójkę Pod Księżycem", a także odpowiada m.in. za dobór powieści czytanych na antenie:

"Złe wypowiadanie się o spółce" jest zabronione, ale my dbamy o dobre imię Trójki i ostatnią rzeczą, jaką chcemy robić, jest szkodzenie jej. Bo Trójka to nasz dom - choć brzmi to patetycznie. My o niej myślimy. Ja - w dzień i w nocy od 1985 r. Nigdy polityczne w nic się nie angażowałam, teraz po raz pierwszy włączyłam się w zbiorową akcję. Co się stało? Dlaczego tak się zachowujemy? Po 89 r., kiedy odetchnęliśmy wolnym powietrzem, pomyślałam, że polityka już nie będzie nas dotyczyć, że trzeba dbać tylko o to, by robić dobre audycje. My na Myśliwieckiej jesteśmy mocno ze sobą związani, często w relacji uczeń-mistrz. Bywało, że nasi mistrzowie zostawali dyrektorami: kiedyś Grześ Miecugow i Piotrek Kaczkowski, niedawno Magda Jethon. Wszyscy musieli się z tym stanowiskiem pożegnać - dlaczego? Dlaczego ktoś, kto tak dużo wie o tym programie, komu ufamy, nie może nami dowodzić? Do tego, co na co dzień robimy i co się z Trójką dzieje, podchodzimy emocjonalnie, ale to wpływa potem na to, co jest na antenie. Na tym polega nasza inność. Z dziesięciolecia na dziesięciolecie przekazujemy sobie to, co jest "logotypem Trójki". Ci, którzy tu przychodzą i zostają na lata, stają się częścią tego gatunku trójkowego. Ale niektórzy, wchodząc tutaj, nie są w stanie się do tego dostosować. Próbują rozbić to, co jest rodzajem rodziny.

Jan Ptaszyn Wróblewski jazzman, od 1970 r. prowadzi w Trójce programy autorskie, obecnie "Trzy kwadranse jazzu":

Ostatnio było w Trójce tyle zmian, że przestałem się interesować tą całą polityką. Uważam, że radio to nie jest narzędzie polityczne, a jego upolitycznianie jest szkodliwe. Radio powinno służyć innym celom. Może mieć audycje informacyjne, publicystyczne, ale w miarę neutralne, one nie mogą być przedmiotem zawłaszczeniowych wojen. Trójka zawsze stawiała na sprawy intelektualne. Byłoby dobrze, gdyby tak pozostało. Bo nawet w czasach ciężkiej komuny to było jednak troszkę inne radio. Nadmiar polityki - wszędzie, gdziekolwiek się zajrzy, cokolwiek się otworzy - doprowadza mnie już do szewskiej pasji.

Wojciech Waglewski muzyk, w Trójce prowadzi z synem Fiszem audycję "Magiel Wagli":

Trójka to podstawa mojego estetycznego wyrastania - Piotrek Kaczkowski wprowadzał mnie w arkana sztuki rockowej, a Jan Ptaszyn Wróblewski - jazzowej. Mój ojciec całe lata pracował w Trójce, a teraz ja prowadzę tam audycję razem z synem. To dla mnie ważny program. Miał różne okresy, ale zawsze był odporny na polityczne sugestie. Dzisiaj jest w rękach polityków - ja współpracuję z Trójką półtora roku, a w tym czasie nastał w niej już trzeci dyrektor! Stacja została przekazana pewnej opcji politycznej, która chce wykonywać w niej swoją misję propagandową, niezależne od tego, co się słuchaczom podoba, a co nie. Żyjemy w błogim okresie, kiedy telewizje zaczynają przebudowywać ramówki, bo publiczność jest znudzona polityką - a w Trójce jest odwrotnie. Jeśli ten pręgierz polityki zacznie być nieznośny, jeśli z Trójki znikną osoby, które są jej twarzą, to my z synem też się zwiniemy. To jest w dużej mierze związane z decyzją Wojtka Manna - czy zostanie, czy nie, bo dla mnie bez Wojtka Trójki nie ma. Na razie uprawiamy swoje poletko i czekamy, ale atmosfera nie wróży niczego dobrego.

