http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zakazane piosenki

Roman Pawłowski
2010-03-03, ostatnia aktualizacja 2010-03-03 17:21

W środę 3 marca był międzynarodowy Dzień Wolności Muzyki - ogłoszony przez międzynarodową organizację Freemuse walczącą z cenzurą w muzyce

ZOBACZ TAKŻE
Czy piosenka może obalić rząd? Wydawałoby się, że czasy, kiedy muzyka wywoływała bunty i rewolucje, należą do przeszłości. Są jednak wciąż kraje, w których muzycy są prześladowani na równi z działaczami opozycji. W minionym roku Freemuse - pozarządowa organizacja z siedzibą w Kopenhadze, która broni wolności ekspresji w muzyce - zarejestrowała blisko sto przypadków prześladowań i cenzurowania muzyków na całym świecie. Na liście ocenzurowanych kompozytorów i wykonawców jest ponad 230 nazwisk twórców z całego świata.

Ofiarą cenzury padają wszystkie gatunki muzyczne, od muzyki poważnej, przez rocka i heavy metal, po tradycyjne pieśni. Podłoże prześladowania muzyki jest różne. Niektóre utwory usuwane są pod pretekstem ochrony publicznej moralności lub narodowej kultury jak w Chinach czy Kambodży. W dyktaturach takich jak Kuba czy niektóre kraje afrykańskie chodzi o tłumienie krytyki władzy. Cenzurze podawana jest także muzyka, kojarzona z ruchami separatystycznymi i niepodległościowymi: Kurdów w Turcji i Syrii, Basków w Hiszpanii, Palestyńczyków w Izraelu.

Dawaj tę gitarę!

Z raportów Freemuse wynika, że najtrudniejsza sytuacja panuje w krajach islamskich, gdzie cenzura ma podłoże religijne. W Iranie kobiety mogą śpiewać jedynie przed publicznością kobiecą, występy przed mieszaną widownią są zakazane. Na cenzurowanym jest zachodni pop, zwłaszcza heavy metal kojarzony z satanizmem. W 2008 roku policja podczas nalotu na nielegalny koncert aresztowała 230 "satanistów", których oskarżono o noszenie stroju i zachowanie się sprzeczne z prawem islamskim.

Jakiekolwiek nawiązanie do Koranu czy religii w muzyce popularnej grozi w Iranie poważnymi konsekwencjami. W ubiegłym roku pieśniarz Mohsen Namjoo, nazywany irańskim Bobem Dylanem, został zaocznie skazany na pięć lat więzienia za "obraźliwe i szydercze wykonywanie wersów z Koranu z towarzyszeniem muzyki". Kary uniknął, bo mieszka w Wiedniu. Sprawę wytoczono z oskarżenia islamskiego duchownego, który znalazł nagrania Namjoo w internecie.



Święta wojna z muzyką trwa w północno-zachodnim Pakistanie, w dolinie Swat kontrolowanej przez talibów. Lokalny przywódca radykalnego odłamu islamu ogłosił w 2007 roku fatwę przeciw muzyce, tańcowi i poezji. W ciągu ostatnich czterech lat jego bojówki podłożyły ładunki wybuchowe w 800 sklepach muzycznych. Setki artystów uciekły do innych części Pakistanu w obawie przed atakami. Obawy były uzasadnione: w 2008 r. talibowie ostrzelali samochód znanego pasztuńskiego pieśniarza Sardara Yousafzaiego, zginął jeden z muzyków.



W książce "Rock and roll dżihad - muzułmańska rewolucja gwiazdy rockowej" Salman Ahmad, lider popularnej w Pakistanie grupy Junoon, opisuje nalot radykałów na koncert rockowy: "Do sali wdarła się grupa brodatych studentów wrzeszczących: - Fahashi! Harami! (Wulgarni! Bydlaki!). Stałem wstrząśnięty i patrzyłem, jak ci fanatycy wpadają do środka, zarzucają burki i czadory na kobiety i odpychają je od mężczyzn, przy których śmiały usiąść. Nagle jeden z nich, z obłędem w oczach, które nie miało nic wspólnego z Bogiem, wskoczył na scenę, porwał wzmacniacz i rzucił go na zestaw perkusyjny mojego kolegi Munira. - O co chodzi, do cholery! - usłyszałem swój głos. Popatrzył z pogardą na mnie i moją gitarę. - Dawaj to! - odszczeknął. Stałem nieruchomo, niezdolny do działania. Wyrwał gitarę Les Paula z moich rąk z furią, jakiej nigdy w życiu nie widziałem, i walnął nią o podłogę, roztrzaskując na kawałki. Znalazłem się w centrum kulturowej wojny".



Aksamitna cenzura

Ale nie tylko w religijnych reżimach i afrykańskich dyktaturach muzycy są na cenzurowanym. Cenzuruje się ich także w zachodnich demokracjach, o czym świadczy głośna sprawa francuskiego rapera Orelsana. W ubiegłym roku organizatorzy festiwalu Francofolies w La Rochelle w ostatniej chwili odwołali jego występ, władze regionu zagroziły wycofaniem publicznych dotacji na festiwal, jeśli Orelsan wystąpi.

Nazywany francuskim Eminemem raper ma reputację szowinisty i mizogina. Jego twórczość wywołuje protesty organizacji kobiecych, w lipcu ub. roku nowy album Orelsana został wycofany z publicznych bibliotek z powodu przemocy i seksistowskich treści w tekstach.



Sprawa odwołanego koncertu wywołała we Francji burzliwą debatę o cenzurze i poprawności politycznej. Przeciw raperowi wystąpiła prezydent regionu Poitou-Charentes Ségolene Royal, kandydatka partii socjalistycznej w wyborach prezydenckich w 2007 r. To ona interweniowała przeciwko występowi rapera na festiwalu Francofolies. Rapera bronił Jack Lang, były minister kultury w rządzie François Mitterranda: - Cenzurowanie Orelsana tworzy niebezpieczny precedens, który może w przyszłości dotknąć wszystkich kontrowersyjnych artystów. Artysta ma prawo mieć złe myśli - złe w oczach tych, którzy uważają, że posiedli prawdę i sprawiedliwość. Inaczej jutro wyrzucimy z bibliotek dzieła de Sade, Baudelaire'a, Rimbauda i Geneta.

Cenzura w krajach europejskich przybiera nowe, wyrafinowane formy. Zamiast czarnych list i zakazów władze wywierają presję na artystów za pomocą przepisów administracyjnych czy groźby procesu sądowego. Tak dzieje się w Rosji, gdzie rynek mediów uzależniony jest od administracji kremlowskiej. Mówi lider zespołu Telewizor z Petersburga Michaił Borzykin: - Władza już nie musi zakazywać, chodzi o to, że dziesięć show telewizyjnych, w których występowałem, już nie istnieje, a pięć stacji radiowych, które puszczały moją muzykę, zmieniło format. To aksamitna cenzura.

Problemy Telewizora zaczęły się w 2008 roku, kiedy telewizja z Petersburga zrezygnowała z ich występu na żywo po zapoznaniu się z tekstami utworów. Założona w połowie lat 80. grupa jest znana z ostrych, politycznych utworów, jeden z nich zatytułowany "Twój ojciec jest faszystą" z 1986 roku był pierwotnie atakiem na władzę sowiecką. Dzisiaj lider grupy na koncertach zmienia słowa na "Twój Putin jest faszystą", co wywołuje reakcje sił porządkowych, łącznie z zatrzymywaniem lidera.



O potędze cenzury putinowskiej świadczyła sprawa wycofania Gruzji z zeszłorocznego konkursu Eurowizji w Moskwie. Europejska Unia Nadawców z siedzibą w Genewie zdyskwalifikowała piosenkę gruzińskiego zespołu Stephane & 3G "We Don't Wanna Put In", która była żartem z rosyjskiego premiera. Oficjalnym powodem było złamanie regulaminu konkursu, który zakazuje propagowania treści politycznych.



Gruzja nie zgodziła się na zastąpienie "Put Ina" inną piosenką albo zmianę tekstu i wycofała kandydaturę. Rzecznik Putina Dmitrij Pieskow nazwał piosenkę chuligaństwem i demonstrowaniem pseudopolitycznych ambicji. W jaki sposób kobiece trio pop z Gruzji mogło zagrozić przywódcy atomowego imperium, trudno zrozumieć.

Koncert przez Skype'a

Z okazji Dnia Wolności Muzyki w wielu miejscach na świecie odbędą się koncerty z udziałem zakazanych artystów, m.in. w Nowym Jorku amerykańscy muzycy zagrają z nielegalną grupą z Iranu The Plastic Wave, która wystąpi za pośrednictwem Skype'a. W Kairze odbędzie się koncert sudańskiego pieśniarza Abazara Hamida, którego pieśni są cenzurowane w Sudanie. Specjalne programy telewizyjne o cenzurze w muzyce wyemitują stacje w Afganistanie, gdzie za dyktatury talibów muzyka rozrywkowa była całkowicie zakazana.

Aktywiści ruchu złożą także petycję w ambasadzie Kamerunu w Paryżu o uwolnienie muzyka Lapiro de Mbanga skazanego w 2008 roku na trzy lata więzienia za udział w antyrządowych zamieszkach. Mbanga od 20 lat używa piosenek do społecznych kampanii. W piosence "Constitution Constipee" (Konstytucja obstrukcja) krytykował zmiany w konstytucji pozwalające obecnemu prezydentowi kandydować na kolejną siedmioletnią kadencję.



Z okazji Dnia Wolności Muzyki Freemuse wydaje także album zawierający nagrania zakazanych artystów z Iranu, Afganistanu, Pakistanu, Kamerunu, Libanu, Palestyny, Turcji i Sahary Zachodniej. Jego producentką jest Deeyah, urodzona w Norwegii piosenkarka pochodząca z pakistańsko-afgańskiej rodziny, która sama stała się obiektem ataków islamskich radykałów, którym nie odpowiada jej swobodny obyczajowo styl i nasycone erotyką teledyski. Z powodu pogróżek i powtarzających się ataków wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych i zrezygnowała z publicznych występów.

Swój tekst na okładce płyty zakończyła hasłem kampanii: "Muzyka nie może zamilknąć!"

Do obchodów włączył się także polski Indeks 73 - inicjatywa na rzecz wolności tworzenia i dostępu do kultury. W Gdańsku we wtorek odbyła się debata na temat wolności muzyki, Indeks będzie także zbierał podpisy pod petycją o uwolnienie kameruńskiego artysty Lapiro de Mbanga.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów