Stawiński próbował też sił w reżyserii, kręcąc m.in. "Rozwodów nie będzie" (1963) i "Pingwina" (1964). Gala wręczenia Orłów odbędzie się 1 marca w Teatrze Polskim w Warszawie.
- Nagradzano mnie w różnych miejscach - w Mar der Plata, w Rosji, w San Sebastian - mówi "Gazecie" Jerzy Stefan Stawiński. - W Gdyni nigdy, bo gdy zacząłem robić filmy, napisałem w "Przeglądzie Kulturalnym" tekst "Wyzysk w przemyśle filmowym", narzekając, że wykorzystuje się zwłaszcza scenarzystów. Środowisko się na mnie wściekło. Więcej niż nagród mam orderów. Za wrzesień '39 dostałem Krzyż Walecznych, bo jako dowódca drużyny rzuciłem się na Niemców. Za Powstanie Warszawskie awansowano mnie na porucznika, a parę lat temu zostałem majorem. Zupełnie jak mój ojciec - przedwojenny profesor Wolnej Wszechnicy Polskiej i Wyższej Szkoły Dziennikarskiej - który za Legiony też był majorem. Mam poza tym Krzyże Orderu Odrodzenia Polski - Kawalerski, Oficerski i Komandorski, ale wręczono mi je za komuny, więc może nie powinienem się do nich przyznawać.
Ucieszyłem się z nagrody, ale na galę nie pójdę, nie chodzę na takie rzeczy. Przyślą mi statuetkę do domu, moja żona będzie zachwycona.
Źródło: Gazeta Wyborcza