Po pokazie prasowym niewidziany dotąd tłum dziennikarzy szturmował salę konferencyjną hotelu Hyatt, jakby w oczekiwaniu, że wyląduje tu desantem prosto ze Szwajcarii Roman Polański. Wyglądało to jak scena z jego filmu, gdy tuż po oskarżeniu o zbrodnie wojenne byłego premiera brytyjskiego Langa (Pierce Brosnan) przed jego domem na opustoszałej wyspie u wybrzeży
USA nagle, jak za jednym kliknięciem, zjawia się medialna sfora.
W filmie wygląda to tak: sprawa Langa ma stanąć przed Trybunałem Haskim. Okazuje się, że były premier brytyjski nie powinien opuszczać terytorium USA, bo grozi mu ekstradycja. W tym momencie widownia festiwalowa wybucha ironicznym śmiechem - z Langiem jest akurat odwrotnie niż z Polańskim! Ironia polega na tym, że w filmie USA kryją zbrodnię polityczną.
Żeby w pełni docenić thriller Polańskiego, trzeba go jednak oddzielić od losów reżysera. Warto natomiast zobaczyć "Autora widmo" na tle najlepszych osiągnięć jego kina: "Chinatown", "Frantica", "Lokatora", a nawet - w pewnej mierze - "Tragedii Makbeta": jest to słaby władca i towarzysząca mu kobieta (świetna Olivia Williams w roli Ruth). "Autor widmo" nie ustępuje im - to jeden z najświetniejszych i najczarniejszych filmów Polańskiego. Przebija w nim podobny rys fatalizmu, poczucie triumfującego zła, które ogarnia także tych, co walczą ze złem - w tym wypadku: złem terroryzmu.
Powraca też charakterystyczny dla Polańskiego motyw pułapki, przejmowania czyjegoś losu, wchodzenia (dosłownie) w czyjeś buty. Czuje się ten fatalizm od pierwszych ujęć, gdy prom płynący na wyspę podnosi i opuszcza swój trap niczym paszczę. Ale tym razem nie chodzi o los samotnego indywiduum - choć Ewan McGregor dołącza do galerii "polańskopodobnych" postaci - ale o los całych społeczeństw, krajów, świata, w którym żyjemy.
Mocno wyraził to na konferencji prasowej autor "Ghostwritera" Robert Harris: - W tej powieści widmem jest autor wynajęty do spisania autobiografii byłego premiera. Widmem jest jego poprzednik McAra. Widmem jest sam Lang, o którym mówi się oficjalnie jak o wybitnym premierze patriocie, choć był jego zaprzeczeniem. Wreszcie widmem jest
Wielka Brytania, której polityka wygląda czasem tak, jakby była kolejnym stanem USA...
Przypomnijmy motto powieści: "Ja nie jestem sobą; ty nie jesteś ani nim, ani nią; oni nie są nimi". Ktoś gra na nas swoją melodię.
W filmie znakomicie zagrały, nabierając dodatkowego znaczenia, użyte w fabule powieści Harrisa akcesoria współczesnych mediów: komórka, internet,
GPS kobiecym głosem kierujący bohaterem, gdy wsiada do samochodu na miejsce swego martwego poprzednika McAry. Śledztwo, które prowadzi, zdaje się zmierzać do pomyślnego rozpoznania, zarazem jednak prowadzi ku katastrofie. Media sprawiają, że łącząc odpowiednie fakty, za pomocą zwykłego
Google'a można dziś odkrywać tajemnice, do których kiedyś potrzeba było wyrafinowanych szpiegowskich metod. Ale zarazem ta łatwość zdobywania informacji, ich ogrom - jak pokazuje w swoim filmie Polański - nie prowadzi ku prawdzie ani nie zmniejsza obszaru zła.
