http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Największy bębniarz na tej planecie

Robert Sankowski
2010-02-19, ostatnia aktualizacja 2010-02-18 20:08

Tak zgodnie mówią o nim gwiazdor brytyjskiej alternatywy Damon Albarn i amerykański basista Flea z Red Hot Chili Peppers. Jutro w warszawskim Palladium zagra współtwórca afrobeatu, legendarny nigeryjski perkusista Tony Allen

ZOBACZ TAKŻE
- Kiedy zaczynałem, wiedziałem, że nie mam szans w konkurencji z jazzowymi perkusistami takimi jak Max Roach czy Art Blakey - mówi o sobie Allen. - Żeby się jakoś wyróżnić, musiałem znaleźć własne brzmienie. Mieszałem więc muzykę, której słuchałem, z tą, która otaczała mnie tam, gdzie się wychowałem.

Urodzony w 1940 r. w Lagos Allen jest samoukiem. Zaczął grać późno - miał 18 lat. Był pracownikiem technicznym w radiu, a za perkusją usiadł zachęcony artykułami o jazzie, które znajdował w amerykańskiej prasie. Pierwsze kroki stawiał w lokalnych zespołach grających highlife - mieszankę jazzu i miejscowej muzyki rozrywkowej. W 1964 r. poznał pracującego w nigeryjskim radiu didżeja, który kompletował właśnie skład do nowego big-bandu. Didżej nazywał się Fela Kuti, a jego spotkanie z Allenem na zawsze zmieniło historię nie tylko afrykańskiej muzyki rozrywkowej.

- Braliśmy różne elementy rozmaitych stylów, rytmy i brzmienia, po czym łączyliśmy je - wspomina Tony. Afrobeat zrobił furorę na całym świecie. Kilkunastoosobowy zespół Kutiego - najpierw pod nazwą Koola Lobitos, potem jako Africa `70 - szybko stał się głośny także w Stanach i Europie. Wysublimowana, skomplikowana rytmicznie i harmonicznie, energetyczna i witalna muzyka zrobiła wrażenie na wszystkich. W afrobeacie - specyficznym melanżu jazzu, afrykańskiego popu, rocka i rytmów muzyki nigeryjskich plemion Yoruba - znaleźli coś dla siebie amerykańscy jazzmani i muzycy funkowi. Ale nowoczesne afrykańskie rytmy przemówiły też do rockmanów. Z Fela Kutim i jego zespołem nagrywał Ginger Baker, perkusista z rockowej supergrupy Cream. Afrobeat okazał się silną inspiracją dla Davida Byrne'a i jego Talking Heads. Dziś po rytmy znane z płyt Fela Kutiego sięga nowa fala wykonawców niezależnych - TV On The Radio czy Vampire Weekend.

Ale to był nie tylko sukces artystyczny - Fela Kuti zasłużył na miano ikony afrykańskiej popkultury w różnych jej aspektach. Pod koniec lat 60. zainspirowany poznanym w USA ruchem Czarnych Panter założył w Nigerii artystyczno-polityczną komunę Kalakuta Republic. Otwierał nocne kluby, w których grał i imprezował na całego. Do legendy przeszło jego bogate życie erotyczne - w założonej przez siebie komunie żył w pewnym momencie z 27 żonami. Jednocześnie w swoich utworach poruszał problemy społeczne - atakował nigeryjski reżim wojskowy, krytykował przemoc, jakiej dopuszczała się władza, zaciekle atakował panujący w RPA apartheid. Założył własną partię polityczną, w 1979 r. chciał kandydować w pierwszych wolnych wyborach na prezydenta Nigerii. Za polityczne zaangażowanie spotykały go represje - kilka razy został pobity, wsadzano go do aresztu na podstawie spreparowanych zarzutów. Zmarł w 1997 r. na AIDS. Na jego pogrzeb przyszło ponad milion Nigeryjczyków.

Współpraca Allena z Kutim trwała prawie ćwierć wieku. Nagrali ponad 30 płyt, a perkusista bywał na nich współtwórcą repertuaru oraz współszefem całego zespołu. - Fela sam pisał partie dla muzyków w grupie. Tylko mnie zostawiał wolną rękę - wspomina Tony. - Śmiał się ze mnie, że gram tak, jakbym był czterema perkusistami równocześnie. Każda z moich kończyn pracuje niezależnie. Niektórym może się to wydać trudne. Dla mnie to banał.

Poza współpracą z Kutim Allen już od lat 80. nagrywał pod własnym szyldem. Gra afrofunk - połączenie afrobeatu z brzmieniami elektronicznymi i hip-hopem. Tylko w ostatnich latach współpracował z tak różnymi wykonawcami jak: Damon Albarn (był podporą zespołu The Good, The Bad and The Queen), Sebastien Tellier, Charlotte Gainsbourg czy Jimi Tenor. - Afrobeat świetnie współgra z każdą muzyką. Grunt, żeby rytm pozostawał osią kompozycji - mówi o swoich licznych przypadkach współpracy. - Trzeba wciąż iść naprzód. To trochę tak jak z klawiaturą fortepianu. Możesz ładnie zagrać tylko na białych klawiszach. Podobnie używając tylko czarnych. Ale dopiero z połączenia czarnych i białych rodzą się naprawdę piękne akordy.







Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos