http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Grabaż chory na kraj niedobry, brudny, zły

Rozmawiał Robert Sankowski
2010-02-25, ostatnia aktualizacja 2010-03-07 16:54

- Nie wiem, czy jeszcze coś napiszę. Ale od jakiegoś czasu każdą płytę nagrywam tak, jakby była ostatnia - mówi wokalista Krzysztof "Grabaż" Grabowski o nowej płycie grupy Strachy Na Lachy

Krzysztof
Fot. Jacek Łagowski / AG
Krzysztof "Grabaż" Grabowski, muzyk (Pidżama Porno, Strachy na Lachy)
"Dodekafonia" miała premierę w poniedziałek. Na poprzednich dwóch płytach Strachy grały cudze kompozycje. Na "Autorze" (2007) nowe wersje utworów z repertuaru Jacka Kaczmarskiego. Na wydanych rok później "Zakazanych piosenkach" przypomniał numery polskich kapel undergroundowych z lat 80. Za ten pierwszy album Grabaż otrzymał Paszport "Polityki". Drugi zdobył status Złotej Płyty w zaledwie miesiąc. "Dodekafonia" to pierwszy od pięciu lat oryginalny materiał Strachów i jak przystało na taki wyczekany album, ma odpowiedni ciężar gatunkowy. "Śpiewam już tylko o Polsce i o złej miłości" - wyznaje Grabaż, niegdyś lider Pidżamy Porno, w otwierającym album "Chorym na wszystko". I w kolejnych utworach spełnia tę zapowiedź

Robert Sankowski: Bardzo poważny album ci wyszedł. I gorzki .

Krzysztof "Grabaż" Grabowski: - Możliwe.

Skąd ta gorycz?

- Jest wiele powodów. Sam ze sobą mam od jakichś czterech lat najgorszy czas. Chociaż lubię się bardzo, to jednak bywają momenty, że nie sposób ze mną wytrzymać. I o tym też jest "Dodekafonia". O bałaganie, który siedzi we mnie. To bardzo retrospektywna płyta...

Rozliczeniowa. Rozliczasz się na niej z Polską, ze sobą jako artystą i facetem, który przekroczył smugę cienia.

- Trafna diagnoza.

No to po kolei. Polska. To słowo pada w "Dodekafonii" często. Jako synonim rezygnacji czy smutnej konieczności. Jest w nim coś z oskarżenia. Może nawet obelgi.

- Dołożyłbym jeszcze nieszczęśliwą miłość. Do Polski. Mieszkam w tym kraju, zdaję sobie sprawę z jego wszystkich obrzydliwych przywar i wiem, że w żadnym innym miejscu nie mógłbym żyć.

A próbowałeś sobie wyobrazić życie gdzie indziej?

- Wiele razy. Ale ja jestem polski. Myślę po polsku, śpiewam po polsku, piszę po polsku w taki sposób, że jest to raczej nieprzekładalne na inne języki. Nie jestem twórcą uniwersalnym.

Jestem chory na ten chory kraj. Poza nim nie byłbym sobą, ale to nie zmienia faktu, że on jest niedobry, brudny, zły. Mam wrażenie, że jako świat, jako Polska, jako ludzie pogrążamy się w degrengoladzie.

Jako społeczeństwo ulegliśmy dziwnej "małej stabilizacji", pozwalamy sobą manipulować. Zamiast liberalizować, poszerzać obszary wolności, ten kraj robi wszystko, żeby jeszcze bardziej przykręcać śrubę. I to przy całkowitej bierności ludzi.

Śpiewam: "Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja", i słyszę komentarze, że to tekst prawdziwy, ale zaraz pojawia się zastrzeżenie: "No dobrze, ale my na to nic nie możemy poradzić". To mnie wkurza najbardziej. Świetnym przykładem są dwa lata gehenny z rządami PiS. Kradli nam wolność na naszych oczach, a spora część Polaków miała to zwyczajnie w dupie.

Śpiewasz, że wszyscy przez moment "mieszkaliśmy w teczkach tekturowych"...

- Ale wcale nie uważam, że teraz rzeczy zaczęły wyglądać dużo lepiej. Pół życia przeżyłem w świecie, który był pełen absurdów. I teraz znowu mam wrażenie, że wracamy do królestwa iluzji, działań pozornych i pozbawionych wyobraźni. Przykład? Ustawowy zakaz palenia. Przecież to będzie fikcja. Zaraz stworzy się jakieś podziemie, a policja, zamiast łapać przestępców, będzie zajmować się tym, co najprostsze - łapaniem ludzi, którzy zapalą na przystanku. Czy ten kraj naprawdę nie ma większych problemów?

Albo kontrola internetu. Słyszymy, że chodzi tu o to, aby ograniczyć dostęp do stron z dziecięcą pornografią. Z takim argumentem nikt nie odważy się polemizować. Ale przecież zaraz do władzy może dorwać się ekipa, która, używając tego samego przepisu, może zrobić z niego element cenzury politycznej. I tak jest ze wszystkim. Żyjemy w kraju katolickich polityków, którzy nagminnie łamią dekalog. A Kościół nie dopuszcza innych form wyrażania siebie niż te, które sam akceptuje. Jego najsilniejszą bronią jest sekta z Torunia - "słabe piąstki, które zaciskają się na zwyczajnych parasolkach" - i też ma dekalog za nic.

Kiepsko jest być w tym kraju mniejszością. Więc ja, jako jednoosobowa mniejszość, jestem głosem wołającym na puszczy. Dlatego nagrałem taką płytę.

Najgęstszym od znaczeń wśród "polskich" piosenek na "Dodekafonii" jest "Ten wiatrak, ta łąka".

- Ten utwór zaczął się od "Kuzyna", naszego perkusisty, który na trasach jeździ z reguły obok kierowcy na przednim siedzeniu naszego busa. I patrzy na te wszystkie mijane tiry i stare fiaty, w których siedzą niedomyci faceci w skórzanych czapkach. No i kiedyś wściekły "Kuzyn" na taki widok rzucił: "Brudny ryj z wąsem. Polska". Po prostu musiałem wokół tego określenia zbudować piosenkę. To był zresztą pierwszy tekst tej płyty.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 55 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    108 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':