"Zdaję sobie sprawę - głośno myśli bohater książki Harrisa - że internet to kopalnia materiałów dla paranoików. Jest tu wszystko - Lee Harvey Oswald, księżniczka Diana, Opus Dei, Al-Kaida, Izrael, M16, koła w zbożu - i to połączone pięknymi niebieskimi hiperłączami w jeden gigantyczny spisek. Z drugiej strony znam stare porzekadło, że paranoik to człowiek całkowicie owładnięty faktami..." (tłum. Piotra Amsterdamskiego). Wojna z terroryzmem jest w oczach Zachodu - w książce Harrisa i w filmie Polańskiego - przykładem takiego wymykania się prawdy, która 11 września wydawała się nam jasna jak słońce. Po latach ta wojna okazuje się zderzeniem dwóch paranoi.
Czy ten osąd nie jest zbyt defetystyczny? Robert Harris na konferencji berlińskiej powiedział, że nie trzeba czekać na osąd historii. "Ta wojna - miał pewnie na myśli wojnę w Iraku - już została osądzona". Ale gdy czytam jego znakomity thriller, nie mogąc się od niego oderwać, w kilku miejscach włącza mi się światło alarmowe - tam, gdzie mowa o powojennej "antykomunistycznej histerii" . Myślę, że przecież także tej "histerii" zawdzięczamy upadek komunizmu. Dziś dawne zagrożenia nie mogą usprawiedliwiać spirali zła, jaka została uruchomiona podczas wojny z terroryzmem. Ale czy nie usuwają z pola widzenia zagrożenia islamistycznej ideologii?
W szczególny sposób film Polańskiego będzie krzyżował się z innym filmem - kręconym od kilku tygodni w Polsce i w Norwegii "The Essence of Killing" Jerzego Skolimowskiego (gra w nim żona Polańskiego Emanuelle Seigner). Przedstawia on ucieczkę muzułmańskiego więźnia, który mógłby być jednym z tych, których Lang kazał schwytać, o co został oskarżony przez obrońców praw człowieka. W powieści Harrisa podana jest nawet nazwa mazurskiej miejscowości, gdzie miało mieścić się amerykańskie więzienie dla podejrzanych o terroryzm, "małe Guantanamo". Opisaną przez Harrisa torturę "deski wodnej" widziałem na własne oczy - na planie filmu Skolimowskiego, którego bohater ucieka z podobnego więzienia. Gest patriotyczny obu reżyserów sprawia, że w swoich filmach nie umieszczają tego więzienia w Polsce - nie chcą potwierdzać niesprawdzonych wiadomości, enigmatycznych, pełnych sprzeczności, jak cała nasza polityczna wiedza.
W filmie Polańskiego powraca pewien obraz wzięty z powieści, ale bardzo w stylu jego filmów - rozsianych w nich drobnych, absurdalnych epizodów. Przed willą byłego premiera azjatycki stróż zamiata suche liście nieustannie nawiewane przez wiatr. Tak samo rozwiewać się będą kartki maszynopisu zawierające kluczową informację. Przyrost informacji nie oznacza przyrostu dobra. Prawda - mimo powszechnego do niej dostępu - jest coraz trudniejsza do rozpoznania. Inwigilacja staje się powszechna. Kontrola odbywa się nie tylko na lotniskach - przed rozmową z byłym ministrem bohater zostanie zrewidowany we własnym pokoju.
W nadmorskiej willi Langa ghostwriter rozmawia z byłym premierem o jego politycznej karierze na tle szyby, za którą jest wydma i sfalowany ocean. Ten obraz tworzy pociągającą, złudną perspektywę. Wydaje się, że można dać krok, żeby się znaleźć nad morzem - ale przejrzystość jest oszustwem: ta willa jest bunkrem, oblężoną twierdzą. Przed kim to oblężenie? Przed terrorystami mającymi pomścić politykę Langa czy również przed
CIA, które go pilnuje, aby nie wydał ich tajemnicy? Jedni i drudzy zostają w pewnym sensie zrównani. Dochodzi tu do głosu z pełną siłą poczucie bezradności wobec zła - kluczowy motyw kina Polańskiego, obecny od początku, od czasów słynnych dwóch ludzi wychodzących z morza z lustrzaną szafą. Odbijało się w nim całe zło świata, którego byli bezradnymi świadkami. Ten film też jest takim lustrem. Sytuacja reżysera, jego uwięzienie w trakcie realizacji - wszystko to sprawiło, że film stał się dla niego aktem wolności w najbardziej dosłownym sensie tego słowa.