Wystarczy porównać, jak śpiewają na swoich uroczystościach
Niemcy, a jak Polacy. Że nie wspomnę tu o prominentnych osobach w państwie. Ale w Niemczech
muzyka jest już w szkole podstawowej, dzieci czytają nuty. Istnieje też silna tradycja lokalnych chórów. Podobne my mamy tylko w Wielkopolsce. Nie ma długofalowej strategii, która podtrzymywałaby poziom umuzykalnienia. Winna jest też historia - z powodu znanych okoliczności tradycje domowego muzykowania zostały u nas przerwane.
Muzyka jest dziś na wyciągnięcie ręki, ale zdarza się, że puszczam jakiś utwór na zajęciach - studenci muzykologii często nie rozpoznają nawet Beethovena. Mamy doskonałe festiwale, międzynarodowe konkursy, sale koncertowe, orkiestry na europejskim poziomie, renomowane uczelnie. Życie muzyczne nieźle się rozwija, tylko że to jest kilkanaście superelitarnych wysp. To getta kulturalne, mieszczące się w granicach błędu statystycznego. Wspaniałe szkoły kompozytorskie czy placówki nie mają podglebia.
Kluczem jest
szkoła, od podstawowej do średniej. To już się zaczyna robić, wracają lekcje muzyki, przygotowywany jest strategiczny program w ministerstwach Edukacji i Kultury. Pierwsze efekty będą za 20 lat, ale to jedyna szansa na zmianę