Jak dotąd, w połowie urodzinowego tygodnia, najwięcej emocji wzbudził recital Piotra Anderszewskiego, który w środowy wieczór zagrał Bacha, Schumanna i Beethovena. Polski pianista jako jedyny z grona występujących w Warszawie nie włączył do programu muzyki jubilata. Nie musiał. I bez niej okazał się artystą spełnionym i elektryzującym. Przypomniał, że w tym roku obchodzimy także 200. rocznicę urodzin Robert Schumanna (1810-56). Dwa cykle miniatur - 6 Stücke in kanonischer Form op. 56, Gesänge der Frühe op. 133 - wykonał przepięknie, czarując dźwiękami, zamykając te kilkuminutowe drobiazgi w pasjonujące opowieści. Schumanna poprzedził V Suitą angielską Bacha, która zabrzmiała, jak to u Anderszewskiego, niemal krystalicznie. W finale zaś słuchaliśmy Sonaty As-dur op. 110 Beethovena - ładnej, choć za bardzo rozpadającej się na poszczególne odcinki. Anderszewski pokazał w Warszawie lwi pazur, ale też wyjątkowe rozumienie wykonywanej muzyki. Czyli dokładnie to, za co go najbardziej cenię.
Poprzedzający występ Polaka popołudniowy recital amerykańskiego giganta fortepianu Murraya Perahii miał dwa oblicza. Zapamiętam to pierwsze z eleganckim - choć bardziej romantycznym niż u Anderszewskiego - Bachem (VI Partita) i w pełni skończonym Beethovenem (Sonata Es-dur op. 109). O drugim, chopinowskim obliczu Perahii chciałbym za to szybko zapomnieć. Bo jakoś trudno mi znaleźć usprawiedliwienie dla tak dużej liczby potknięć i nieścisłości, nonszalancji i pośpiechu, dla "swingujących" mazurków.
Jeszcze trudniej znaleźć usprawiedliwienie dla Ivo Pogorelicia, który we wtorek zagrał na urodziny Chopina jego Koncert f-moll. Pogorelić, który po 26 latach przeprosił się z Polską (przedtem w rozkwicie kariery odmawiał u nas koncertowania), stał się karykaturą artysty. Pianista po silnych przeżyciach rodzinnych i zdrowotnych poszukuje swojej drogi i pomysłu na artystyczne życie. Muzyka jest dla niego swoistą terapią. Koncert f-moll (grany z nut) okazał się parodią Chopina, studium rozkładu, emocjonalnych zawirowań. Chwała Orkiestrze Sinfonia Varsovia i gruzińskiemu dyrygentowi George Tchitchinadzemu, którzy skoncentrowani towarzyszyli pianiście. Pogorelić jest bowiem w swych pomysłach nieprzewidywalny, choć w tym, co proponuje, nie ma za grosz artystycznej prowokacji. Jest za to zagubienie i nieporadność, wywracanie za wszelką cenę partytury do góry nogami, uporczywe poszukiwanie oryginalności. Efekt zaś kompromituje rocznicowe obchody. Programując występ Pogorelicia w takim kontekście, zrobiono krzywdę wszystkim: pianiście, słuchaczom i Chopinowi.
Warszawski maraton trwa, kolejne emocje już dziś wieczorem. Na dawnych fortepianach!
Chopin - Koncerty urodzinowe (Filharmonia Narodowa). Ivo Pogorelić (23.02), Murray Perahia (24.02), Piotr Anderszewski (24.02)
Źródło: Gazeta Wyborcza