W trwającej od tygodnia debacie na temat książki Artura Domosławskiego "Kapuściński non-fiction" padają różne opinie i domniemania dotyczące przyczyn, dla których wydawnictwo Znak zrezygnowało z publikacji tej książki. Otóż jako prezes Znaku pragnę z całym naciskiem oświadczyć, że dwa były zasadnicze powody naszej rezygnacji.
Pierwszy z nich sprowadza się do nadużywania przez Artura Domosławskiego "hermeneutyki podejrzeń" w stosunku do swego bohatera. Inaczej mówiąc, interpretując zachowania Kapuścińskiego, autor co rusz dopatruje się w nich ukrytych słabości: lękliwości, oportunizmu, nadmiernej żądzy sławy itp. Tymczasem naszym zdaniem należałoby przynajmniej, gwoli obiektywizmu, równocześnie przedstawić narzucające się w wielu przypadkach wyjaśnienia bardziej dla Kapuścińskiego życzliwe.
Po wtóre zaś, autor zupełnie niepotrzebnie krzywdzi i rani kilkoma fragmentami swego tekstu wdowę i córkę pisarza, podczas gdy kwestie intymne można było potraktować znacznie bardziej dyskretnie. Żałuję, że w tych sprawach nie udało nam się dojść z autorem do porozumienia.
Wszelkie natomiast domysły padające w mediach, jakobyśmy zrezygnowali z wydania tej książki, nie chcąc stracić szansy na prawa do przyszłych wydań książek Kapuścińskiego, są całkowicie bezpodstawne i nie mogę ich traktować inaczej jak insynuację. Jeśli myślałem, rozwiązując polubownie umowę z Arturem Domosławskim, o jakichś korzyściach finansowych dla Znaku, to były to jedynie utracone korzyści ze sprzedaży jego książki, co do której nie wątpiłem, że będzie bestsellerem.
Źródło: Gazeta Wyborcza