"Zdajemy sobie sprawę, że festiwal rozwijał się intensywnie i stał się częścią kulturalnego pejzażu wielu miast. (...) W związku z poważnymi ograniczeniami budżetowymi, jesteśmy zmuszeni zawiesić program 4 Pory Książki na rok 2010" - napisał w oficjalnym oświadczeniu Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki.
Od pięciu lat festiwalowy cykl odbywał się równolegle w wielu polskich miastach (były wśród nich zarówno Warszawa czy Kraków, jak i Brzeg lub Nowa Ruda). W skład cyklu wchodziły początkowo: Pora Prozy, Pora Poezji, Festiwal Literatury Popularnej POPLIT oraz Festiwal Kryminału. Ten ostatni w minionym roku uniezależnił się (jako międzynarodowe wydarzenie odbywa się teraz we Wrocławiu), a na jego miejsce wskoczyła całkiem nowa Pora Reportażu. W ramach każdej z tych imprez odbywały się spotkania z autorami z Polski (m.in. Olgą Tokarczuk, Michałem Witkowskim, Adamem Zagajewskim) i z zagranicy (np. Paulo Linsem, Eduardo Padurą, Borisem Akuninem). Były też dyskusje panelowe, wystawy, koncerty.
IK organizował 4 Pory Książki wraz z lokalnymi partnerami (klubami, bibliotekami, galeriami itp.). W planach było ich zupełne uniezależnienie. - Od dwóch lat obowiązywała forma konkursowa - opowiada Tomasz Pindel z IK. - Współorganizatorzy z różnych miast składali u nas swoje projekty. Jeśli zostały zaakceptowane, dostawali dofinansowanie. Minimalny wkład własny musiał wynosić 20-30 proc. Zanik naszego budżetu na ten cel nastąpił jednak zbyt szybko, aby program sam stanął na nogi. Trzeba jednak pamiętać, że Instytut na razie 4 Pory Książki zawiesza, a nie likwiduje.
Ta decyzja jest związana ze zmniejszeniem budżetu instytucji, a nie przeznaczeniem pieniędzy na inny cel. Urzędnicy z IK zachęcają lokalnych partnerów do dalszej organizacji festiwalu. Po zapoznaniu się z programem będą udzielali zgody na korzystanie z marki i logo. To może być jednak za mało. - Bardzo szkoda mi tego programu - podkreśla Radosław Wiśniewski z Klubu Integracji Twórczych "Stowarzyszenie Żywych Poetów", który organizował 4 Pory Książki na Śląsku. - To był wzorcowy festiwal literacki. Współpraca z Instytutem układała nam się znakomicie. Ta impreza była pomyślana jako pewnego rodzaju podanie ręki mniejszym miejscowościom, które na co dzień przegrywają z Warszawą czy Krakowem. Jak Polska długa i szeroka, tak autorzy wsiadali w pociągi,
samochody i
na rowery, by do czytelników pokonać tysiące kilometrów.
Wiśniewski zwraca też uwagę, że 4 Pory Książki dobrze spełniały swoje zadanie popularyzacji czytania w kraju, w którym ponad połowa Polaków nie ma w ciągu roku styczności z ani jedną książką. - Jedna pani z biblioteki w Brzegu powiedziała mi, że dzięki temu festiwalowi po raz pierwszy odbył się tam wieczór autorski - dodaje. - Gdybyśmy do kilku mniejszych miejscowości nie ściągnęli Andrzeja Stasiuka, niektórzy mieszkańcy po dziś dzień nie zajrzeliby do galerii albo czytelni.
Niewykluczone, że jesienią w Warszawie odbędzie się Festiwal Reportażu. Będzie to impreza niezwiązana z 4 Porami Książki. Zorganizują ją wspólnie Instytut Książki i Instytut Reportażu.