Grzegorz Wasowski dziennikarz muzyczny i satyryk, z Trójką związany od 1971 do 2009 r, prowadził m.in. "Nie tylko dla orłów", "Lista przebojów dla oldboyów", "Garkuchnia", "Tanie granie", "Na-na-na - nastrój na nastrój", "Akademia muzyczna Trójki", tworzył też trójkowe dżingle, m.in. "Zapraszamy do reklamy":

Nie słucham Trójki i nie interesuję się już od roku jej sytuacją. Nie czuję z nią żadnych związków, mimo że spędziłem w niej 38 lat. Przykro mi to mówić, ale straciłem serce do ludzi tam pracujących. Natomiast co do słuchaczy, to (o ile za mną tęsknią) mam nadzieję, iż wiedzą, gdzie mnie mogą znaleźć.

Monika Olejnik dziennikarka, z Trójką związana w latach 1982-2000, gdzie prowadziła m.in. "Salon polityczny Trójki":

W Trójce zawsze spotykali się ludzie, którzy kochają radio, fantastyczne osobowości: Małgorzata Pęcińska od muzyki poważnej, Jurek Kordowicz od muzyki elektronicznej, Barbara Podmiotko od muzyki francuskiej. W czasach komuny można tu było posłuchać rocka i jazzu, było wiele świetnych audycji, jak popołudniowe "Zapraszamy do Trójki" czy kabaretowe "Nie tylko dla orłów" Wasowskiego i Manna. W tych najnowszych czasach pierwszą osobą, która chciała zniszczyć Trójkę, był wiceprezes Eugeniusz Smolar - nie lubił Trójki i chciał nas skomercjalizować. I nie lubił naszej niezależności, którą udawało nam się utrzymać, bo nawet w komunie nie byliśmy reżimowym radiem. Trójce nigdy nie łamano kręgosłupa. Zaczęto to robić ostatnio - czego przykładem jest pan Sobala. Ale Trójka to nie jest miejsce dla człowieka, który chce zarządzać odgórnie, kto ma występować na antenie i który nie rozumie, że to radio nigdy nie będzie partyjniackie i jego koledzy nie będą mogli tam się szarogęsić. Nie wiem, jakim Sobala jest aktorem, wiem, że ma pseudonim Statysta. Teraz chyba sobie wymyślił, że będzie dyrektorem Trójki - lecz to najgorsza rola w jego życiu.

Grzegorz Miecugow dziennikarz, z Trójką związany od 1987 r. do 2001 r., kiedyś szef "Zapraszamy do Trójki", pierwszy dyr. Programu III w nowej Polsce - w latach 1991/92:

Źle się dzieje z Trójką. Toczy się tam wewnętrzna walka, założono związek zawodowy po to, by bronić się przed decyzjami, które są nie merytoryczne, a polityczne - bo widać, że dyrektor jest z nadania. Owszem, zawsze był z nadania. Jak ja byłem dyrektorem, też stał za tym nowy prezes - tylko że za każdym razem starano się zachować jakieś pozory. Dzisiaj nawet pozory przestały być istotne. Jak odwoływano Krzysztofa Skowrońskiego, mówiono o zarzutach finansowych, powoływano się jeszcze na powody merytoryczne, a jak odwoływano Magdę Jethon - nie stawiano jej żadnych zarzutów, tylko powiedziano: to radio jest nasze. Oni się wszyscy strasznie mylą - celowo mówię "oni", jak Teresa Torańska - oni, czyli politycy. Traktują Trójkę jak kolejny barak, który dostali i teraz będą nim zarządzać. A to nie jest barak. To radio, które dba o pewien rodzaj odbiorcy i które potrafi się czasem skrzyknąć, zaprotestować - żadne radio tego nigdy nie potrafiło! Trójka ma swoją tradycję, wychowało się na niej większość dzisiejszych 40-, 50-latków. Słuchacze mają do niej nie tylko sentyment, ale i oczekiwania - a obawiam się, że obecnej dyrekcji Trojki to kompletnie wisi.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 123 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    233 głosy

Ostatni akt ACTA

Po zapowiedzi manifestacji w 60 miastach Niemiec w piątek gruchnęła nieoficjalna wiadomość, że niemiecki rząd zrezygnował z podpisania ACTA!

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy