http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wojna niemiecko-niemiecka pod flagą internetu

Piotr Buras, Berlin
2010-02-23, ostatnia aktualizacja 2010-02-22 19:37

Siedemnastolatka napisała powieść, która zrobiła w Niemczech furorę, by zaraz potem wywołać skandal. I kłótnię o to, czym w dobie internetu jest plagiat

ZOBACZ TAKŻE
Książka ukazała się w styczniu, nosi tytuł "Axolotl Roadkill". Aksolotl to rzadki meksykański płaz, angielskim słowem roadkill określa się zwierzęta, które po potrąceniu przez samochody dogorywają na poboczach. Autorką powieści, która dzisiaj znajduje się na drugim miejscu listy bestsellerów tygodnika "Der Spiegel", jest 17-letnia Helene Hegemann.

Helene to córka znanego dramaturga Clausa Hegemanna, który wraz z reżyserem Frankiem Castorfem współtworzył w latach 90. legendę berlińskiego teatru Volksbühne. Już przed ukazaniem się jej powieści prasa pisała o cudownym dziecku niemieckiej literatury i kreśliła portrety nastolatki, która rzuciła naukę (maturę zamierza robić korespondencyjnie), by oddawać się bardziej inspirującym zajęciom niż ślęczenie nad szkolnymi brykami. Przed "Axolotlem" zdążyła nakręcić film "Torpedo", który trafił do niemieckich kin, oraz wystawić w teatrze sztukę.

Zbuntowane, genialne dziecko prominentnego ojca, które publikuje powieść pod intrygującym tytułem - trudno o lepszą receptę na marketingowy sukces. Po skandalu, którym od dwóch tygodni żyją niemieckie media, wielu zadaje sobie pytanie, czy zastępy znawców literatury nie złapały się jak żółtodzioby w zastawioną na nich pułapkę. Rzadko w każdym razie zdarza się, by debiut wzbudził od razu tak powszechny i autentyczny zachwyt nieskorej do zbiorowych uniesień niemieckiej krytyki.

Zeszmacona dobrobytem

"Wyczarowuje dialogi jak Mamet [amerykański reżyser i scenarzysta, laureat Pulitzera], marzy o świecie poza naszym światem jak Kerouac, halucynuje z sadyzmem de Sade'a - i pozostaje jednak Heleną Hegemann, która pisze niemieckim, jakiego jeszcze nie było: sugestywnym jak sowiecka propaganda, niebiańsko rytmicznym, poruszającym się ze swobodą w języku ulicy i salonu i tak porywająco indywidualnym, że od jutra setki innych niemieckich pisarzy - niektórzy nawet wbrew swojej woli - będzie próbowało naśladować brzmienie Hegemann, oczywiście z fatalnym skutkiem" - rozpływał się znany pisarz Maxim Biller na łamach "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Krytyk "Süddeutsche Zeitung" nie miał wątpliwości, że "książka jest fenomenalna, a jej autorka to fenomen". A w tygodniku "Die Zeit" powieść Hegemann określono jako "błysk pioruna w formie prozy".

"Axolotl" to historia szesnastoletniej Mifti narzucająca skojarzenia z biografią młodej autorki. Wstrząsający obraz wieku dorastania, brutalny i oskarżycielski pod adresem świata dorosłych. Pochodząca z zachodniej części Niemiec Mifti mieszka od śmierci matki alkoholiczki w Berlinie ze starszym przyrodnim rodzeństwem. Ojciec, obracający się w światku berlińskiej bohemy, żyje z młodą przyjaciółką kilka ulic dalej, ale bardziej niż sprawy dziecka interesuje go przyrządzanie fig w boczku dla przewalających się przez jego mieszkanie gości.

Mifti nie chodzi do szkoły, większość czasu spędza w narkotykowym transie: najpierw w dark-roomach nocnych klubów, gdzie seks znaczy tyle, co następna szklanka whisky, potem na zarzyganym łóżku - własnym lub nie, bez różnicy. Miłości, której nie dała jej matka, bez większej nadziei i powodzenia szuka w związku ze starszą o 30 lat didżejką Alice. Rzeczywistość miesza się w tej książce z wywołaną bezsennością i heroiną maligną, a dialogi błądzą i rwą się jakby przetykane stanami odrętwienia.

Recenzenci okrzyknęli książkę Hegemann powieścią pokoleniową pierwszej dekady XXI wieku - krzykiem rozpaczy generacji uwiedzionych i porzuconych przez egoistycznych dorosłych, nieznajdującej znikąd wsparcia w świecie zdominowanym przez komercyjny blichtr i infantylne media. "We love to entertain you" - reklamowe hasło prywatnej telewizji ProSieben jest mottem tej powieści.

"Jesteś zeszmacona dobrobytem" - mówi do Mifti jej siostra. Czy do takiego świata naprawdę warto dorosnąć? Może lepiej zatracić się w proteście na uboczu prowadzącej do niego drogi? Tytułowego aksolotla Mifti nosi ze sobą w plastikowej torebce wypełnionej wodą. Jak wszystko w tej książce jego dalszy los rozpływa się między okrutną rzeczywistością a nie mniej odrażającym światem halucynacyjnych urojeń.

Spowiedź życia?

Ten sugestywny obraz zrobił na krytykach wielkie wrażenie. Ale dopiero po wybuchu "afery Hegemann" pojawiły się także głosy doszukujące się tajemnicy jej sukcesu nie tyle w samej książce, ile w mechanizmach światka literackiego. "Zawłaszczył on młodą autorkę, która spełnia wszystkie wymogi, o jakich się w nim marzy" - napisał "Frankfurter Rundschau".

Młoda kobieta bez żenady posługuje się wulgaryzmami, opisując seksualne i narkotykowe orgie - nie tak dawno, sięgając do tej samej recepty, triumf święciła skandalizująca trzydziestoparolatka Charlotte Roche z powieścią „Feuchtgebiete” („Wilgotne miejsca”), finezyjnie zgłębiającą problemy masturbacji, seksu analnego i higieny intymnej. Uznanie zyskała także autobiograficzna książka „Fucking Berlin” o życiu studentki zarabiającej na życie jako prostytutka (w internetowej księgarni Amazon wszystkie trzy książki można kupić razem po promocyjnej cenie). „Wiele pełnych uniesienia recenzji, które pomogły »Axolotlowi « wejść na listy bestsellerów, brzmiało właśnie tak, jak gdyby ich autorzy postrzegali książkę nie jako fikcję, lecz spowiedź zepsutej, uzależnionej od narkotyków, opuszczonej przez ojca i matkę buntowniczki” - pisze dziennik „Die Welt”.

Skąd nagłe otrzeźwienie literackiej krytyki? Na początku lutego niejaki Deef Pirmasens napisał w swoim blogu: "Jestem zachwycony i pytam, jak to możliwe, że 16-letnie dziecko potrafi coś takiego napisać. Czy to prawdopodobne, że ma ono rozeznanie w sprawach takich jak heroina albo pojawiający się oczywiście w jego powieści Berghain [słynny berliński klub nocny, do którego nie wpuszcza się osób poniżej 21. roku życia]?" - pytał bloger. Jego zdaniem książka Hegemann to plagiat. W swoim blogu zamieścił całą listę cytatów, żywcem lub z niewielkimi zmianami przepisanych z wydanej niedawno w niszowym wydawnictwie i bez żadnego rozgłosu powieści "Strobo", której autorem jest inny bloger posługujący się pseudonimem Airen. Ten 28-letni mieszkaniec Berlina był do niedawna stałym bywalcem Berghainu i, jak przyznał w wywiadzie dla "FAZ", wszystkie opisane w jego powieści ekscesy są co do joty zapisem autobiograficznym.

Wytnij i wklej

Poszukiwacze relacji z pierwszej ręki z zamkniętego w dyskotekach oraz sypialniach świata zepsutej młodzieży poczuli się oszukani. Autorka "Axolotla" inteligentnie, z zimną krwią i znajomością literackich teorii skompilowała utwór (Airen był tylko jednym z wielu źródeł), w którym jej własne przeżycia ograniczają się zapewne do lektury kilku modnych autorów pojawiających się w wynurzeniach głównej bohaterki.

Najbardziej pikantne sceny Hegemann pisała, jak zdradziła tygodnikowi "Der Spiegel", na trzeźwo po porannym joggingu. Ale twierdzenie, że literatura musi być koniecznie zapisem własnych doznań, nawet dla zwykłego czytelnika graniczy z absurdem. Zdaniem wielu nastolatka ośmieszyła w istocie tych, którzy po ujawnieniu zarzutów chcieli ją znowu strącić z literackiego Parnasu.

Tym bardziej że znawcom literatury zagrała na nosie jeszcze w inny sposób. Wielokrotnie w tekście powieści sygnalizuje, że opiewana przez nich jej autentyczność jest pozorowana. "Czerpię zewsząd, gdzie znajduję inspirację i uskrzydlenie. (...) Wszystko jedno, skąd to wszystko biorę, istotne jest, dokąd to mnie prowadzi" - wkłada w usta jednemu z bohaterów. "Czyli to nie jest twoje?" - pyta Mifti. "Nie, wzięłam to od jednego blogera". Źródła, z którego pochodzą przepisane na zasadzie "wytnij i wklej" cytaty, Hegemann jednak nie podała.

A więc plagiat? Czym właściwie jest plagiat w erze internetu, kolażu i postmodernistycznych form literackich? "Jeśli ktoś uważa tę powieść za charakterystyczną dla pierwszej dekady nowego wieku, to musi zaakceptować, że także proces jej powstawania związany jest z zasadami postępowania typowymi dla tej dekady, czyli odejściem od tej całej paranoi z prawami autorskimi, z prawem do kopiowania i transformacji" - mówiła w wywiadzie dla "Die Welt" Helene Hegemann.



Istnieje tylko autentyczność

To zresztą nie tylko fenomen ostatniego dziesięciolecia. "Die Zeit" przypomina, że Bertolt Brecht korzystał w "Operze za trzy grosze" z pieśni Villona, Tomasz Mann też korzystał z ukrytych cytatów (np. w "Doktorze Faustusie"), techniką montażu posługuje się noblistka Elfriede Jelinek. Czym w istocie różni się od tego postępowanie Hegemann? Być może każde z nich mogłoby podpisać się pod jej słowami: "Oryginalność tak czy inaczej nie istnieje, jest tylko autentyczność".

Po fali zaskoczenia i oburzenia większość krytyków jest więc znowu po jej stronie. Owszem, to, że młoda autorka bez ceregieli i nawet słowa podziękowania posłużyła się cudzym tekstem (znalazły się one dopiero w drugim wydaniu książki, ale bez zaznaczenia fragmentów), wszyscy odnotowali jako naruszenie reguł gry. Ale tylko niewielu posunęło się tak daleko jak recenzent konserwatywnej "FAZ", który wyraził przypuszczenie, że prawdziwym autorem "Axolotla" jest być może ojciec Helene. A nawet najbardziej poszkodowany Airen przyznał, że bez zapożyczeń z jego książki powieść Hegemann nie straciłaby na wartości. Przed kilkoma dniami wydawnictwo Ullstein, w którym ukazała się powieść, opublikowało listę wszystkich zidentyfikowanych zapożyczeń, których dopuściła się Hegemann. Obejmuje ona sześć stron.

Pytanie, jak mają się prawa autorskie do prawideł sztuki, pozostało nierozstrzygnięte. Z techniki Hegemann skorzysta pewnie jeszcze wielu autorów - ale czy z podobnym skutkiem? O tym, czy otrzyma ona ostateczny placet literackich koryfeuszy, przekonać się będzie można podczas marcowych targów książki w Lipsku. "Axolotl Roadkill" został tam nominowany do nagrody. Mimo skandalu i zarzutów o plagiat nie wycofano tej kandydatury.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 65 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    135 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':